statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2009
Bogowie i dzbanek
W sobotni ranek wyruszyła Nieprasująca w Polskę. Celem podróży było złożenie życzeń Osobistej kuzynce i jej nowemu, pierwszemu mężowi. Się znaczy na ślub Kobieta się wybrała.

W piątkowy wieczór oddała swe piękne, aczkolwiek lekko zmęczone dłonie i stopy, w ręce pani kosmetyczki, która uczyniła z nich istne cudo. Zadowolona, ze skrzydełkami przy piętach, pognała zakupić kwiaty, szal, którym miała owinąć się Matka Osobista i prezent dla młodych. W międzyczasie złe bogi poniosły ją do sklepu z odzieżą piękną. No i od progu zaatakowało ją prześlicznej urody bolerko. Czarne, z krótkim rękawem, takie „jak w mordę strzelił” do sukienki. Złapała Nieprasująca w dłoń odzienie, pognała do przymierzalni, pobiła się z myślami przed lustrem, po czym spacyfikowała wyrzuty sumienia i pobiegła do kasy. Z konta Kobiety odjęli sumę, która ze spokojem wystarczyłaby na pokrycie kosztów  dwutygodniowego  wyżywienia. Jęknęła w duchu Kobieta i doszła do wniosku, że przyda się jej dieta. Ot, jak można sobie wytłumaczyć irracjonalne zakupy!
Irracjonalnie zadowolona z wiechciem zieleniny, szlamem i bolerkiem upolowanym wdrapała się na swoje piąte piętro. Jak tylko przekręciła klucz w zamku od razu sobie przypomniała czegóż to zapomniała kupić. PREZENTU! Wypiła kawę Kobieta i poczłapała uzupełniać sklerotyczne braki. Niestety złe bogi nie opuściły Nieprasującej. Tym razem na jej drodze postawiły duży sklep z kosmetykami. Znanej sieci drogeryjnej, do której Kobieta zaprzysięgła sobie kiedyś nigdy nie wchodzić, po tym jak ją podejrzewano o kradzież toniku do twarzy. Ale to było dawno temu i Nieprasująca już się pogodziła z nimi. Wlazła. Na nieszczęście swojego konta bankowego, które i tak już mocno trzeszczało. Nabyła kredkę do oczu w odcieniu brązu czekoladowego, by podkreślić kolor swych ócz. Pomadkę, co było szczytem głupoty, bo Nieprasująca nie używa chyba że ją Najwyższy opuści. Wtedy, w przypływie obłędu, potrafi sobie wypaćkać usta, żeby zjeść pomadkę w dwie minuty. Z półek sklepowych porwała Kobieta jeszcze kilkanaście n-i-e-z-b-ę-d-n-y-c-h rzeczy, np. odświeżacz powietrza, który przecież na weselach niezbędnym jest! Potem w zabawkarskim upolowała pluszowego pieska, żeby wręczyć go młodym razem z kwiatkami i pobiegła do domu. Podczas sprintu szaleńczego, w połowie drogi do domu, w głowie Nieprasującej zaczęła majaczyć jakaś myśl. Cień niepokoju wtargnął na twarz Kobiety. Czoło zmarszczyło się.  Skóra wokół oczu napięła się do stopnia  z"araz po liftingu". Po czym ręka samowiednie powędrowała do czoła Nieprasującej i walnęła ją z całej siły. PREZENT! Zawróciła Kobieta na pięcie swej wypielęgnowanej, wrzuciła piąty bieg, nałożyła klapki na oczy, ominęła wszystkie złe bogi, co to ją zaczęły kusić sztuczną biżuterią i wrzuciła ręczny przed sklepem, w którym znajdował się mroczny przedmiot pożądania Nieprasującej. Na Kobietę czekała też kartka przyklejona do witryny, z której to Nieprasująca przeczytała, że spóźniła się godzinę. Z treści wynikało, że akurat w tym dniu pani ekspedientka musi wyjść wcześniej, za co Nieprasującą bardzo przeprasza.
Kobieta zwiesiła głowę, pomachała środkowym palcem prawej dłoni, bo lewą miała zajętą, bogom złym, którzy tarzali się ze śmiechu wzbijając tumany kurzu i piachu, co do oczu Nieprasującej łzy złości napędzał i odeszła od witryny sklepowej.
 
I tak młodzi dostali gotówkę zamiast pięknego kompletu do kawy.

13:43, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 kwietnia 2009
refleksja
Ten kwiecień coś strasznie długi jest. koniec refleksji  
12:08, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
śpiewy nostalgiczne

Stan nostalgiczny może przydarzyć się każdemu. Każdy ma prawo przez chwilę chcieć posłuchać ckliwej muzyki, niepopularnych – w niektórych kręgach – artystów, poczytać rzewne wiersze, popatrzeć w niebo i uronić łzę ze wzruszenia. Nad pięknem, poczuciem  nicości w obliczu ogromu świata, sensem i bezsensem,  w końcu nad sobą.  Każdy ma prawo wyć do księżyca „Chodź, przytul i przebacz”, „Ja wezmę z Twoich rak to wszystko co mi dasz” i „to wszystko traci sens, gdy Ciebie nie ma”. Każdy ma prawo na chwilę przestać być nadętym intelektualistą i potarzać się w kiczu. Każdemu może zdarzyć się siedzieć w bezruchu i patrzeć w jeden punkt i nie wiedzieć dlaczego smutek przykuł go do podłogi. Każdy ma prawo na tej swojej podłodze pozostać. Nieprasująca też ma do tego prawo, wiec zeń korzysta właśnie dziś.

Siedzi na podłodze z słuchawkami na uszach i się drze:
„Na głos nie wypowiem, że tęskniłam gdy nie było Cięeeeeeeeee  …

„On Cię wybrał,
Dawno temu wymyślił Cię sobie

I spoooooootkasz go-poooooooowie Ci, że tooooo ty …. Lalala! Lala lal!

no, a co?

Drze się w rytm uderzeń wystukiwanych w sufit przez sąsiadów.  Oni też maja dziś nastrój nostalgiczny.  

23:15, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 kwietnia 2009
ZUS a kwestia urodzin
  To był ciężki tydzień – sapnęła Nieprasująca, siadła na swojej czerwonej kanapie i  wrzuciła laptopa na kolana.
Co się dziwić? Jaki miał być tydzień, który przychodzi po Wielkim Tygodniu? No przecież, że nie mały.  W kość dostała Nieprasująca. Oj, dostała. Bo tak to już jest jak się człowiek umawia na jedno, a potem w czasie gry zmieniają się jej zasady. Miała być odpowiedzialna tylko za raporty finansowe, a raptem stała się odpowiedzialna za wszystko. Za ocieplenie klimatu też. A zaraz potem jak ją oświeciła szefowa, że ona  się nie orientuje w tym co się dzieje w robocie i tylko Kobieta może raport narracyjny trzasnąć, obdarzyła Nieprasującą kolejną radosna nowiną. Cztery projekty do piątku na już! W trzech językach i do każdego budżecik. Biegiem marsz! Bo jak nie to nie będzie chleba.  No to Nieprasująca uwiła sobie gniazdo przy biurku, przytaszczyła baniak z wodą, cztery zmiany bielizny, szczoteczkę do zębów, orzeszki i przykuła się do nogi od stołu, wszak chleb lubi. A z masłem szczególnie.
I tak minęły cztery dni robocze. Ostatnim dniem, który pamięta Nieprasująca był poniedziałek, a dokładnie poniedziałkowy wieczór. Ktoś zaiwanił wtorek, środę, czwartek i piątek. A przy tym zaiwanił mamine urodziny, o których Nieprasująca zapomniała na śmierć własną i cudzą.

W środę, tknięta paluchem archanielskim w sklerotyczną swoją głowę, Kobieta podejrzliwie spojrzała na kalendarz. Wiedziała, że w okolicach połowy miesiąca jest jakiś termin, którego nie wolno przegapić.  Z biegiem lat, a już w ostatnich dwóch szczególnie, takie terminy w życiu Kobiety zaczęły rozmnażać się z jurnością królików, więc stała dobre 3 minuty i myślała intensywnie co to mogłoby być.  Zus zapłaciła dzień wcześniej, urząd skarbowy do 20-tego, przelewy poszły przed świętami, spotkania z promotorem są w sobotę, szczepień nie ma, rodzić nie będzie. To ki diabeł? Nie wymyśliła za dużo więc poszła do sklepu po cukier. Bo kto to widział, żeby kawa poranna była gorzka?  Cały czas myślała nad datą. Mechanik? Dentysta? Rocznica ślubu? Dni płodne, niepłodne? Imieniny? Urodziny? Jak już wdrapała się na swoją pięciopiętrową  wieżę dotarło do niej, że to jednak chodzi o urodziny. Tylko czyje?  Wstawiała wodę na kawę, włączyła radio, usiadła przed komputerem i paluch archanielski trzepnął ją w ogarnięty miażdżycą łeb. Osobistej Matki przecie!
Pognała w te pędy nieprasująca po 15 róż. Dobrze, że było po 8.00 i miasto jakieś takie przejezdne bardziej się stało. Wpadła do domu rodzinnego,  odśpiewała  Sto lat zaskoczonej Matce, odzianej jeno w koszulę nocną i udała, że się jej dni pomyliły. Matka nawet gazetę wyciągnęła jako dowód na to, że już środa. Było miło, chociaż przez tą godzinę.
 
O Matki osobistej urodzinach zapomniała, a o przelewie do ZUS nie. Ot biurwa jedna!
14:49, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 12 kwietnia 2009
robota na święta
Nieprasującą przy świętach przysłowiowo zamiotło pod dywan.
 
W Wielki Piątek została przez Matkę zaprzęgnięta do powozu zwanego „Święta”. Właściwie to furmanka była, albo może nawet wóz drabiniasty, a Kobieta chodziła niczym ten perszeron w chomącie. No.
Najpierw trzeba było ogarnąć własny kurnik. Zestawić faktury,  przelać z pustego w próżne – czyli z kont firmowych na konta współpracowników, wykonać kilka durnych telefonów, pogadać z agentkami nieruchomości, z którymi Kobieta zdążyła się już zaprzyjaźnić do stopnia wymiany przepisów kulinarnych (w końcu drugi miesiąc szuka biura!). A jak opisywała faktury, a ma co opisywać, bo dostała całą stertę papiórów w cyrylicy, to z tyłu głowy tłukły jej się śledzie, co to Matka Osobista poleciła kupić.
 
Około południa wyruszyła Kobieta na targ. Nabyła zieleninę, pomarańcze – nawet pan dał jej pogrzebać w takiej skrzynce, co to jeszcze nikt w niej nie grzebał – miły pan. Pochylił się nad Nieprasującą i wysapał – „Tu se Pani pogrzebie. Nowa jest. Nikt nie grzebał. Będzie miała pani gwarancję”. Lekko speszona, ale nie zmieszana nabyła Kobieta 3 kilo z gwarancją niegrzebania. Potem kraulem wyminęła stragany z kosmetykami i wyłowiła w rybnym te śledzie, co jej przeszkadzały w pracy. No i już prawie wracała do pojazdu swego mechanicznego, ale oko jej się zawiesiło na sukience przecudnej urody. Letniej, brązowej w piękne niebieskie kwiaty, z dużym dekoltem, takim do przekonywania Niezmywającego. Hmm. Zadumała sie zrobiła bilans. Stan finansów wskazywał zero  bezwzględne przemnożone przez jakieś 20 razy. Tak, więc przekonywać Niezmywającego będzie tymi dekoltami, które posiada.  
 
Dotarła do domu rodzinnego. A tam Matka Osobista czekała już z całą listą rzeczy, które ona s-a-m-a zrobi i absolutnie nie potrzebuje przy tym pomocy n-i-c-z-y-j-e-j. Pewnie, że doskonale poradzi sobie z myciem podłogi, odkurzaniem, myciem klatki schodowej, wieszaniem zasłon i pieczeniem ciast i mięs. Nie, no jasne. Poradzi sobie, ale przez całe święta będzie mówiła, że ją plecy bolą. A tyle! Nieprasująca nie dała jej tej satysfakcji. Wyrwała listę i  w te pędy pognała, wykonywać w porządku alfabetycznym, zapisane nań czynności.
Przy babie wielkanocnej lekko się zasapała, ale już było z górki. Do momentu kiedy Matka wręczyła Kobiecie kolejną listę z obowiązkami, które Babcia Nieprasującej s-a-m-a zrobi i przy których absolutnie nie potrzebuje n-i-c-z-y-j-e-j pomocy!  Wtedy Nieprasująca zebrała szczękę własną z podłogi, dokończyła to co miała rozgrzebane, zwinęła  w rolkę listę i wróciła na swój strych z postanowieniem powstania następnego dnia o 7.00 rano, żeby do 18.00 wyrobić ze wszystkim. Wróciła i padła. Spała 10 godzin.

Czy ze Świętami zawsze musi być tyle roboty?

Wesołego Alleluja!
20:34, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 kwietnia 2009
póki co tylko strawa dla ciała
Nieprasująca udała się w sobie tylko znanym kierunku by pogrążyć się po łokcie w szale przedświątecznych przygotowań. Będzie wypiekać, kroić, mieszać, próbować i zalewać wszystko tonami majonezu i śmietany, żeby potem wszystko to w siebie wepchnąć. A potem narzekać, że spodnie cisną w pasie, udach, biodrach i nadgarstkach. No co? Spodnie w nadgarstkach cisnąc też mogą jeśli cisną już wszędzie.
Dobra. Dość głupot. Poważne zadania kulinarne dziś postawiono przed Kobietą. Jedzie. Wieczorem doniesie z frontu jak poszło.
Do wszystkich zabieganych: tylko spokój może nas uratować i promocja majonezu!  
10:14, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 07 kwietnia 2009
Urodziny 2

30 lat temu o 14.10 na świat przyszła Nieprasująca. O mało co, z powodu niezwykłego poczucia obowiązku Matki i wrodzonego poczucia punktualności Nieprasującej,  poród zostałby odebrany w miejscowej fabryce obrabiarek zespołowych. Trochę szkoda, bo dostałaby mała Nieprasująca własną tokarkę, a Matka, jako pracownik biurowy, zapewne zniżkę na toczenie. W końcu to zawsze jakaś lokata kapitału. Zawsze można byłoby opchnąć  to cudno na kilogramy. Niestety.  Matka zdołała  dojechać pojmaną taksówką, co na owe czasy było wyczynem  nie lada (i dokonał go ojciec Nieprasującej) do kliniki. I jak każdy statystyczny Polak Nieprasująca przyszła na świat na porodówce.

Może nie do końca było to przyjście statystyczne. Podobno Nieprasująca nie chciała za bardzo wychodzić z brzucha Matki. Niby punktualnie, w terminie jak pan doktor wyznaczył – pewnie na chybił trafił, ale Kobieta wzięła sobie do serca, że 6 trzeba się stawić na świat. A potem jak to u niej bywa się zaczęła rozmyślać. No to wzięli kleszcze i za łeb ją wytaszczyli. Gwałtem prawie. Potem głowę musieli leczyć, bo była lekko zdeformowana. Pozostałości deformacji zostały, na szczęście usuniete, ale mózg zapewne odkształcony jest do dzisiaj.  No i tak 30 lat już się Nieprasująca zmaga z codziennością i niecodziennymi własnymi przypadkami.

A urodziny były baaaardzo przyjemne.

Polazła Nieprasująca z tej okazji do fryzjera zrobić porządek na swoim łbie, niegdyś zdeformowanym.  Mimo swych modlitw błagalnych wznoszonych do Najwyższego  Kobieta trafiła do nowej fryzjerki. Struchlała,  gdy siadała na fotelu, ale wyjście ewakuacyjne ktoś po chamsku zabił dechami i musiała już tam zostać. I bardzo dobrze!!! Pani Fryz okazała się do bólu dokładna, troskliwa i dociekliwa. Pytała 6 razy czy na pewno tak, a uszy odsłonić czy zakryć, boki dłużej czy krócej, grzywka tak czy siak, na prawo czy na lewo i czy na pewno dobrze się rozumiemy? Kto by przypuszczał, że do tak krótkiej fryzury można mieć tyle pytań? No bosko po prostu. Siedziała godzinę Kobieta na fotelu i było jej dobrze.  Prawie…

Bo tak siedząc Nieprasująca miała okazję po raz pierwszy tak długo przyglądać się własnej facjacie. I dokonała odkrycia strasznego. Marszczy się Nieprasująca! Potwornie! Wokół oczu się coś Kobiecie nieznośnego porobiło. Jak paszcze w uśmiech złoży to skóra koło uszu jej zwisa. Jak zaczyna dumać to czoło zamienia się w pofałdowany kawałek dywanu. Jakaś taka nieproszona plastyczność się pojawiła Kobiecie na twarzy. Ale plastelina się coś rozchodzi.  Chyba po 30 zmienia się też optyka.

 Zatroskana postanowiła zamiast kremu do tortu krem do twarzy nabyć.

A potem były kwiaty, perfumy, obiad i wino. Cud, miód, malina. Dawno tak dobrze Nieprasującej nie było.  I to wszystko zasługa Niezmywającego!

12:19, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (9) »
urodziny

Pełna rehabilitacja Niezmywającego wygląda tak:

 

I niech ktoś jeszcze raz powie, że Niezmywający nie kupuje kfiatów Nieprasującej! To mu pypeć na języku wyskoczy za kłamstwo. Bolesny brardzo. Nieprasująca wie bo sama takowe za oszczerstw posiada. Oto dowód 20 tulipanów papuzich o pięknych różowo-zielonych płatkach! 
A więcej o urodzinach później 
09:29, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
środa, 01 kwietnia 2009
w skrócie telegraficznym

25 razy wlazła dzisiaj Kobieta na stronę pewnego Ministerstwa w oczekiwaniu na wyniki konkursu. Wyniki miały być wczoraj. Nie ma. Wczoraj też odwiedziła stronę 25 razy. Biało-czerwona kolorystyka i uśmiechnięty pan minister już jej bokiem zaczynają wychodzić.

Koleżanka dostała pracę! Na uczelni! I od razu mówią do niej per Pani Dziekan. No po porostu rewelacja! Uśmiech z paszczy Nieprasującej nie schodzi, bo to bardzo ważna koleżanka i w ogóle szczęście ludzkie ma dobry wpływ na Kobietę.

Nowa współpracowniczka ma stwierdzone ADHD… Nieprasująca czuje się lekko odstawiona w kąt pod wpływem wszędobylskiej i psychoruchowo pobudzonej pracowniczki…
Kobieta została obdarowana kwiatem :) Różą czerwoną co teraz spoczywa w wazonie.

No i dzisiaj śniło się Kobiecie, że ukradła komuś męża….

Kto ma sennik?

19:09, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »