statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
poniedziałek, 31 maja 2010
zaginiona

Powódź, mimo tego że Nieprasująca żyje w krainie, którą corocznie nęka susza, w końcu dotknęła także i ją.
Do tej pory radziła sobie z podtopieniami samochodu, wybierając na miejsce parkowania wzgórza i tereny położne nieco wyżej niż przeciętny poziom ulicy. Z gracją celtyckiej Morgany opanowała zacieki na balkonie, oknach i parapetach. Ze stoickim spokojem  i cierpliwością godną Benedyktyna wynosiła wiadrami wodę z ogródka  i  piwnicy. Jak pszczółka zatykała silikonem wszelkie możliwe szpary, pęknięcia i najdrobniejsze szczeliny w domostwie swym.  Worków z piaskiem nie sypała bo za wątła jest i na zdrowiu ostatnio zapada. Wielka fala przeszła przez jej miasto i udała się w dół swego biegu zostawiając Kobiece domostwo w spokoju.
Do czasu…
Bóg wody Posejdon, Knum, Okeanos, Czalcziutlikue czy bardziej swojski Perepłut postanowił (abo razem na jakimś tajnym posiedzeniu uzgodnili), że każdemu kapkę wody się należy. Nieprasującej też.
Nadała Kobieta wczoraj przesyłkę konduktorską w pociągu relacji  Berlin-Warszawa. Zapłaciła 25 zł, zabrała pokwitowanie i pomknęła z Niezmywającym na urodziny do znajomych. W trakcie imprezy, której główną atrakcją był trzylatek, zadzwonił adresat przesyłki i oznajmił,  że nawałnica, powódź i zerwany wiadukt unieruchomiła pociąg, a przez półtorej godziny nic nie  powiedziano na temat dalszego opóźnienia. PKP, cóż chcieć więcej. Adresat skapitulował przy błogosławieństwie Nieprasującej i wrócił do hotelu, bo obcokrajowcem był i w stolicy tylko przejazdem gościł.
Dzisiaj od rana Kobieta rzuciła się na poszukiwanie przesyłki. Ustalenie tego gdzie ona jest zajęło jej  cztery i pół godziny. Obdzwoniła punkty przesyłek kurierskich Warszawy Centralnej i Wschodniej. Na tej ostatniej nikt nie odbierał. 60 minut Nieprasująca spędziła na nieustannym wybieraniu numeru i wsłuchiwaniu się w sygnał niepodnoszonej słuchawki. Oszaleć można! Potem napadła na Biuro skarg i zażaleń. Nie uzyskała innego numeru niż ten ogólnodostępny i nie odpowiadający. Dzwoniła do skutku. W międzyczasie postawiła na nogi kilka osób w PKP, żeby jej pomogło w poszukiwaniach. W trzeciej godzinie wybierania numeru w słuchawce odezwał się damski głos. Początkowo Nieprasująca wzięła go za halucynację słuchową, ale szybko pozbierała się w obliczu widma kolejnej godziny buczenia w słuchawce.  Ogarnęła się mentalnie i wyjaśniła sprawę.
Przesyłka jest!  Co prawda ważne dokumenty nie przejadą przez granicę, ale przynajmniej ocalały z powodzi. Podobnie jak obcokrajowiec, któremu chwała za cierpliwość i dwie godziny niedzielnego popołudnia spędzone na Warszawie Centralnej.
Howgh!

Powódź, mimo tego że Nieprasująca żyje w krainie, którą corocznie nęka susza, w końcu dotknęła także i ją.

Do tej pory radziła sobie z podtopieniami samochodu, wybierając na miejsce parkowania wzgórza i tereny położne nieco wyżej niż przeciętny poziom ulicy. Z gracją celtyckiej Morgany opanowała zacieki na balkonie, oknach i parapetach. Ze stoickim spokojem  i cierpliwością godną Benedyktyna wynosiła wiadrami wodę z ogródka  i  piwnicy. Jak pszczółka zatykała silikonem wszelkie możliwe szpary, pęknięcia i najdrobniejsze szczeliny w domostwie swym.  Worków z piaskiem nie sypała bo za wątła jest i na zdrowiu ostatnio zapada. Wielka fala przeszła przez jej miasto i udała się w dół swego biegu zostawiając Kobiece domostwo w spokoju.

Do czasu…

Bóg wody Posejdon, Knum, Okeanos, Czalcziutlikue czy bardziej swojski Perepłut postanowił (abo razem na jakimś tajnym posiedzeniu uzgodnili), że każdemu kapkę wody się należy. Nieprasującej też.

Nadała Kobieta wczoraj przesyłkę konduktorską w pociągu relacji  Berlin-Warszawa. Zapłaciła 25 zł, zabrała pokwitowanie i pomknęła z Niezmywającym na urodziny do znajomych. W trakcie imprezy, której główną atrakcją był trzylatek, zadzwonił adresat przesyłki i oznajmił,  że nawałnica, powódź i zerwany wiadukt unieruchomiła pociąg, a przez półtorej godziny nic nie  powiedziano na temat dalszego opóźnienia. PKP, cóż chcieć więcej. Adresat skapitulował przy błogosławieństwie Nieprasującej i wrócił do hotelu, bo obcokrajowcem był i w stolicy tylko przejazdem gościł.

Dzisiaj od rana Kobieta rzuciła się na poszukiwanie przesyłki. Ustalenie tego gdzie ona jest zajęło jej  cztery i pół godziny. Obdzwoniła punkty przesyłek kurierskich Warszawy Centralnej i Wschodniej. Na tej ostatniej nikt nie odbierał. 60 minut Nieprasująca spędziła na nieustannym wybieraniu numeru i wsłuchiwaniu się w sygnał niepodnoszonej słuchawki. Oszaleć można! Potem napadła na Biuro skarg i zażaleń. Nie uzyskała innego numeru niż ten ogólnodostępny i nie odpowiadający. Dzwoniła do skutku. W międzyczasie postawiła na nogi kilka osób w PKP, żeby jej pomogło w poszukiwaniach. W trzeciej godzinie wybierania numeru w słuchawce odezwał się damski głos. Początkowo Nieprasująca wzięła go za halucynację słuchową, ale szybko pozbierała się w obliczu widma kolejnej godziny buczenia w słuchawce.  Ogarnęła się mentalnie i wyjaśniła sprawę.

Przesyłka jest!  Co prawda ważne dokumenty nie przejadą przez granicę, ale przynajmniej ocalały z powodzi. Podobnie jak obcokrajowiec, któremu chwała za cierpliwość i dwie godziny niedzielnego popołudnia spędzone na Warszawie Centralnej.

Howgh!

14:22, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 maja 2010
Utknąć

To się nazywa utknąć. Nieprasująca tkwi. Tkwi w rzeczywistości, tak mocno, że nie wiadomo co z tym zrobić.

Co do naiwności to sprawa wyglądała następująco. Jakiś czas temu do Nieprasującej zadzwonił Kolega z propozycją pracy. Ale jakiej pracy, żeby to była zwyczajna posada telemarketerki, to By Kobieta go na drzewo posłała. Nieprasująca miała stać się z dnia na dzień specjalistką od rynków wschodnich.  Z tematu pamięta tyle o ile, co na wykładach było. A było wiele, najwięcej z ust doktora, prawdziwego znawcy realiów wschodu, a szczególnie Pribałii – absolwenta ASP, dyrektora muzeum i ekonoma. Przypadku beznadziejnego roztargnienia, które przydarza się tylko profesorom z prawdziwego zdarzenia. Tylko on jeden potrafił wpaść 15 minut po czasie rozpoczęcia zajęć i z nieudawaną zadyszką powiedzieć: „Chłopaki, dobrze, że nie wiecie jeszcze co to kwadrans akademicki i jeszcze tu  jesteście. Samochód mi padł. Stoi na środku skrzyżowania. Ja, tu zajęcia, tu tramwaj, musiałem go zostawić. Przybiegłem do was, rybeńki moje kochane. Zajęć nie będzie. To co pomożecie?”. Pewnie, że chłopaki pomagały. W sumie z całorocznego wykładu i ćwiczeń odbyło się raptem pięć zajęć. Tyle Kobieta liznęła ekonomii wschodniej na  studiach. Potem była praktyka. Łapówki, łapówki, łapówki. Po konsultacjach z Kolegą uznali, ze podstawy posiada i się nadaje.

Tak naprawdę to chodziło o prawie 9 letni kontakt ze wschodem. Żywy, nieudawany kontakt z ludźmi, instytucjami i realiami. No i umiejętności organizacji biura i temu pochodnych. No i się zaczęło. Spotkania, uzgadniania, koncepcje, plany. Wrzało, kipiało, intelektualnie i sprawczo. Kobieta miała przed oczami wizje siebie przechadzającej się wśród grubych ryb Łukoil i Gazpromu. Obdarzającą uśmiechem kolejne delegacje rządowe, które musiałyby przejść przez jej biurko zanim pojawią się na jakiejkolwiek wystawie międzynarodowej. Targi w Szanghaju, Mediolanie, Singapurze, Berlinie. Kobieta jeździła już BMW X1 albo podobnymi  Volkswagenami czy Volvo. Mimo zachowywanej zimnej kalkulacji, którą miała dla wszystkich dookoła, uległa własnej wyobraźni. W chwilach, gdy było źle uciekała w swoje marzenia o spłacie kredytu, lepszym samochodzie i kupowaniu ciuchów nie w lumpeksach. Bez sensu!

Niepotrzebnie uśpiła własną czujność. Życie w iluzji dało jej poczucie pewności. Zamiast sumiennie, uczciwie pracować nad rzeczywistością pobiegła jak głupie źrebię na łączkę obietnic.  I tym sposobem jest w życiu o jakieś dwa miesiące „do tyłu”.

Nie zrobiła tego co miała zrobić, , nie zaczęła finalizować swoich zobowiązań, nie postarała się o nową pracę.

Obudziła się z tzw. ręką w nocniku. Właśnie ją wyjęła, utknęła i nie bardzo wie gdzie jest łazienka.

Ku pokrzepieniu serc!


ps. kto grzebał przy czcionkach?! 
02:33, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 maja 2010
frajer

Oj naiwna Kobieta jest naiwna.

 

cdn.

10:04, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 maja 2010
ucieczka

Straszny ten maj. Bez klimatu twórczego i bez polotu.

A Pegaz to już na pewno uciekł do ciepłych i suchych krajów.

 

 

18:06, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »