statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
środa, 31 grudnia 2008
pad płaski
"Dość" - powiedziała Nieprasująca i padła na pysk swój uroczy o 5 rano. Padła na łóżko w opakowaniu, bo nie ma już siły na wbijanie się w strój przeznaczony do spania. Nie ma sił na nic, a Zwierz popiskuje z żarłoczną pretensją w głosie.  Padła i zastanawia sie jak będzie wyglądała jej szalona noc sylwestrowa. Jest nadzieja, że na nią zaśpi, ale jeśli sąsiad nie wyłączy tego cholernego alarmu to gwałtownie wzrosną szanse na zakończenie roku morderstwem. Byc może doskonałym! 
05:06, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 grudnia 2008
nieistnienie

Nie istnieje wszak to co się nie śni... 

 J. Kaczmarski Epitafium dla Boba Dylana
 
A Nieprasującej śnią się koszmary. Co zamknie swoje piękne ślepia to widzi NAJWIĘKSZE WYZWANIE i nieubłagany czas. Śnią się jej gilotyny, na których zegarowym wskazówkom obcina się strzałeczki. Nie pytajcie dlaczego. W każdym razie obrazy Dalego mogą się schować.  Morderczy wyścig z czasem i swoją, momentami chorą, ambicją uprawia Kobieta. Z tego wszystkiego zaniedbuje się, innych, Zwierza i blox oczywiście. No, ale wróci, na pewno... a tymczasem donosi, że pękła 191 strona! ufff....
01:40, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2008
dzień na dziwne zdarzenia

Dzisiejszy Kobiecy dzień był dziwny. Jego dziwności sprowadziła się tylko do jednego zdarzenia. Jest 17 grudnia, czas przedświątecznej gorączki, amoku gospodyń domowych, kierowców, tkwiących w korkach i przekleństw mamrotanych pod nosem niczym mantra. Przez swoje gorączkowe ruchy, myśli skupione wokół jednego wydarzenia, ludzie wytwarzają swoistą energię, która przez jednych zwana jest duchem świąt (kultury anglosaskie), przez innych świętami (obóz socjalistyczny). Jeszcze inni określają to w niecenzuralnych słowach. A naukowcy wymyślili dla nich nowy termin medyczny: „zespół świąteczny”. W każdym razie myślenie milionów ludzi o tym samym, w tym samym czasie, musi wywoływać jakieś skutki. To jest bezsprzeczne. Tak jest i nikt Nieprasującej nie przekona, że jest inaczej.  

Do świąt zostało niewiele czasu. 144 godziny, żeby stanąć z uśmiechem, w białym kołnierzyku pod choinką i powiedzieć – „Spokoju, radości, miłości”, „To ode mnie, kocham Cię”. Nie chcąc odstawać od innych członków swojej rodziny Kobieta pognała na zakupy. Centrum handlowe, w takim czasie nie przypomina oazy spokoju, pustych alejek ochładzanych powietrzem z klimatyzatorów i urozmaicanych znudzonymi minami ekspedientek widocznych zza witryn sklepowych. Chociaż nie powinno się teraz mówić sklepowych, tylko butikowych. Tak chyba teraz mówi się na sklepy. A może to są magazyny. O, jak ładnie widać walkę francuskiego, lepszego stylu z radzieckim, pospolitym utylitaryzmem. Centrum Nieprasującej kojarzyło się tylko z jednym. Coś na kształt  laboratorium szalonego naukowca, który swoim podopiecznym zaaplikował środek odurzający i nie przewidział skutków. Setki ludzi depczących sobie po piętach z wyrazem paniki na twarzach i rozbieganym spojrzeniem. Setki oczu wpatrujących się w wystawy w poszukiwaniu natchnienia. Dżizass.
Energia świąteczna wpływa na wszystkich, ale na tych którzy jej nie akceptują chyba najbardziej. Chociażby przez sam fakt, tego, że muszą znosić absurdalne zachowania tysięcy innych, którzy ulegli. Ale nie o tym.

W centrum handlowym, obok sklepu z bielizną Nieprasująca dostrzegła kobietę podobną do swojej Koleżanki z liceum. Zatrzymała się przed wystawą sklepu, do którego weszła dziewczyna. Blondynka, z ostrym makijażem, rozmawiała przez telefon. Była w ciąży. Nieprasująca zdążyła się ucieszyć. Potem przyjrzała się jej uważniej dłuższą chwilę i doszła do wniosku, że to nie ona. To nie była Koleżanka Kobiety. Nieprasująca przyznaje, że przez dłuższą chwilę zastanawiała się jak miała na imię Koleżanka. Było jej strasznie wstyd, bo nie pamiętała. Pamiętała tylko, że nagle w czwartej klasie owa Koleżanka bardzo zaprzyjaźniła się z Osobistą Koleżanką Nieprasującej z Ławki. W tym momencie do Kobiety dotarło, po raz kolejny z resztą, że ma dar oddalania się od ludzi. Nic czym można się chwalić. Nieprasująca podumała i pognała dalej, bo refleksje refleksjami ale zakupy trzeba robić. Zapomniała o Koleżance, o Osobistej Koleżance z Ławki i trzydziestu innych koleżankach z klasy. W końcu dziewczyna ze sklepu okazała się nie być Koleżanką, więc po co zawracać sobie głowę.

W drodze do kolejnego przybytku świątecznych uciech Nieprasującej skończyło się paliwo. Znaczy w samochodzie zabrakło. Zastanawiając się jak długo można jeździć na rezerwie, tym bardziej że KN jeździ na niej za każdym razem gdy kończy się gaz, postanowiła zatankować. W końcu czeka ją jeszcze stanie w korkach. W czasie, gdy pan zapełniał zbiornik Kobiecego samochodu, Nieprasująca przeglądała „Przekrój”. Nagle ktoś szarpną jej ramię. Koleżanka! Prawdziwa! Ta, z którą nieprasująca dzieliła lekcje polskiego przez cztery lata. Ta,  którą, jak jej się zdawało, jeszcze godzinę wcześniej, widziała w centrum handlowym. Stanęła żywa przed Nieprasującą. Nie widziała jej dziewięć lat. I przypomniała sobie. To była Marietta!

I niech ktoś powie, że Święta nie mają swojej energii. Mają siłę materializowania myśli. Chociażby myśli o ludziach, których nie widzieliśmy przez długie lata.  Przynajmniej Kobieta tak ma.

13:33, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 grudnia 2008
ogarnięcie
Nieprasująca będzie teraz bredzić, ale jest tak szczęśliwa, że nie może się opanować. Kobieta wspominała o Wyzwaniu przez duże „W”, że sobie je rzucała. Obecnie jest w trakcie realizacji. Nie wie jeszcze co z tego wyjdzie, ale nie poddaje się. Dzisiaj skoro świt, dla Nieprasującej to 11:00 rano,  ogarnęła pierwszy rozdział.  (!!!) Najgorszy i najpodlejszy do opanowania – metodologiczny. A tak na marginesie metodologię to chyba wymyślili ludzie co to ich nikt nie kocha. Jak można tak się odgrywać na ludzkości za własne niepowodzenia?!  Nie o tym miało być.
KN w końcu ujęła w ramy (prawie, że okienne) swoje bredzenie metodologiczne i wyszło jej co następuje: ujęcie socjologiczne poparte definicjami prawnymi i ideami politycznymi tworzy definicję, która zostaje osadzona w warunkach kulturowych i historycznych oraz zobrazowana danymi statystycznymi, w celu ilustracji wielkości omawianego zjawiska i w ten sposób zostaje wyjaśnione podejście interdyscyplinarne.  Prawda , że logiczno-piekne?  ;)  Dżizas!
15:13, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 grudnia 2008
wiedza
Po jednym wieczorze i po dwóch butelkach wina Kobieta wie gdzie jej miejsce... smutne? być może ...
00:27, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
środa, 03 grudnia 2008
Rośl-inność
Kobieta rzuciła sobie wyzwanie. Pod własne nogi cantralnie i nbezbłędnie walnęła i robi wszystko, żeby teraz je ominąć i do roboty się nie brać. Nieprasująca tak już ma. Pracuje jak ma bat nad głową, albo czuje oddech czasu na karku. Teraz męczą ją obie te dolegliwości, ale ta skubana wymiguje się! Po prostu wyzwanie jest OGROMNE! Ale nie o tym…
Miała realizować dzielnie, stawiać czoła, być wielka, pracowita i silna, nie łamać się, nie ulegać i być konsekwentna. I co? Kak vsiegda!! Wczoraj poszła na premierę nowego numeru poczytnego, bardzo mądrego i lekko snobistycznego pisma dla filozofów, kulturologów, teatrologów, innychlogów etc. etc., w każdym razie dla takich co to umieją rozprawiać o wszystkim, są fajnie ubrani i zawsze stadnie przemieszczają się z galerii do galerii i z seansu kina ambitnego do teatru alternatywnego. Kobieta też tak miewa. Nie ważne.  Deszcz padał , wiatr wiał, samochody jechały, ludzie wypełniali kupony na kumulację Lotka, a Nieprasująca szła. Szła, szła i doszła do księgarni. Tam spędziła prawie dwie godziny na słuchaniu dysputy o.. o? Kto zgadnie? O roślinach i ich wyższością nad człowiekiem, albo co najmniej ich i z nami równości. Było bardzo, ale to bardzo abstrakcyjnie. Takiego odlotu to się Nieprasująca nie spodziewała. Przez dwie godziny Kobieta patrzyła jak trójka dorosłych, bardzo wykształconych ludzi – najniższa ranga to doktor – dyskutowała o tym czy rośliny czują, myślą, cierpią, co im zawdzięczamy, czy i jakie moralne prawo mamy wobec nich? Padały pytania o to czy są one nam równe, a może stoją od nas wyżej? Czy się przyjaźnią? Czy etyczne wobec marchewki jest zmienianie jej genomu? I co kukurydza na to? Czy mamy zacząć wypuszczać własne liście, w razie gdyby okazało się, że stanie pod dzrewem nie jest etyczne? A reszta, około dwudziestu wolnych słuchaczy cierpliwie, ze śmiertelną powagą wysłuchiwała, odpowiadała i udzielała się i ożywiała dyskurs biologiczno-filozoficzno-kulturowy. Tylko Nieprasująca jakoś tak nie bardzo. Przez chwilę chciała przyłączyć się do Frontu Wyzwolenia Warzyw i działać w podziemiu, ale  wizja uświadamiania soi i kukurydzy w ich prawach do wolności wyboru być albo nie być modyfikowanym warzywem szybko zniechęciła Kobietę. Dobrze, że siedziała obok znajomej z niezłym poczuciem humoru, przynajmniej nie odleciała zupełnie. Po spotkaniu pobiegła do sklepu, nabyła sałatę dla Stwora i przezornie nie tknęła warzyw do dziś.
Kto wie, może są inną, równą człowiekowi formą istnienia? A Darwin się mylił?
 
00:11, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »