statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
piątek, 31 lipca 2009
zajęcia

Plany na weekend wyglądają następująco:

Robienie gazetowych czapeczek

Malowanie

Wieczór panieński

Poprawiny i sprzątanie po obu wydarzeniach.

07:58, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 lipca 2009
Wesele po polsku

Trasa z metropolii Nieprasującej do domu weselnego to zaledwie 280 kilometrów. Jak wiadomo 280 km polskich dróg może człowieka zniechęcić do podróżowania. Co tam 280. Może to zrobić nawet 20, a czasami nawet droga osiedlowa własna, ale Nieprasująca do istot tchórzliwych nie należy. W sobotni ranek zapakowała do torby osobistej kreacje, obuw wyjściowy (który notabene bardzo się spodobał Niezmywającemu), prezenty dla młodych, prezenty dla rodziny, prezenty dla sąsiadów, szale, biżuterię i wiele innych koniecznych do życia na weselu rzeczy, dopchała kosmetyczką i wyruszyli. Przy bagażniku zauważyła, że Niezmywający zmieścił swoje rzeczy w małej torbie, z którą Nieprasująca czasami nad jezioro jeździ. Niepojęte, że jemu starcza format A4, a Kobiecie kufer to mało.

Zaprzęgli konie mechaniczne i pognali w Polskę. Upał, skwar, wilgotność powietrza jakieś 75%. Zdechnąć można. A Nieprasująca z Niezmywającm w ekskluzywnych 22 stopniach śp. Andersa Celsjusza. Wot wynalazek klimatyzacja! Za Toruniem żaby i medaliki z nieba spadały. Widoczność 2 metry, głębokość kałuży 2 metry, korek 22 kilometry. Do celu dojechali po 5 godzinach. Spóźnieni, ale rześcy i niezmordowani upałem. Jeszcze. No i się zaczęło.

Najpierw pod dom młodej. W tym wypadku Młodych. Tam w progu, w tym wypadku na schodach, Para Młoda wita gości, odbiera prezenty i obściskuje sobie tylko znanych ludzi. Pod balkonem orkiestra dęta parafialna gra marsze. Połowa rodziny wzruszona, połowa wkurzona, bo pogadać normalnie nie można, młodzież dmie w trąby zawzięcie i nic nie słychać. I już pierwszy skandal. Trzy ciotki w takich samych kieckach. Urok małego lokalnego rynku tekstylnego. Ot, co. Potem kościół. Miało być pięknie, wzruszająco, dostojnie. Orkiestra parafialna dęta zajęła połowę jego powierzchni u użytkowej, a cała rodzina musiała zająć jedną nawę. Ścisk niemiłosierny. Nieprasująca niewiele pamięta z całej ceremonii. A to przecierała sobie oczy, które jej pot rzęsisty zalewał, a to odklejała sobie halkę sukienną od własnego tyłka i miała baczenie, żeby Niezmywający ,co się w garnitur wbił honorowo, nie zemdlał z braku powietrza i śp. Andersa Celsjusza co był w kościele nie do wytrzymania. Resztę czasu zajęło jej dochodzenie do siebie po każdym utworze wykonanym przez orkiestrę dętą, co dęła zawzięcie i potwornie głośno obok ucha Nieprasującej. Myślą przewodnią kazania był brak księdza na weselu(!), bo to tuż przed odpustem, czasu mało a roboty dużo. Poza tym wątkiem pojawił się poboczny, coś o rodzinie, ale to marginalne było.

Potem znowu kolejka z życzeniami, oczywiście przy wtórze orkiestry dętej parafialnej. Pomyślałby kto, że to tak wszystko łatwo. A guzik. Z tym wręczaniem podarków trzeba uważać na kolejność. Kwiaty należy zabrać ze sobą do kościoła i tam je wręczyć, a nie oddawać wszystko pod domem młodej i uciekać na piwo. Bo potem stać w kolejce do życzeń z pustymi rękoma nie wypada. Nieprasująca zapomniała i stała jak ta ostatnia ciapa, aż jej się przypomniało, że Ojciec dali specjalny prezent. Niezmywający pobiegł do samochodu, tak szybko na ile pozwalał mu na to garnitur i po chwili stanęli w ogonku jak pełnoprawni goście. A potem to już weselisko.

Lekko głusi, trochę skołowani i bardzo mokrzy pojechali za młodymi do knajpy. A tam… Przed zajazdem na młodych czekał człowiek z akordeonem! Niski, kudłaty, dość młody. I wrzeszczał coś do gości, przygrywał, przytupywał i przyśpiewywał. Nieprasująca przysiadła z wrażenia i powiedziała, że ni ch..ja tam nie pójdzie i nie będzie bawić się przy orkiestrze dętej. Jak się okazało nie była osamotniona w swojej reakcji. Znakomita większość kuzynek siedziała na parkingu i tupała bucikami. W akcie protestu tupali także kuzyni. Na ratunek Młodym przyszedł śp. Anders Celsjusz, co to na dworze też był okropnie wysoki, a poszła fama, że w sali ponoć klimatyzację włączyli. Sala się zapełniła.

Pierwszy toast i flaczki. Nieprasująca wie, że trzeba poczekać to przyniosą rosół. Drugi toast i devolay z frytkami. Trzeci toast i pieczeń z ziemniakami. Czwarty toast, trzeba wyjść na papierosa. Piąty toast trzeba wyjść na parkiet. Toastów między sześć a 04.30 Nieprasująca nie pamięta. Podobno było 10 litrów bimbru (samogonu, księżycówki czy jak kto woli). Tańce, hulanki, swawole były. Wuja tym razem nie spadł z krzesła, a ciotka nie robiła awantury. Stryj publicznie nie zmieniał testamentu wydziedziczając syna. Teściowa nie zdradzała tajemnic rodzinnych, z których wynikało, że ktoś dzieckiem czyimś jest, a czyimś nie jest. Nieletnia kuzynka nie obściskiwała się z panem z orkiestry i nie przyłapał jej na tym ojciec. Dziadek nie wspominał kampanii z ’45 i nie demonstrował jak Ruski ganiał za kurami po wsi. Nikt, tym razem nie podpalił nikomu garnituru świeczką. Brat stryjeczny nie molestował kelnerek. Siostry cioteczne nie rozbierały się na parkiecie w rytm muzyki. A ich matki nie kłóciły się miedzy sobą o to, która z córek bardziej prestiżowe studia kończy. Kuzyni nie bili się z rywalami z sąsiedniej wsi. Sąsiadki obgadywały tylko obcych. Trzy ciotki w takich samych sukniach, złośliwie usadzone przy jednym stole, pogodziły się i tańczyły razem do rana. Nikt nikomu nie dał w mordę. Słowem udane wesele!

Niech nam żyje Młoda Para!

14:44, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (15) »
czwartek, 16 lipca 2009
weselmy się!

Kobieta jedzie na wesele. Oczywiście z Niezmywającym. Można spokojnie rzec – znowu jedzie. I nie chodzi tu o osobę towarzyszącą, z takim pietyzmem wpisywaną przez przyszłe Panny Młode na zaproszeniach, bo ta dzięki Najwyższemu stałą jest, ale o sam fakt. Fakt wesela jaki zaistniał w rodzinie Nieprasującej ponownie. I niestety owy fakt cechuje się trendem cyklicznym. Kobieta ma czternaścioro (!) najbliższego (!) kuzynostwa. Wszystko w wieku zamążpójścia tudzież żeniaczki. Póki co w rodzinie odbyły się trzy śluby. Na czwarty Niezmywająca jedzie w sobotę. Czyli zostaje jeszcze dziesięć. Swojego nie liczy, to daje dziewięć. Dziesięcioletniego kuzyna, , na jakieś osiem lat też sobie odłoży na koncie. Chyba, że chłopak okaże się szybkim Lopezem, a to już czarny scenariusz. Suma summarum zostaje osiem.

Jeszcze osiem razy Kobieta będzie biegała po sklepach, szukała kreacji, butów, biżutów. Będzie jeszcze osiem razy błąkała się po fryzjerach i odmawiała pacierz na krześle: „żeby tylko nie obgnybał za mocno”*. Jeszcze osiem razy będzie oddawać swoje paluchy w ręce kosmetyczki i robić się na bóstwo. Bo jak ciotki zobaczą poobgryzane skórki, a kuzynki brak tipsa, to sromota na rodzinę Kobiety spadnie. Należy wspomnieć, że rodzinę Nieprasująca posiada wymagającą pod względem estetycznym. Na weselu ma być kolorowo. Tafta tudzież inny wściekły atłas robiące za kreacje rodem z opery albo Barbie Księżniczka. Suknie na halkach, kołach, z gorsetami, tiulami, cekinami i trenami. Solarium, a dla ubogich krewniaczek: samoopalacz. Barokowe konstrukcje na głowach. Włosie finezyjnie upięte w kosze z owocami, krzywe wieże w Pizie, plecionki no i brokat. Jaśnie panujący na deskach parkietu (w przenośni i dosłownie). Koki z brokatem, broszki z brokatem, sandały z brokatem, kotlet z brokatem i bigos z brokatem. Ma się świecić, migać i wirować. Matko. Nie trzeba dodawać, że panów te trendy nie dotyczą. Koszula, krawat, garnitur, czyste skarpety i buty jakiekolwiek są w szafie. Krawat też, bo potrzebny tylko w kościele. I po krzyku. A niewiasty? Istny cyrk.

Kobieta, odkąd zdała kobylasty egzamin z historii Rosji, przedmiotu, który trwał cztery semestry, a na egzamin dodatkowo trzeba było przeczytać Archipelag Gułag, złożyła w ofierze bogom pamięci i wytrzymałości ofiarę w postaci własnego warkocza. Od tego czasu biega z krótką fryzurą, którą bardzo lubi. Ale… Jak nagle staje w obliczu kokóww brokacie, to jakoś jej się żal robi, że nie ma czym zarzucić na parkiecie. Ino tylko nóżką…


*Nieprasująca z Wielkopolski pochodzi co słychać. Obgnybać to obciąć niedbale inaczej – „opitolić”.

19:55, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 13 lipca 2009
przełom-(się)

„Miała ładne cycki” – usłyszała Kobieta o sobie mijając na ulicy grupkę mężczyzn. Komplement niewybredny, ale to zawsze komplement i trza się zeń cieszyć. To się Nieprasująca cieszy.

Dobrze, że twarz Kobiety przesłonięta była okularami a’la Mucha i  pan murarz (tynkarz, frezer, płytkarz lub inny taki (bo to panowie z sąsiadującej z mieszkaniem Nieprasującej budowy byli) nie dostrzegł cieni pod oczami. Kobieta nabyła je drogą harówy ponad własne siły w ciągu ostatniego miesiąca. Czym spowodowana była także jej nieobecność tu. Inny to fakt, że oni jej w oczy akurat nie patrzyli. A może właśnie patrzyli ... 

Nieprasująca w ciągu ostatniego miesiąca dokonała kilku przełomowych w swoim życiu odkryć.

Po pierwsze primo: - ludzie stanowczo za dużo mówią. Mówią dwa, trzy razy to samo w inny sposób, używając innych przymiotników partykuł, zaimków i rzeczowników, a sens pozostaje ten sam. Niestety tłumaczyć trzeba wszystko. Kobiecie po miesiącu gadania szczęka się wyrobiła, niczym u pitbula.

Po drugie primo: - jak Kobieta nie sprzątnie, pozmywa, wypierze, ugotuje (lista jest dłuższa, i można podstawiać do równania inne wartości np.: wyniesie śmieci) to nie zrobi tego nikt ewentualnie zrobi to na wyraźne polecenie wydane w czasie awantury.

Po trzecie primo: - czerwiec i lipiec to miesiące wakacyjne. Tego odkrycia Kobieta dokonuje co roku. Odkąd opuściła mury uczelni nie ma kto jej zasygnalizować pory urlopowej. Dotychczas przypominała jej o tym TV powtórkami seriali w letniej ramówce albo Matka Osobista, ale tym razem Kobietę odcięło od obu źródeł informacji.

Po czwarte primo: - nie urodził się jeszcze taki Chińczyk, który uszyłby (skleił czy cokolwiek) butów dla Niezmywającego. Poszukiwania obuwia w rozmiarze 44 trwają 5 miesiąc. Help!

Po piąte primo: - bób gotuje się bardzo szybko, a garnki szoruje się bardzo długo.

Po szóste primo: - dziś można żyć bez telewizji, ale bez Internetu się nie da. Czwarta kawa po 10 godzinie w pracy nie działa. Nie wiadomo dlaczego to jeden wniosek, ale tak się Kobiecie myśl na czoło nasunęła między Lotem Małgorzaty a Przywołaniem Mistrza.

Po siódme primo: - kiecki sprzed dwóch sezonów znów pasują. To się nazywa plan oszczędnościowy na czas kryzysu.

Po ósme primo: - Internet mobilny jest do bani...

I tak oto Nieprasująca powraca do życia. Uff. Mozolny to proces.


18:24, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »