statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
poniedziałek, 22 czerwca 2009
teatralnych tematów cd.

Akt I złożony, przegrany. Od jutra Akt II i choreograf. Taniec na miotle będzie numerem popisowym Kobiety.

 

 

13:00, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 czerwca 2009
master i margarita

- Wysoki Sądzie! Nie było mnie, bo byłam nieobecna!

Tak mogłaby zacząć swoje opowiadanie Nieprasująca, gdyby była jedną z postaci Bułhakowa. A tak właśnie jest. No prawie. Kobieta pełną piersią chłonie teatralną atmosferę. Została oficjalnym tłumaczem w teatrze. Od wtorku jest prawym językiem Reżysera z Moskwy. A wystawiać będą nie nic innego, jak "Mistrza i Małgorzatę." (Kobieta na razie cierpi na chorobę: „Ja i pan dyrektor”. W jej wypadku: „ja i reżyser” – ale jej to minie).

Jest super. Ano jest i nie jest. Przygoda życia. Kobieta odżywa, po rocznym pisaniu Wielkiego Dzieła, które i tak nie zostało ukończone, po tym jak Nieprasującej podcięto skrzydła. Na razie pisanina została zwinięta do kartonów, pod pretekstem przeprowadzki. Znalazła się w nich na długo wcześniej zanim Nieprasująca zaczęła szukać nowego mieszkania. Spakowanie papierzysk, z całego dobytku, przyszło Kobiecie najłatwiej. I nie dziwota! Wracając do Mistrza.

Aktorzy. Prawdziwi! Z prawdziwego teatru. Siadają codziennie rano przy stole i czytają. Czytają dzieło Michaiła Afanasjewicza  Bułhakowa. Są poważni, skupieni, potrafią się wygłupiać i żartować. Na razie zespół się dociera. Etap castingu był tak stresujący, że Nieprasująca, osoba bądź co bądź, postronna o mało co nie przypłaciłaby tego utratą świadomości. I to jeszcze w sklepie. Dobrze, że Niezmywający zajął się Kobietą. Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna fizycznie, fizjologicznie i cieleśnie przeżyła stres, zmęczenie, swoje i cudze emocje. Ustalili jej harmonogram dnia i teraz biega jak kot z pęcherzem. Rozdwaja się między dwoma pracami i oddycha. Oddycha! Oddycha! Dobrze jej mimo zapieprzu jaki ma i mimo tego, że dostaje w kość.

Codziennie budzi ją Woland, Asasselo, Mistrz, Sokow, Rimski, Berlioz, Iwan Bezdomny, Warionucha. Małgorzata i Hela robią kawę, a Behemot podaje Nieprasującej filiżankę do łóżka, podsuwając jej pod nos pachnący rogalik.


Za tydzień Kobieta zacznie latać na miotle.

17:26, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »
środa, 03 czerwca 2009
poranki na sklepieniach

Poranki bywają cudowne. Spokojne, wypełnione głęboką ciszą i słońcem. Dobre jak bułka z masłem i miodem. Jak obietnica udanego dnia. Leżysz na poduszce i przebierasz palcami w kostkach mozaiki codziennych zajęć.  Układasz własne sklepienia w Hagia Sophia. Przytulasz się do najwygodniejszego ramienia na świcie i zasypiasz, żeby utrwalić pod powiekami Pantokratora swojego codziennego.  Budzisz się za chwilę by paść na cztery łapy i szukać skarpetek, bo Niezmywający nie ma w czym do pracy pogalopować, a dobrze wie, że twoje skarpetki są w stanie używalności.  Zrywasz się zostawiasz mozaikę na poduszkach i grzebiesz w pudle z bielizną.

Ale Pantokrator zostaje pod powiekami na cały dzień. Dobry dzień.


PS. Niezmywający ma ulubioną szafkę w kuchni i jest nią zmywarka!

11:22, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 01 czerwca 2009
kumulacja złośliwości

Stężenie jednodniowe:
1 mandat
1 niewypisany urlop
1 zepsuty samochód
1 połamana parasolka
1 rozlana kawa
1 zrzucone i rozbite żelazko


A jest dopiero 19.30 ……

19:31, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
70 zł i groszek na Dzień Dziecka

Szlag mnie zaraz trafi – tymi słowy Nieprasująca powitała przedwczorajsze popołudnie. Te same słowa pojawiły się wczorajszego poranka i pewnie będą jej towarzyszyć jeszcze czas jakiś. A to wszystko za sprawą wynalazku zwanego mobilnym Internetem . Taaak. Z tej nazwy na pewno zgadza się jedno. Na 100 % jest mobilny. Wsadzasz do kieszeni i idziesz. Bierzesz do samochodu i masz, u fryzjera siedzisz i masz, idziesz z psem na spacer masz. Tyle, że z kieszeni spokojnie możesz go nie wyciągać, bo nie ma po co. Nawet się tym modemem na chuligana nie zamachniesz bo mikroskopijność rozmiarów nie pozwala. Kobieta nie bardzo wie, czy kiepska łączność to zasługa zasięgu, a ściślej jego braku, systemu operacyjnego, który ma w osobistym komputerze czy albo sąsiadki wiedźmy ze specjalizacją „rzucanie uroków na media”. No bo przecież nie urządzenia, które kupiła jako rewelacyjnie działające. W każdym razie jej kontakty z Neo zostały ograniczone do krótkich widzeń.

Do okrzyku przedwczorajszego, wczorajszego dodała jeszcze dzisiejsze - Shit! Shit! Shit! Ten wybuch, nieoczekiwanej dla samej siebie, radości wywołało pouczenie wciśnięte za wycieraczki autorstwa obowiązkowego strażnika miejskiego. Z jednej strony Nieprasującą ucieszyło, to, że druczek był inny niż mandatowy. Doczytała gdzie to ma zajechać, żeby wytłumaczyć się jak czuje się w roli Sprawcy (Pan Strażnik wpisał drukowanymi nawet). Pojechała. Zadzwoniła, przesunęła spotkanie umówione od kilku tygodni i udała się do jaskini lwa. Dotarła do centrum, żeby uprzytomnić sobie, że nie ma ze sobą żadnych dokumentów. Zawróciła. Pojechała jeszcze raz. Zagapiła się i przejechała skręt. Władowała się w system uliczek jednokierunkowych, co równa się rozpoczęła stanie w korkach. Zakończyła rytuał pierwszy bieg, sprzęgło, drugi bieg, hamulec, sprzęgło pierwszy bieg … Zaparkowała. Pomyślała, że chyba nieprawidłowo bo na jakiś kopertach, ale nie było innych przed siedzibą straży miejskiej. Podeszła do budynku. Przeczytała adres i stwierdziła, że to nie tu. Przyjechała na Aleję Siedziby Głównej. Doczytała na świstku, że to nie tam. No fak(t). Błąd Nieprasującej. Wsiadła. Odpaliła silnik i posłusznie podczepiła się do miejskiego ruchu robaczkowego. Dojechała. Poszła do kasy, a Pani Kasjerka z Wielkim Pyskiem (naprawdę nader nieuprzejmą była owa dama), że i owszem może ulica się zgadza ale to nie tu. Tu jest Aleja Płacenia Mandatów, a Nieprasująca powinna być na Alei Sztabu Głównego Straży. I to nic, że według map to jest to ta sama Aleja. Kasjerka powiedziała 40a i niech Pani Nieprasująca sama sobie znajdzie, bo ona nie jest od tego. Kobieta z natury jest spokojna w stosunkach personalnych. Niektórzy mówią, że jest osobą bardzo uprzejmą i pogodną. Byli i tacy, którzy twierdzili, że nawet za bardzo uprzejma, pogodna i otwarta jest na innych. Jednak Pani Kasjerce udało się Nieprasującą z równowagi wyprowadzić. Trzasnęła drzwiami z całej siły i opuściła budynek mandatowy sycząc pod nosem przekleństwa i obiecując sobie w duchu, że pójdzie do sąsiadki wiedźmy na jakiś szybki kurs. Doszła do samochodu. Wsiadła i chciała jak najszybciej opuścić miejsce scysji, ale zauważyła, że jej samochód tajemniczo dymi. Dym nie wróży nic dobrego, nawet jeśli twoja osobista wróżka twierdzi inaczej. Podniosła maskę. Popatrzyła na gotującą się wodę w zbiorniku na płyn do chłodnicy. Tupnęła nóżką i już, już miała się rozpłakać, ale pomyślała, że się nie podda. Trzy wdechy, 5 minut przerwy. Samochód odpalił. Odjechała, żeby kasjerka nie miała satysfakcji. Przejechała 300 metrów i dalej ni chu chu. Dym był tak gęsty, że starsza pani z przydrożnej kamienicy chciała straż wzywać. Stanęła Nieprasująca na środku drogi. Krzyknęła na chłopaków z budowy i panowie pomogli jej usunąć dymiącego smoka na pobocze. Poradzili co ma robić. Powiedziała, że nie może teraz bo gna do Pana Strażnika. Zapomniała dodać na początku, że na świstku było napisane, że stawić się trzeba tego samego dnia w godzinach między 12.00 a 14.00. Była 13.15. Panowie z budowy obiecali pilnować Kobiecej maszyny. A ta pobiegła szukać Sztabu Głównego Straży Miejskiej. Należy jeszcze dodać, że zaczęło padać i wiać. Kobieta miała klapki na nogach i była boso. Bo przecież miała jechać a nie chodzić! Miała też parasol. O dzięki ci święta Tereso! Najpierw pobiegła w lewo, żeby przekonać się po 200 metrach, że to nie w tą stronę galopuje. Zawróciła i pobiegła w prawo. Zimno, mokro i bez sensu. Po 10 minutach marszu coś pękło w parasolce i ta w bardzo malowniczy sposób opadła Kobiecie na oczy, zakleszczając kobiecą głowę między prętami i wlewając całą wodę, którą zgromadziła na sobie Nieprasującej za kołnierz. Prysznic przyprawił Kobietę o przysłowiowy opad rąk. Miała się rozpłakać, ale się nie poddała. Zziębnięta, ponętna jak mokra kura i zła dotarła do Sztabu. Odczekała na korytarzu 10 minut z innymi podobnymi do niej Sprawcami. Tamci mieli większe przewinienia na sumieniu. Np. parkowanie na przejściu (samochód wystawał 20 cm), parkowanie pod oknem (po straż zadzwoniła teściowa, bo nie lubi synowej) itd. Weszła do kanciapy oficera i jęła zeznawać co ją podkusiło, żeby postawić samochód na chodniku w miejscu gdzie jest wyraźny zakaz parkowania. - 100 zł i 1 punkt karny - usłyszała wyrok. Spojrzała panu głęboko w oczy i powiedziała, że nie ma. A Pan Strażnik na to – OK. W Takim razie wypiszemy: za parkowanie na terenie zielonym. – 30 zł i bez punktów.

W ten sposób Kobiecie podarowano 70 zł z okazji Dnia Dziecka.

A potem na rynku Pan z warzywniaka dał Nieprasującej dwa strączki groszku zielonego. Tak, bez okazji. I już lepiej jest na świecie.

Wszystkim z okazji Dnia Dziecka jak najwięcej groszku cukrowego!

16:56, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »