statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
czwartek, 28 maja 2009
nowinki

Asymetria na głowie, asymetria w głowie.

Powolny Internet, powolne myślenie

Zmywarka, suszarka, opady deszczu

Posolona kawa

Takie to uroki nowego miejsca

12:07, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
Jolie i Olbrychski w korku
Kobieta ma prace i dom. Dom i prace , oddzielne!  Jak dotąd zawsze pracowała w domu, albo mieszkała w pracy. Tak się życie układało. Teraz ma dom, z którego wychodzi i pracę,  do której przychodzi. Kupiła nawet dzisiaj kawę i cukier służbowe, bo jak dotąd koleżanki pracownice opijały kobiece zapasy domowe. Żadnej do głowy nie przyszło przez dwa lata, żeby zaoferować chociażby zrzutę – przysłowiową ściepę na wikt biurowy. Nieprasująca nikomu nie wypomina, ale bardzo dobrze czuje się w roli nie-gospodarza.  Jak dobrze jest wychodzić z pracy o 15.00 – pomyślała Kobieta stojąc w korku niemiłosiernym i równie niemiłosiernie palącym słońcu. Wszyscy zapałali niepohamowaną chęcią jazdy w kierunku nowego domu Nieprasującej. A pewnie, że tak. Bo dzielnica Kobiety jest szalenie popularna, piękna, atrakcyjna, stylowa, cool i na topie. Tak się przynajmniej na razie Nieprasującej wydaje. Nowa jest i naiwna więc ma do tego prawo. Niezmywający miał rację, że Kobieta polubi powroty w korkach. Zaiste polubiła. Może to tylko sympatia jednodniowa, ale zawsze. W drodze do domu Kobieta przeczytała 2 artykuły. Z jednego dowiedziała się o tym, że trzydziestolatkowie boją się mieć dzieci, bo to dla nich odpowiedzialność ponad siły. Z drugiego natomiast, że Angelina Jolie uściskała żonę Olbrychskiego, który to poleciał za ocean, żeby zagrać pracownika rosyjskich służb specjalnych i poza tym Angelina wynajęła płatnego mordercę, uprawia sadomaso  i jest popmamą.  Gdy ścisk na ulicach zelżał Nieprasująca mknęła swoim wehikułem i zastanawiała się co znaczy pop mama? Czy to matka popa czy matka Doda od Plastiku?  Posła też Kobieta do fryzjera. Oddała tam swoją głowę w opiekę rąk mistrza i zastanawiała się dlaczego Olbrychski gra pracownika służb rosyjskich a nie polskich? I dlaczego Jolie ściskała jego żonę?

I jak tu nie lubić korków w drodze z pracy do domu. Dają tyle do myślenia...
00:12, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 maja 2009
logiczne myślenie według gazowni
Przyszły ciekawe czasy. Nieprasująca czuła coś w kościach. Stało się.
Nieprasująca stała się westalką. A wszytsko to przez naszą kochaną gazownię. A było to tak.
 
Kobieta wracała z kolejnego przeglądu mieszkań. Pojechała na drugi koniec miasta tylko po to, żeby dowiedzieć się, że mieszkanie wystawione do wynajmu do niego się nie nadaje. Bez kuchni, bez łazienki, w ogóle bez niczego za to z ogrodem i garażem, do którego wjechać nie można. Kolejne było dziuplą, w której z trudem Wróbelek Elemelek  obróciłby kuprem, a na pewno powyrywałby sobie pióra z ogona notorycznie przycinając go sobie drzwiami. Nieprasująca sierota matematyczną jest i kłopoty z wyobraźnią przestrzenną ma, ale nie aż takie. Mieszkanie, a właściwie pomieszczenie, które miało 22 metry (najwyżej!) próbowano wcisnąć Nieprasującej jako 49m. No to szlag jasny trafił Kobietę, podziękowała pośrednikom, zwinęła żagle i odjechała.
 Człapiąc na tą swoją piątą kondygnację i rozmyślając nad losem pośredników i nad kolejnymi dwoma mieszkaniami, które jeszcze miała dzisiaj w programie zatrzymała się przed tablicą ogłoszeń.

Stoi i czyta. Czyta i nie wierzy. Na Tablicy stoi:  Szanowni lokatorzy gazownia z dniem 19 maja wpuszcza w wasze rury gaz typu SZYBCIEJSIESPALAISZYBCIEJPRZYPALAARACHUNKICORAZWYŻSZE w związku z tym NIE WOLNO używać urządzeń gazowych nie przystosowanych do tego typu gazu.  Nasi specjaliści, cholernie uprzejmi, nawiedzą was drodzy lokatorzy, w dniu 21 maja.

Nieprasująca pobiegła do domu. Odcrąbała urządzenia od dopływu gazu. Wyjęła z kufra, w którym trzyma posag, krzesiwo, przekazywane przez kobiety rodu Nieprasującej z pokolenia na pokolenie i jęła krzesać.  Zadymiło, zadudniło, zawyły czujki. Rozpaliła ognisko na środku kuchni i przez dwa dni będzie o nie dbać.  Nie wie jeszcze czy ma szanse na stanowisko virgo Vestalis Maxima i czy przez 30 lat zachowa dziewictwo, jak na Westalkę przystało i czy czasami gazownicy nie  ześlą jej na śmierć głodową za niedotrzymanie warunków. W każdym razie bomba.   Niech żyje logika!!! Brawo gazownio!
 
Jak NIE WOLNO to nie wolno.
 
21:30, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
Gogol dla ubogich

Czasami jest taki czas, że człowiek nie wie co się z nim dzieje. Jest dziwnie i nie wiadomo dlaczego. Niby wszystko po staremu, ten sam rytm, ci sami ludzie, żadnych zaskakujących nowinek, a jednak inaczej. Coś niepokoi, dusi, gryzie tylko nie wiadomo z której strony. Kamyczek, który ktoś wrzucił do ogródka i nagle jego obecność zburzyła harmonię naszej ścieżki, mimo tego, że go nie dostrzegamy. W ten sposób na śniadanie serwowane jest rozdrażnienie, rozedrganie i  wewnętrzny niepokój do popicia szklanką żółci. Nieprasująca ma takie dni. Popękała. Rozpadła się na kawałeczki.

Ucho przywarło do ściany, ręka upadła bezwładnie na podłogę, dłoń zwinęła się w pięść i odbiła rykoszetem od okna, a nos poszybował pod sufit. Pozbierała wszystko Kobieta i robi z tym porządek.

Tak się skleja, skleja  i nos w miejsce ucha przyczepiła. No i jak teraz wyjść do ludzi?

 

15:56, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 maja 2009
jak spędzać niedziele
Niedziela 6:15 rano.
- Ona przyjdzie na śniadanie czy jedziemy po nią? – zamruczał Niezmywający do słuchawki. Kobieta pomyślała, że to kolejny, bardzo realistyczny sen i swoim zwyczajem odburknęła uprzejme – Spadaj – bo nie ma zwyczaju gadania ze zmorami i innymi wytworami nocnych fantazji. Jednak natręctwo płynące z budzika, w który raczył zamienić się jej telefon, spoliczkowało ją brutalnie i nie dało spać. No tak! Sieroto jedna. Wstawaj! Jedziesz dzisiaj na paintball – zabełkotała do siebie Nieprasująca. Spuściła swe odnóża z łóżka na podłogę i zasnęła w tej pozycji na kilka minut. Drugi alarm w budziku. Kobieta siebie zna i wie, że jedna pobudka to za mało. Postawiła swoje ciało do pionu, zrobiła dwa kroki do szafy, żeby z jej przepastnych szuflad wytargać za uszy skarpety i inne dobro użytku codziennego. Oparła się o drzwi i przysnęła na kolejną minutkę. Trzeci alarm! Nie ma łatwo. Kobieta spać rano lubi i basta. Uciszyła budzik własnym sykiem i poczłapała wcale nieochoczo do łazienki. Obudził ją telefon. Usunęła z paszczy szczoteczkę do zębów, która utknęła w niej po tym jak Kobieta wpadając w drzemkę zacisnęła na niej szczękę. Pobiegła do telefonu i zarzekała się, że nie śpi już od 10 minut!!! Nie śpi! Wcale! Głos w słuchawce uprzytomnij jej, że zostało jej całe 1,5 godziny do stawienia się w pełnej gotowości na parkingu przed domem, a w międzyczasie musi zorganizować jeszcze swoich kompanów. Czyli zlokalizować  siedem osób, wsadzić je do samochodów, dowiedzieć się kto i skąd odjeżdża i  kto, dokąd i po kogo pojedzie  A to wcale nie jest łatwe o 7 rano w niedziele.
Ogarnięta Kobieta z ogarniętymi kompanami wyruszyli z metropolii z półgodzinnym opóźnieniem.  I to wcale nie z powodu przysypiania Nieprasującej, która od momentu drzemki nad umywalką wlała w siebie pół litra kawy oraz odsłuchała płytę Manu Chao w nasileniu decybeli, które na pewno nie spodobało się sąsiadom.
Jazda w konwoju jest tak samo trudna co zabawna. W czasie manewrów  wyprzedzania, zajeżdżania, włączania się do ruchu i zjeżdżania ze skrzyżowań, szczególnie typu rondo bardzo ładnie ujawniają się charaktery. I to nie tylko kierowców. Pierwszy samochód jechał z minimalną prędkością 130 km. Wyprzedzał wszystko co się dało, zjeżdżał pierwszy, pierwszy piszczał oponami i pierwszy był do zajeżdżania. Drugi chciał dorównać i jechał podobnie, ale widać było, że to tylko podróba pierwszego. W obu samochodach siedzieli panowie, w pierwszym szef i przywódca stada, w drugim jego poddani i koledzy z podwórka. W ogóle w tym wyjeździe kobiety raczej miały znaczenie marginalne. Było ich aż dwie na 15 mężczyzn. Wracając do samochodów i konwoju. Trzeci samochód był łącznikiem. Kierowca znał członków obu ekip, które jechały właśnie się wystrzelać.  Jechał bardzo uważnie i starał się nie stracić z oczu samochodu, który zamykał ten wesoły korowód.  A w tym ostatnim samochodzie jechali koledzy Nieprasującej. Koledzy z czasów studenckich. Prawnicy i  biznesmeni, miłośnicy szybkiej i  brawurowej jazdy . Kobieta pomyślała sobie, że dobrze będzie jak pojadą na końcu, przynajmniej ona w ogonie nie zostanie, a tamci będą zmuszeni się miarkować. Ale nie przypuszczała, że będzie inaczej.  Matko! Jak oni się niemiłosiernie wlekli.  Samochód i tym samym kierownica należała do Kudłatego, który jest znany w całej okolicy ze swej dbałości o szczegóły. Nikt natomiast nie podejrzewał, że inną cechą kolegi jest zamiłowanie do powolnej jazdy w tempie niedzielnego kierowcy, dbanie o  nie naruszanie najdrobniejszych przepisów prawa drogowego i paniczny lęk przed wyprzedzaniem.  Nieprasująca miała nie lada zgryz, żeby nie stracić z oczu Kudłatego, który miał na pokładzie trójkę kolegów – rajdowców.  Na każdym skrzyżowaniu widziała jak Kudłaty nabiera pąsów a w oczach ma żądzę wymordowania pasażerów. Z kolei pasażerowie mieli ten sam wyraz twarzy, tyle że w ich oczach ofiara miała kierownice wbitą, w tomiejsce, w które nikt by nie chciał mieć nic wbijanego.  W końcu, po 100 km cała ekipa dotarła na miejsce.
Wszyscy szczęśliwi, tylko w oczach Kudłatego nadal majaczył cień siekiery.  
Kobieta dostała mundur, szalik, maskę ochronną i najważniejsze – marker (się znaczy pistolet na kulki z farbą, nie flamaster, w końcu przyjechała tam strzelać a nie prowadzić szkolenie). I się zaczęło. Scenariusze, zdobywanie flagi, fortu,  zdobywanie skrzyń z amunicją, konwojowanie walizek, ochrona prezydenta, zdobywanie granatów ukrytych na drzewach, podkopywanie, okopywanie, zakopywanie i odkopywanie. Huk, pot, brud, serie strzałów i salwy śmiechu. Nieprasująca miała dwie brawurowe akcje, które jej się strasznie spodobały. Raz była konwojentem i przebiegła 100 metrów z walizką pod pełnym ostrzałem. Zarobiła kilka kulek od wszystkich ocalałych przeciwników, ale było warto bo wygrała jej drużyna. W drugiej brawurowej akcji zdobyła dwa granaty ukryte w lesie, też pod pełnym ostrzałem.   I nawet, w swoim szalonym sprincie po granat "zdjęła" jednego przeciwnika ,a trzech do niej strzelało i żaden nie trafił! O, taka Kobieta jest.
A wszystko to w pięknych okolicznościach przyrody krotoszyńskich lasów.
 
Cena przystępna: siedem siniaków wielkości pięciozłotówki, (mniejszych nie warto liczyć), jeden krwiak, kilka połamanych paznokci i rozmazany makijaż.  Kleszcze gratis.  
 
Ale warto było się przekonać, że duch walki Nieprasującej nie śpi.
 
 
Jak się tak dobrze zastanowić, to siniaki należy zaliczyć do trofeów, tylko, że Kobieta odpowiedniej wystawki nad kominikiem nie posiada... 
14:32, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 maja 2009
zawód agent(-em)
Miała się Kobieta przeprowadzać. Pojechała od Ikei. Nabyła tam stosowne pudla, w stosownej ilości, za stosowną, cenę. Zaczęła się pakować. A, że do wyprowadzki zostało jeszcze trzy tygodnie, to Nieprasująca zwolniła nieco tempo. Pudła usunęła z głównych szlaków komunikacyjnych poddasza i jęła szukać mieszkania. Tak, tak to właściwa kolejność. Bo to bardzo długa i skomplikowana historia.
Termin przeprowadzki zbliża się nieuchronnie a Kobietę zawiesili. Dokładnie zawiesiły ją okoliczności przyrody. Najpierw finanse na samodzielne mieszkanie, których nie było, ale się znalazły, a potem Niezmywający, który słynie ze swoich „szybkich” decyzji. Tak długo się zastanawiał czy wchodzić w spółkę mieszkaniową z Nieprasującą, że ta  postanowiła nie oglądać się na niego (choć, kurde przystojny jest!), nabyła pudła i zaczęła szukać czegoś na wyłączność.
Znalazła. Prawie cudo. Dobra lokalizacja, ładny rozkład, po remoncie, z nową kuchnią i oknami, cichymi sąsiadami i w ogóle super-duper. Ogłoszenie wisiało już kilka miesięcy, więc na pewno nieaktualne – pomyślała Kobieta i zadzwoniła. Aktualne! Ha! Czekało na nią. Umówiła się na oglądanie. Poszła zobaczyła i zdecydował – to albo żadne inne.  Pan Agent Ćwiek się ucieszył, bo właściciele chcą kogoś miłego i grzecznego. No a wiadomo, że Kobieta wzorem wszelkich cnót jest, wiec jak w mordę strzelił wprowadzi się tam za tydzień. Ćwiek wyznaczył dzień podpisania umowy, a Nieprasująca skupiła się na pakowaniu. No może bardziej mentalnie, bo zawalona robotą jest niemiłosiernie. Nawet z tej okazji oddała swój pojazd mechaniczny do naprawy, żeby móc w weekend przetransportować choć część swojej „malutkiej” garderoby i jeszcze mniejszej biblioteczki. Zdała relację Niezmywającemu i zobaczyła błysk w oku. Ja też chcę tam mieszkać – usłyszała. Komunikat ten lekko walną Nieprasującą o podłogę, ale zniosła to dzielnie. Jakoś tak uniosła się o 5 centymetrów nad ziemię i tak pozostała. No fajnie coś takiego usłyszeć. Potem oboje udali się w ustronne, przytulne miejsce by spokojnie omówić szczegóły spółki mieszkaniowej.
Nieprasująca przeszczęśliwa i  Niezmywający lekko pogięty (bo z pracy prosto) poszli podpisać umowę. Kobieta z worem pieniędzy, żeby wszystkie kaucje  uiścić. Usiedli. Poczęstowano ich wodą i cukierkami. Jak miło. Ćwiek przyniósł umowę i rzekł: Obawiam się, że nie będziemy mogli podpisać tej umowy dzisiaj.  Właścicielka chce się jeszcze wstrzymać, bo może się tam wprowadzi…. Dalej Nieprasująca nie słyszała bo pulsująca krew w jej osobistych żyłach zagłuszyła pokrętne wywody Ćwieka, który przestał być ulubionym agentem Kobiety. Zbladła a ręce zaczęły jej drżeć. Wyglądała jak albanski wieśniak, któremu właśnie ukradli krowę.
Niezmywający zauważył jak rezon zwija swoje kolorowe chorogiewki i opuszcza Nieprasującą, więc rzucił się na ratunek. Zadał Ćwiekowi pytanie o poziom cen na rynku mieszkaniowym i ich ewentualny spadek. Kochany jest, gdyby nie on Kobieta na pewno zaczęłaby płakać jak bóbr. Jak całe stado bobrów. Panowie wdali się w dyskusję, a Nieprasująca opłakiwała w tym czasie swoją krowę.
Potem okazało się, że Ćwiek źle się umówił, że właścicielka czeka na nich w mieszkaniu i w ogóle bez sensu. Poszli, popatrzyli, odbyli konieczny, sympatyczny i okrągły small-talk, dowiedzieli się, że latorośl właścicielki jest małym komunistą i poszli na obiad. Każde osobno. Nieprasująca z Niezmywającym, Właścicielka z Komunistą, a Ćwiek poszedł pochować cukierki, których mu nie zjedli klienci.
Kobieta teraz siedzi i się biedzi nad tym co zaszło. Wymyśla aneksy do ewentualnej umowy i knuje spiskowe teorie dziejów podczas przeglądania nowych ofert. Bo może to taki sposób na nacinanie klientów? Podpisać umowę na czas nieokreślony, wpłacić kaucje i za dwa miesiące wylot?
Eh… pudła stoją, wszystko stoi tylko Stwór się nie denerwuje. W końcu ma swoją klatkę i nikt mu jej nie wynajmie na dwa miesiące.
Ach, świnką morską być…
13:11, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
sobota, 09 maja 2009
Co zrobić gdy…

Drogie bravo co zrobić gdy…
Twoja droga połówka (jabłka, pomarańczy czy jakiejś innej zieleniny) przyczłapie podchmielona po północy do twojego domu  i powie ci, co następuje:

1. kocha cie do utraty tchu
2. kocha bezgranicznie i nie wie sama dlaczego
3. w knajpie, w której była siedziały osobniki płci przeciwnej tak fajne/fajni, że przez cały wieczór się na nie/nich gapiła. Bo byli/były naprawdę ekstra. Ale w końcu, po 3 godzinach gapienia się, stwierdziła, że Ty fajniejsza/fajniejszy  jesteś.
4. I właśnie przyszła ci to wszystko powiedzieć.


Przy czym jest dumna z tego i radosna jak k… skowronek na wiosnę, a ciebie właśnie wyrwali brutalnie ze snu, rano masz na 6.00 do pracy, smarkasz i ogólnie chyba nie wyglądasz wyjściowo, a nawet roboczo. Ale ona jest z siebie naprawdę dumna i zdaje się być w stanie uniesienia wręcz.
Może dlatego, że zabrało jej to tylko 3 godziny?

Hmm? Co robić? Może jakiś magnez? – jak pyta pani z telewizji

12:58, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 maja 2009
Inkasent wieczorową porą
Czuję się napadnięta! – powiedziała Nieprasująca do Niezmywającego.
W okolicach późno popołudniowych w mieszkaniu rozległ się dzwonek domofonu. Rącza Nieprasująca pobiegła do aparatu i rzuciła na parter swoje dźwięczne „Słucham”. Z parteru na piąte wróciło „Jestem z gazowni, proszę mnie wpuścić”. Kobieta się ucieszyła – nie wiedzieć czemu, może jej się instynkt „samotnej pani domu w kontekście listonosza” włączył. Pomyślała – „nie do mnie” i pobiegła gatki rozwieszać, bo pranie zrobiła. Wszak na chorobowym jest? Jest Wrzuciła tuzin bielizny na suszarkę a tu „dzzzzzzyń” do drzwi. Otwiera.  W progu stanęło Metr Osiemdziesiąt Inkasenta i zaczęło krzyczeć na Nieprasującą, że niby nie zapłaciła faktury za gaz. Zaczęło łapskami wymachiwać Kobiecie przed nosem i tykać palcem w papier – „Tu! Widzi Pani. A jaka tu jest data zapłaty? Widzi Pani?”  No Kobieta ślepa nie jest. Mylić mogą zmarszczki wokół oczu, ale mimo tych pofałdowań widzi dobrze. Nieprasująca zaczęła zapewniać, że zapłaciła, jakoś w zeszłym tygodniu, po tym jak znalazła rachunek w piekarniku. Na co Metr Osiemdziesiąt Inkasenta – „Proszę mi N_A_T_Y_C_H_M_I_A_S_T pokazać dowód wpłaty. Nie uwierzę Pani na słowo. Nie tacy chcieli mnie oszukać”. Nosz kurna! Nieprasująca spuściła przyłbicę , machnęla kopytem i powiedziała panu, że nie będzie niczego mu pokazywać, tym bardziej N_A_T_Y_C_H_M_I_A_S_T i że nie będzie jej tu byle Metr Osiemdziesiąt Inkasenta uczciwości podważać i że sobie sama wyjaśni sprawę faktury. A teraz żegna Pana!  Zamknęła drzwi, oparła się o futrynę i poczuła się napadnięta.
A Metr Osiemdziesiąt Inkasenta miało z jakieś 20 lat i z całą pewnością było studentem drugiego roku, bardzo przejętym swoją rolą. Windykator z powołaniem psia kość.
20:36, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
środa, 06 maja 2009
L4

Kobietę matka natura obdarzyła chorym poczuciem obowiązku. Zdiagnozował ja Dyplomowany Medyk.  Powiedział – infekcja dróg z kleszczem w tle. Cztery dni Nieprasująca ciągnie nosem po posadzce niewłasnego mieszkania i  zamiast odpoczywać udowadnia, że jest cyborgiem. Leżenie w łóżku – phi! Kto to widział? Odpoczywanie? Phi! Jakieś brednie. Nie pracowanie. Phi! Nonsens.
Dzisiaj Kobieta wstała i stwierdziła, że nie można siedzieć, leżeć bezczynnie, bo chorowanie to nie żadna pożyteczna czynność. Wzięła w swoje łapska karteczkę i jęła wypisywać:
- umówić samochód do mechanika
- szukać mieszkania
- obfotografować facjatę własną do paszportu
- wybrać zdjęcia do wywołania
- zrobić zestawienie kosztów
- przygotować dokumenty dla księgowej
- znaleźć książki o armii czerwonej dla kuzynki
- przetłumaczyć 6 stron i streścić je na dwóch

Wykreśliła pozycję – umyć okna i samochód, bo zaczęło padać ulewnie na okna i samochód.
Zrealizowała punkt po punkcie swoją listę i stwierdziła, że jest pracoholikiem.

Nie umie odpoczywać, ani chorować. Nie umie też spacerować, co zauważył Niezmywający. Całkiem sensownie zauważył, bo Nieprasująca jeśli już dokądś idzie to w celu. Nigdy bez. A spacerowanie dla spacerowania? Cóż. Chyba nigdy nie miała na to czasu, albo …. No ułomna jest pod tym względem i już.  Jak już ktoś ją na spacer wyprowadzi to zachowuje się na nim jak pies gończy. Nie umie chadzać niespiesznym krokiem wzdłuż brzegu rzeki. Nie umie patrzyć w niebo i podziwiać ruchome obłoki.  Nie umie przyglądać się listkom, kwiatkom i innym cudom natury. Na spacerze cały czas patrzy pod nogi i czegoś szuka. Taki instynkt pierwotny Słowian – Praszczur Zbieracz bierze nad nią górę i Kobieta węszy. Nie raz znalazła zegarek srebrny, złota bransoletkę, pieniądze, kapsle  i inne ciekawostki. Nie wszystko bierze do domu, ale to pewnie z czasem przyjdzie. Będzie miała 80 lat i będzie znosiła do swojego domu wszystko co znajdzie. A póki co spacerować nie umie. I odpoczywać też nie.

Ratunku – powiedziała Nieprasująca i poszła tłumaczyć.

17:57, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (10) »
wtorek, 05 maja 2009
przychodzi Nieprasująca do doktora…
I mówi że nic groźnego. W sumie trochę temperatury, katar, łamanie w kościach , ale w Meksyku nie była, a do Stanów to raczej wszyscy jej znajomi wyjechali i wrócą za pół roku, jak Bóg da.
Ale coś pod nosem o jakimś kleszczu bąknęła. Dyplomowany medyk zbladł i na słowo kleszcz złapał się za strzykawkę i w te pędy zamachnął się na żyłę Kobiety.  Podobno w poszukiwaniu przeciwciał, jakie Nieprasująca – jeśli chora – to powinna wyprodukować.  Hola! Schowała żyłę Kobieta, a może by tak zapytać na pierwszej randce o pozwolenie? Hę. Nieee. No prostak, a taki kształcony. Pobrał to co miał pobrać, wypytał o resztę, ale tak jakby pytał o zmarłych krewnych od strony ciotecznego pradziadka. Po czym zaaplikował Nieprasującej zestawik dwóch antybiotyków. Jednocześnie. Nie, trzeba przyznać, że Doktór zaniepokoił się o stan układu pokarmowego Kobiety, czy ten zniesie taka kurację. Jednak chwila troski trwała niewiele ponad nanosekundę.  Wyjaśnił, że jeden to na ostrą infekcję dróg oddechowych, na którą Kobieta zapadła, a drugie na kleszcza co raczył ją pokąsać.  Ciekawe gdzie złapała ta infekcję, bo kleszcza to przynajmniej kojarzy. Jak ją opuszczał to jeszcze łapkami do niej pomachał. A infekcja? Nie machała. Jeszcze coś osłonowego i tabletki na katar. Doktór machnął podpis i podsunął Nieprasującej pod zasmarkany nos receptę.
Kobieta zrealizowała bazgroły Doktora i padła trupem usłyszawszy  wysokość kwoty jaką ma uiścić u pani Magister Aptecznej.  Nie na darmo apteki mają węża w godle.  
Pamiętajcie wystrzegać się kleszczy bo to cholernie drogi sport ekstremalny. Howgh.
20:03, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »