statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
sobota, 30 stycznia 2010
narty i inne zimowe rozrywki

Uprasza się o trzymanie kciuków. Nieprasująca jedzie w góry i nie wiedzieć, który raz będzie uczyć się jeździć na nartach.

Pierwszy raz na deskach Kobieta stanęła lat temu 9 może 10. Na drugim roku studiów. Namówił ją Kolega – Najlepsza_koleżanka _z_ławki, który nawiasem mówiąc, spadł z życia Nieprasującej zaraz po zakończeniu studiów w wyniku  afery obyczajowej, jaka wybuchła w kręgu towarzyskim obojga. Skandal wywołała dziewczyna Najlepszej_koleżanki _z_ławki. Był to skandal na tyle poważny, że nie uratowało sytuacji wspólne mieszkanie, wspólni znajomi, siedem lat związku  i zaręczyny. Historia zakończyła się ogólnym niesmakiem i rozpadem grupy oraz zniknięciem Najlepszej_koleżanki _z_ławki z życia wszystkich. Teraz pozostało wymienianie się plotkami i śledzenie telewizyjnej kariery Najlepszej_koleżanki _z_ławki. Ech… a taki dobry kolega był.

W każdym razie za namową kolegi Nieprasująca swego czasu spędziła 3 urocze godziny na sztucznym stoku. Trzy dłuuuugie, upiorne godziny. Kobieta  należy do grupy osobników obdarzonych w  niewielkim stopniu zmysłem akrobacji. Jakichkolwiek. Jedyne co jej na W-fie wychodziło to skok wzwyż i gry zespołowe. Siatkówka najbardziej. A na nartach, ani nie poskaczesz, chyba że jesteś Adaś, ani nie pograsz drużynowo. Przez trzy wspomniane godziny Kobieta zmagała się z długimi dechami przyczepionymi do ustopienia, które wybitnie przeszkadzały jej w poruszaniu się, upadała na tyłek osobisty setki razy, wydawała z siebie okrzyki i jęki. Nie nauczyła się niczego. Absolutnie. Nabawiła się tylko wstrętu i lęku przed nartami. Pani instruktor, a zarazem nauczycielka w-fu,  poddała się po 15 minutach spędzonych z Kobietą, czemu Nieprasująca się nie dziwi i oddaliła się do bardziej pojętnych osobników. Skutkiem czego była, i jest do tej pory, nieumiejętność hamowania. Na sztucznym stoku Kobieta radziła sobie rękoma. Siadając na piętach, co powodowało przyspieszenie, i łapała igielit. A dokładniej oczka siatki igielitowej. To, że nie wyrwała sobie palców ze stawów uważa za osobisty sukces.Za karę opuszczenia dwóch godzin obowiązkowego wychowania fizycznego, Kobietę pozostawiono jeszcze na 90 minut sam na sam z nartami.  Ofiarą tego pomysłu padła kosodrzewina, którą w celu ozdoby obsadzone było  pobocze stoku, a którą Nieprasująca skosiła pędząc owym poboczem w dół, bo na igielit za cholerę nie umiała wrócić.  Raz Kobieta upadła w taki sposób, że najlepszy jogin może się schować. Kiedy zobaczyła 10 cm od  czubka nosa własny but na lewej stopie, która była przerzucona przez prawe ramię, sama jęknęła z zachwytu.  No i na koniec Nieprasującą wysłano na orczyk, a Kobieta z pisaną tylko sobie gracją zablokowała cały wyciąg. Obsługa stoku musiała przyjść po nią i wyciągnąć ją spod krzesełek. Na tym skończyła się lekcja, a Nieprasująca wróciła na swoją ukochaną siatkówkę i została tam do końca trzeciego roku.

Potem były jeszcze trzy próby, równie spektakularne.

Tak więc uprasza się o trzymanie kciuków i ewentualnie schodzenie z trasy zjazdowej szusującej Kobiecie.

11:36, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
środa, 27 stycznia 2010
zimowe niespodzianki

Czy ktoś czytał poranne doniesienia o tragicznym spadku ciśnienia, które nam dziś i jutro grozi?

Nieprasująca przeczytała:

To będzie prawdziwy cios dla naszego samopoczucia. - Biomet będzie niekorzystny, przechodzący w fatalny, a nawet tragiczny - ocenia synoptyk TVN. i dalej: Sytuacja ta będzie nie tylko nieprzyjemna, ale również niebezpieczna. Złe samopoczucie, senność i ból głowy u kierowców wpłyną na znaczne pogorszenie koncentracji."

Dzięki Bogu Nieprasującej ponad dwa tygodnie temu samochód przymarzł do zaspy (serio!, Kobieta jednego dnia wjechała w rozjeżdżony śnieg, a następnego dnia zastała auto własne skute z podłożem. A dodatkowo przy próbie wyjechania z zaspy urwała sobie przedni zderzak), wiec najbliższy spadek ciśnienia nie będzie tak tragiczny w skutkach jakby się mogło wydawać. Kilka ofiar mniej, ale czy Nieprasująca powinna z domu wychodzić w świetle takich prognoz?

Z innych niespodzianek zimowych: zamarzł domofon, a właściwie przyciski mu stężały i teraz wszyscy dzwonią pod „jedynkę”.  Inne klawisze nie działają, bądź czynią to ze wstrętem i kiedy człowiek już wydusi ciąg dalszy nr mieszkania sąsiedzi spod jedynki stoją w progu z chlebem i solą… Wywiesili nawet transparent powitalny „Domofon uszkodzony, prosimy używać kluczy. Mamy  małe dziecko”. Jakoś większość gości i tubylców nie widzi związku logicznego w komunikacie.

Ponadto wykryto awarię instalacji kanalizacyjnej w biurze Nieprasującej. Nagle, ni z gruszki ni z pietruszki w całej kamienicy zamarzła woda. Okazało się, że jakiś ułan, przymusowo zajmujący się hydrauliką, przy remoncie wyprowadził wszystkie rury na klatkę schodową. Klatka schodowa  jest połączona z bramą i przy dobrych wiatrach, jest tam jakieś dwa stopnie więcej niż na zewnątrz budynku. Przyszli panowie z piecykiem wielkości zeszytu A4 i jęli odmrażać ściany. Prace trwają. Trzeci dzień. Ktoś z sąsiadów widział ich już na drugim piętrze. A ułan musiał być z południa.

Kolejna zimowa niespodzianka. Szefowa w poniedziałek stanęła w progu i oznajmiła wszem i wobec, że wylatuje wieczorem do Egiptu. Nieprasującą trafił nagły szlag. Przewróciła oczami, puściła dym uszami i tempo wbiła wzrok w ścianę. Nic to, że mamy sezon sprawozdawczy, nic to, że trzeba nam konsultacji, nic to, że robota… Nieprasująca ogarnie to wszystko zgrabiałymi rękami i przetrwa nucąc:

Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć. Zazieleni się. Urośnie kilka drzew

A potem rzuci robotę w diabły i wybędzie na Alaskę.

Gdyby ktoś szukał skandalicznie sensacyjnych wiadomości nt. pogody to proszę bardzo  TU  SĄ

A nie można o tym jakoś normalnie napisać? Bez straszenia?

08:27, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 stycznia 2010
Dialogi z komputerem

Nieprasująca padła wczoraj trupem.  Pisze z komputerowych zaświatów. Przyczyną zgonu był atak śmiechu wywołany przez system Windows. Oto co wykazała wizja lokalna na miejscu zdarzenia :

KN: Wkłada do swego nowego, liczącego zaledwie miesiąc komputera, w którym to zainstalowano przepięknego Windows 7, płytę CD w celu skopiowania książek na dysk. Może miała to być Joanna Chmielewska, może Agatha Christie. Tego nie udało się ustalić.

Windows 7: Program Roxio Burn, Outlook, (podstaw dowolny)  przestał działać… Trwa wyszukiwanie problemu…

KN: Co do cholery? Czego znowu chcesz?

Windows 7: Program przestał działać… Trwa wyszukiwanie problemu…

KN: Tyle to już wiem! Dżizas, szybciej!

Windows7: Program przestał działać... Trwa wyszukiwanie problemu…

KN: To oddaj chociaż płytę jak nie wiesz co się stało!  - KN wychodzi do kuchni po wodę na wypadek, gdyby komputer zechciał zawiesić się na kilka godzin.

Po 15 minutach…

Windows 7:  Program przestał działać poprawnie z powodu wystąpienia problemu. System Windows zamknie program i powiadomi Cię, jeśli istnieje dostępne rozwiązanie.

KN: @#$%^&*(@#$%^&*! …..  KN schodzi ze sceny turlając się ze śmiechu. Potem następuje zgon.

Profesor Jerzy Kmita byłby zachwycony logiką komunikatu!

A co jeśli istnieje niedostępne rozwiązanie? System je zatai?

12:59, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 stycznia 2010
system

Kursowanie między szpitalem, oddziałem ratunkowym i przychodnią chirurgiczną jest męczące. Kobieta nie może wyjść z podziwu dla naszej służby zdrowia. Dla systemu. Po tym jak przemęczony chirurg wykonał na Matce Osobistej tzw. zabieg kosmetyczny pojawiły się komplikacje. Łącznie z zakażeniem i otwarciem rany. Nieprasująca zawiera codziennie nowe znajomości na korytarzach szpitalnych i zbiera różne historie pacjentów. Okazuje się, że Matka nie jest jedynym przypadkiem zaniedbania, zmęczenia i ignorancji. To stan permanentny, który towarzyszy wszystkim placówkom państwowym. Kobieta widziała ludzi z połamanymi kończynami, którzy telepali się od poradni ortopedycznej po chirurgiczną w poszukiwaniu lekarza, który wypisze im zwolnienia, recepty itd., bo rodzinny nie może. Ludzi z potwornym bólem głowy, omdlewających, których po pobraniu krwi wysłano do poczekalni oddziału ratunkowego. Pielęgniarki, które skarżą się na 24 godzinne zmiany i wyrzucają pacjentom, że jadły dzisiaj tylko bułkę, bo taki ruch.

Najpierw u Nieprasującej pojawił się strach o życie Matki, potem złość, eskalująca do furii, jednak kiedy  lekarz na oddziale ratunkowym, który kobiety odwiedzały w ciągu ostatnich 10 dni trzy razy, zdziwiony zapytał „dlaczego pani przyszła tutaj z otwartą raną pooperacyjną?” Nieprasującą ogarnął pusty, paniczny śmiech. Teraz jest to uczucie, jakie się ma, kiedy człowiek stoi przed akwarium. Nie można nic zrobić tylko patrzeć i czasami postukać w szybę, żeby jakaś „gruba ryba” podpłynęła do ciebie i łaskawie rzuciła okiem na twoje ciało. Hmm…


System górą!

12:02, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 stycznia 2010
polska służba zdrowia

Będzie na poważnie.

W mediach tyle mówi się o służbie zdrowie. Do tej pory temat ten odbierany był przez Nieprasującą jako temat dyżurny. Taki codzienny zestaw dla faktów czy wiadomości: Afganistan, Biały dom, Moskwa, kryzys, służba zdrowia, komisja śledcza i prognoza pogody. Tak myślała do momentu, kiedy nie stanęła oko w oko z potworem w kitlu.

Kobieta podpisuje się wszystkimi kończynami pod każdym protestem kierowanym pod adresem  służby zdrowia, systemu zarządzania szpitalami i NFZ.

Jednym słowem sytuację można określić jednym słowem: GROZA!!!

Żeby było sprawiedliwie mowa będzie o 111 Szpitalu Wojskowym w Poznaniu.

Matka Nieprasującej trafiła z „błahym” zapaleniem wyrostka na ostry dyżur . W wieku Matki już nic nie jest błahego, ale co tam. Beztroska lekarzy jest silniejsza niż rozsądek. O  dostępności lekarzy dla rodziny nawet nie warto wspominać . Ledwo Po operacji wypisano Matkę do domu. Zero recepty. Na cokolwiek. Zero wskazówek, jak żyć z 15 cm raną, żadnych informacji.  Nic. Opieka lekarza rodzinnego ograniczyła się do wypisania recepty na ketonal. W czwartej dobie po operacji wystąpiły komplikacje.  Płyn w otrzewnej i jamie brzusznej. Zanim przyjechało pogotowie Nieprasująca zebrała litr płynu, święcie wierząc, że to krew. Na szczęście Matki dyżur na pogotowiu miał chirurg. Przez godzinę siedział w domu i doprowadzał matkę do porządku. Po czym odesłał do szpitala. Diagnoza: źle wypłukana otrzewna. A w szpitalu co? Jak to, co? Opatrunek, nowe szwy, skierowanie do przychodni chirurgicznej i wio do domu. Parafrazując Pawlaka „ O czwartym piętrze, nie wspomnę”.  Dopiero po tym zapisano antybiotyki. W dawce końskiej.

Na izbie przyjęć - pożal się oddziale ratownbiczym - chirurg, po rozmowie z Kobietą, przyznał, że jest przemęczony. W tym dniu był jedynym chirurgiem, który był w szpitalu tego dnia. Obsługiwał trzy oddziały: chirurgię ogólną, chirurgię urazową, szczękową i izbę przyjęć. Po 12 godzinach dyżuru szedł jeszcze na 6 godzin do pracy –czytaj operacji.!!! Po tym wyznaniu Kobieta wcale się nie dziwi, że Matce Osobistej coś spieprzono podczas operacji. Dobrze, że nie zaszyto nożyczek, bo jeszcze byłby pozew o kradzież. Dobrze, że skończyło się tak, a nie sepsą – o co Kobieta drży do dzisiaj.

O przychodni chirurgicznej , w której przyjmuje emerytowany chirurg i emerytowana pielęgniarka - którzy do zmiany opatrunku nie zakłądają rękawiczek (!!!), a pacjent z raną pooperacyjną i zakażeniem otrzewnej czeka na korytarzu godzinę, w dzikim tłumie pacjentów, Nieprasująca pisać nie będzie. Ręce opadają. Dosłownie. A owy lekarz-gieriatryk, po zwróceniu uwagi na temat rany i komplikacji, poradził  Nieprasującej żeby ta pojeżdziła sobie windą (!?).  Kobieta w przypływie bezsilności zrobiła kilka zdjęć. Przychodnia chirurgiczna 111 Szpitala Wojskowego w Poznaniu wygląda dosłownie tak.  I to wcale nie jest wina słabej rozdzielczości aparatu.




Bród, smród i nędza.

Nieprasująca nie ma nic do pielęgniarek. To najcudowniejsze kobiety pod słońcem. Natomiast lekarze. Z całym spokojem sumienia, na tych z 111 Szpitala Wojskowego, można psy wieszać.  Zero empatii, Zero zainteresowania pacjentem, zero kompetencji, Bo tak naprawdę, co to za lekarz, którego opieka kończy się za zatrzaśnięciem drzwi bloku operacyjnego.

Być może to nazbyt radykalne, ale po osobistych doświadczeniach, z całą odpowiedzialnością: powinniśmy wszystko zburzyć i budować od nowa.!


Wszystkim z całego serca zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

23:08, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
piątek, 08 stycznia 2010
empatia społeczna

Kiedy ktoś bliski ląduje niespodziewanie w szpitalnym łóżku na oddziale chirurgii ogólnej  zmienia się optyka. Kobiecie zawsze wtenczas wyostrza się na empatię. Wtedy to zaczyna osobiste badania naukowe. Do próby badawczej kwalifikują się przypadkowo spotkani na kobiecej drodze ludzie. A to pani w sklepie przyszpialnym, a to kierowcy, a to kasjerki, a to pan z pieskiem na spacerze, a to bliscy i dalecy krewni. Wszyscy, którzy nawiną się Nieprasującej na widelec. Ze względu na przypadkowość wpadania próba jest bardzo reprezentatywna. I tak, proszę szanownego Państwa, ma się nasza rzeczywistość.

- Kierowca nr 1. – Pan  na parkingu nawrzeszczał na Kobietę, bo ta zaparkowała za blisko jego samochodu. Fakt niezaprzeczalny nie było szans, żeby otworzyć drzwi od strony pasażera, tak by towarzyszka wrzeszczącego kierowcy mogła z gracją, prezentując ustopienie w pełnej krasie,  wsiąść do rzeczonego auta. No cóż. Kobieta właśnie wyskoczyła ze szpitala na zakupy, dopiero co odeszła od łóżka Matki Osobistej, która wybudzała się z narkozy. Spędziła na oddziale 9 godzin. Nie jadła, z nerwów obgryzła do krwi paznokcie, o tym, że kawy nie piła rano nie wspomni, wiec spokojnie mogła mieć zachwianą percepcję. Niech się Pan cieszy, że nie zaparkowała na samochodzie. Pan nawtykał jej od blondynek, idiotek i innych, w jego mniemaniu obraźliwych. No cóż. A gdyby miał odrobinę empatii dostrzegłby krwawiące paznokcie i foliowe obuwie na kopytach Nieprasującej. Nie chciał.  Minus 10 w skali badania.

- Kierowca nr od 2 do 200 – Nieprasująca w ciągu doby przejechała po swoim mieście 190 km, wykonała setki manewrów, pokonała tyleż samo zasp i nieodśnieżonych ulic hamując na oblodzonej powierzchni tylko silną wolą. Jako, że jest jedynym rodzinnym kierowcą a rodzinę ma wysoce nie zorganizowaną, jeżdżenia w te i na zad jest sporo. Wiadomo wszystkim się spieszy. Wszyscy mają robotę na wczoraj, przedszkole na wczoraj, fryzjera i pływalnię na tydzień temu. Nieprasująca za to nie chce się rozwalić i wylądować z Matką na jednym oddziale, więc jeździ ostrożnie. Może czasem za ostrożnie, ale jest kłębkiem nerwów i wolałaby nie wjeżdżać z impetem na skrzyżowanie, kiedy w ferworze dowożenia piżamy, przegapi czerwone światło. No cóż. Kierowcy nie rozumieją. Zajeżdżają, hamują specjalnie przed nosem, żeby „zobaczyła jak to jest jechać za ślamazarą”, trąbią, mrugają światłami, krzyczą i  stukają się po głowach.  Ten ostatni gest Nieprasująca interpretuje jako gest samokrytyki, więc tylko minus 5 w skali badania.

- Bliscy i dalecy znajomi  - dobrze mieć kogoś, kto przyjdzie do człowieka, gdy ten leży sam jak ten palec w szpitalu. Nieprasująca wie, bo była w takiej sytuacji, kiedy trafiła pod nóż 500 km od domu rodzinnego, a podróż maluchem przez Polskę zabierała sporo czasu. Leżała sama i zazdrościła innym, że mają kogoś bliskiego obok. Tyle, że Kobieta miała te dwa dni spokoju, żeby dojść do siebie. Matka Osobista zaraz po operacji została zmasakrowana odwiedzającymi. Mąż Matki, Matka Matki, Ciotka Matki – wszyscy przyjechali. Miło i owszem, ale do licha ciężkiego Matka Osobista nie wiedziała nic o bożym świecie. Wychodzenie z narkozy nie jest przyjemne ani estetyczne. Nie ma się czym chwalić. Potrzebny jest spokój. Odwiedzający spokój sumienia zdobyli napadając na Matkę. Za dobre intencje i brak wyczucia – minus pół w skali.

- Pani w kasie – Matka Osobista jest już w lepszej formie. Nie gorączkuje, zaczyna wstawać. Nie wróciła jej jeszcze zgryźliwość i uszczypliwość, z której słynie w okolicy, ale jest na dobrej drodze. Odzyskała ochotę na kontakt ze światem. Jak wiadomo  szpitalach jedynym oknem na świat jest telewizor. A służba zdrowia, w drodze reperowania budżetu wszelkimi sposobami, wymyśliła automaty telewizyjne. Wrzucasz 2 zł i oglądasz. Tylko dlaczego musi to być moneta dwuzłotowa, a  nie równowartość 2 złotych? Matka Osobista wyraziła chęć obejrzenia czegoś w TV. Kobieta wrzuciła trzy monety 2 złotowe zyskując u szklanego potwora12 godzin aktywności. Pobiegła do sklepu przyszpitalnego rozmienić banknot na przeklęte dwuzłotówki. Najpierw kupiła kilka produktów, żeby nie denerwować pani kasjerki, że tak bezczelnie żąda od niej czegoś. Stanęła przed kasą i pyta uprzejmie po wydaniu reszty – „Czy mogłaby mi Pani zamienić na 2 zł?”. – Nie, nie mogłabym – usłyszała w odpowiedzi. I padła trupem na brudną od roztopionego śniegu posadzkę. Dziewczę nie było w stanie uprzejmie odpowiedzieć: - „Przykro mi, niestety nie mam dwuzłotówek” ewentualnie, już bez zbędnej wylewności „Nie, bo nie mam” czy „ Nie, zabronili mi rozmieniać pod groźbą odrąbania palca u lewej dłoni”. Cokolwiek innego od tego chamskiego „ Nie, nie mogę”. Kobieta wyszła ze sklepu piorunem, a dym jej szedł uszami. Przecież wiedziała, że Nieprasująca przyszła ze szpitala. Fakt, może przez to ciągle zamienianie na dwuzłotówki dziewczę myśli, że w szpitalu to chorzy sobie leżą, nic nie robią i tylko telewizje oglądają.  Minus 10 w skali.

Tak wyglądają subiektywne obserwacje Nieprasującej. To nie pierwszy raz. I to wcale nie tak, że Kobieta przesadza, bo akurat ona jest „cacy” a inni „be”. Doskonale zdaje sobie sprawę, z tego, że sama nie raz zajechała drogę, komuś, kto jechał do szpitala, nie ustąpiła miejsca w tramwaju,  komuś kto na ostatnich nogach wracał od chorego, potrąciła kogoś ma chodniku, kto spieszył z piżamą. Wie, i jest na sto procent pewna, że tak było, ale stara się myśleć i postępować inaczej. Nie chce, żeby ktoś o niej pisał i przyznawał jej ujemne punkty.

Ludzie trochę więcej wyobraźni.

22:40, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
Refleksja poszpitalna

Zieloności! Zielonośći! Bo białość mnie przytłacza.

20:58, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 stycznia 2010
mama

Szpital wojskowy, Izba przyjęć. Osiemnaście osób gnieździ się na 15 plastikowych krzesełkach. Krzesełka są w kolorze ohydnej zieleni, od ich intensywności bolą oczy. Żadnych względów dla pacjentów. Poczekalnia jak każda inna. Z automatem do kawy, aparatem telefonicznym na kartę dla pechowców co to nie posiadają komórki. Jest małżeństwo intelektualistów – ona wysoka, z krótkowzrocznością, on wysoki z przykrótkimi  nogawkami. Zachowują się cicho, czasami śmieją dyskretnie. Przywieźli tu  jej mamę. Jest chłopak z wybitym barkiem , którego stratował koń. Jechał po siano, coś spłoszyło kobyłę i poniosła. Chłopak ma szesnaście lat, tuli się do swojej mamy – kobiety biznesu z króciutką blond fryzurą.  Jest kobieta w ciąży. Otyła, zaniedbana, z wysokim ciśnieniem i bólem nerek. Ojciec dziecka pijany leży w domu. Ona przyjechała do szpitala z sąsiadem.  Dzwoni do swojej mamy, która ma grypę i uspokaja, że wszystko jest pod kontrolą, a mąż „odpoczywa” po pracy. Jest  młody mężczyzna z objawami zawału i trudną do zdiagnozowania przypadłością. Przez telefon skarży się koledze na służbę zdrowia, na stosunek lekarzy do pacjenta, na ogólną znieczulicę i na samotność. Skarży się na byłą dziewczynę, która go zostawiła i udaje że nie za, gdy codziennie widują się w hurtowni. Skarży się na matkę, która nie chce słuchać o jego chorobach. tylko gada o drewnie na opał , które dzisiaj przywieźli. Chłopak nie ma nerki i wypija litr coca-coli dziennie. Jest strasznie nerwowy. Są trzy panie. Babcia, córka i wnuczka. Babcia miała udar. Wszystkie są matkami. Jest starsze małżeństwo, które opiekuje się sobą tak bardzo czule, że wstyd patrzeć i kraść im tą wzajemną dobroć. Ona skaleczyła dłoń i nie można było zatamować krwawienia.
Jest i Nieprasująca. Chciała zadzwonić do mamy, ale ta nie może odebrać. Mama jest za drzwiami. Już trzy godziny diagnozują ból brzucha.
Mama jest na sali operacyjnej…
Nieprasująca chce do niej zadzwonić…

13:06, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »