statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Kolonie
Kolonie.
Nieprasująca stała się posiadaczem dziecka. Nie  swojego, ale dziecko ma pod opieką. Jedyna praca jaką udało się jej złapać. Marnie, ale darowanemu dziecku się w zęby nie zagląda. Chyba, że wpakuje sobie do paszczy garść pisaku. No więc Kobieta przeszła szybki kurs macierzyństwa w dwa tygodnie. I już wie, że:
W parku nie daje się dwulatkowi kija i nie proponuje się mu: To co? Pobijemy się na kije?”  Nie tego robić nie można, w żadnym wypadku. Chyba, że ktoś lubi mieć sine pręgi na nogach.
Nie zostawia się dwulatka z plasteliną i włosami sam na sam. Podobnie jak z nożyczkami, plastikowymi, z zaokrąglonymi czubami, obudowanymi do granic możliwości specjalnie dla dzieci przeznaczonych i włosami sam na sam nie zostawia się. Nie i już.
Nie pokazuje się jak fajnie rozwija się papier toaletowy. Chyba, że ma się hurtownię papieru i zniżkę u hydraulika i przepychacza kibla, to wtedy można.
Nie daje się dwulatkowi wyboru: Może pogramy tą piłeczką? A może taką? Nie. Błąd! Przy tak postawionych pytaniach na spacer idą dwie piłki i dwoma trzeba na raz rzucać, obie łapać jednocześnie  i obie wyławiać ze stawu.  To tylko podwójna robota na głowie.
Przy alternatywie: A może pomalujesz pieska farbkami? A może pisaczkami? W efekcie otrzymujemy pomazane do niemożliwości  farbami pisaki i nietkniętego żadnym kolorem psa. O dziecku lepiej nie wspominać.
Alternatywa: Zjesz jogurcik czy ogórka, kończy się jak wiadomo, rozmazanym po całym dziecku i połowie mieszkania pasztecie, bo ten akurat miał najbardziej atrakcyjne opakowanie, ze wszystkiego co było w lodówce.
Nie mówi się  do dwulatka: „Uważaj jak rzucasz piłeczką na balkonie. Zaraz może nam wypaść”. Oczywiście po tych słowach piłeczka wpada.  A Nieprasująca z trzeciego piętra pogina na parter za piłeczką (oczywiście z dwulatkiem, bo odpowiedzialna jest i samego go nie zostawi. Na pewno za piłeczką poleciałaby reszta wyposażenia).
Nie mówi się dwulatkowi ; „Nie rzucaj piłeczki w stronę ulicy”. Po tych słowach w oczach staje nam piłeczka odbijająca się o koła samochodów na środku ruchliwej dwupasmówki.
Jak się opowiada dwulatkowi o świecie i możliwościach np. malowania farbkami, to trzeba najpierw wypowiedź starannie przemyśleć. Nie można powiedzieć: „Tak to są farbki, którymi można namalować wszystko. Kwiatki, motylki, autka, słoneczko (i inne duperele w zależności co kto umie malować). A dorośli mają inne farbki, którymi malują domy, ściany”. Po tak skonsturowanej opowiastce na ścianach mamy próbkę całej palety plakatówki. Bo przecież dwulatek też może malować jak dorośli bo ma malutkie farbki.
Przy dwulatku nie mówi się do siebie: „Tylko nie krzycz głośniej bo Cie uduszę”. Po tych słowach dziecko wrzeszczy trzy razy głośniej.
Nie daj boże powiedzieć do dwulatka: Trzymaj łopatkę niżej, bo nasypiesz sobie piasku w oczy.” Po tych słowach można zacząć już mówić: Ciocia już idzie. Nic się nie stało tylko piasku nasypałeś sobie w oczy. Tak tak, takie jest życie. Tu ewentualnie można pedagogicznie rzucić; Zapamiętaj dziecko, biednemu zawsze piach w oczy. Czy jakoś tak.
Nie należy pytać trzylatka czy chce pampersa do spania, a jak go zdejmie należy go założyć raz jeszcze i jeszcze raz, i jeszcze raz – bo na pewno potraktuje to jak zabawę. W każdym razie pampers do snu musi być. Chyba, że ktoś bardzo lubi prać, albo ma cały magazyn materacy, kołder i pościeli. To wtedy zamiast pampersa wymieniamy całe łóżko.
Dwulatek ma trzy  ulubione słowa:  malutkie – co znaczy, że robi dokładnie to samo co dorośli, tyle że w jego oczach  to jest malutkie ewentualnie malutkie są narzędzia, którymi to robi.. Jak Kobieta wyciera po raz pięćdziesiąty wylaną wodę od farbek, to dwulatek obok, skrawkiem ręcznika albo najlepiej kartki papieru rozciera po całej chacie tą że wodę i mówi: malutko sprzątam. Dwulatek bystry jest, bo sprzątaniem tego nazwać nie można. Fakt.
Drugie ulubione słowo to: Moje. Wszystko jest „moje”, a już najbardziej „moje” są zabawki innych dzieci. Zabawki innych cechuje wprost nieopisana ilość „mojości”. Są najbardziej moje z „mojszych”.  Podobnie jak gazety w sklepach, śmieci na chodniku i zdechłe żuczki w parku. Moje.
Trzecie ulubione słowo to: Nie. Chcesz? – Nie.; Zjesz? – Nie? Siku? – Nie, spacer? – Nie. Piaskownica?  - Nie, Baja? – Nie., Spać? – Nie. Pocałuj mnie w dupę! – Nie. No tu akurat ma dwulatek absolutną rację.
Kobieta podejrzewa, że to tylko przyspieszony, bardzo okrojony i elementarny kurs. A nawet w duchu sobie myśli, że to tylko wprowadzenie do wstępu, ale na głos na razie boi się to sobie powiedzieć.
Walka trwa nadal.

Nieprasująca stała się posiadaczem dziecka. Nie  swojego, ale dziecko ma pod opieką. Jedyna praca jaką udało się jej złapać. Marnie, ale darowanemu dziecku się w zęby nie zagląda. Chyba, że wpakuje sobie do paszczy garść pisaku. No więc Kobieta przeszła szybki kurs macierzyństwa w dwa tygodnie. I już wie, że:

1.W parku nie daje się dwulatkowi kija i nie proponuje się mu: To co? Pobijemy się na kije?”  Nie tego robić nie można, w żadnym wypadku. Chyba, że ktoś lubi mieć sine pręgi na nogach.

2.Nie zostawia się dwulatka z plasteliną i włosami sam na sam. Podobnie jak z nożyczkami, plastikowymi, z zaokrąglonymi czubami, obudowanymi do granic możliwości specjalnie dla dzieci przeznaczonych i włosami sam na sam nie zostawia się. Nie i już.

3.Nie pokazuje się jak fajnie rozwija się papier toaletowy. Chyba, że ma się hurtownię papieru i zniżkę u hydraulika i przepychacza kibla, to wtedy można.

4.Nie daje się dwulatkowi wyboru: Może pogramy tą piłeczką? A może taką? Nie. Błąd! Przy tak postawionych pytaniach na spacer idą dwie piłki i dwoma trzeba na raz rzucać, obie łapać jednocześnie  i obie wyławiać ze stawu.  To tylko podwójna robota na głowie.

Przy alternatywie: A może pomalujesz pieska farbkami? A może pisaczkami? W efekcie otrzymujemy pomazane do niemożliwości  farbami pisaki i nietkniętego żadnym kolorem psa. O dziecku lepiej nie wspominać.

Alternatywa: Zjesz jogurcik czy ogórka, kończy się jak wiadomo, rozmazanym po całym dziecku i połowie mieszkania pasztecie, bo ten akurat miał najbardziej atrakcyjne opakowanie, ze wszystkiego co było w lodówce.

6.Nie mówi się  do dwulatka: „Uważaj jak rzucasz piłeczką na balkonie. Zaraz może nam wypaść”. Oczywiście po tych słowach piłeczka wpada.  A Nieprasująca z trzeciego piętra pogina na parter za piłeczką (oczywiście z dwulatkiem, bo odpowiedzialna jest i samego go nie zostawi. Na pewno za piłeczką poleciałaby reszta wyposażenia).

7.Nie mówi się dwulatkowi ; „Nie rzucaj piłeczki w stronę ulicy”. Po tych słowach w oczach staje nam piłeczka odbijająca się o koła samochodów na środku ruchliwej dwupasmówki.

8.Jak się opowiada dwulatkowi o świecie i możliwościach np. malowania farbkami, to trzeba najpierw wypowiedź starannie przemyśleć. Nie można powiedzieć: „Tak to są farbki, którymi można namalować wszystko. Kwiatki, motylki, autka, słoneczko (i inne duperele w zależności co kto umie malować). A dorośli mają inne farbki, którymi malują domy, ściany”. Po tak skonsturowanej opowiastce na ścianach mamy próbkę całej palety plakatówki. Bo przecież dwulatek też może malować jak dorośli bo ma malutkie farbki.

9.Przy dwulatku nie mówi się do siebie: „Tylko nie krzycz głośniej bo Cie uduszę”. Po tych słowach dziecko wrzeszczy trzy razy głośniej.

10.Nie daj boże powiedzieć do dwulatka: Trzymaj łopatkę niżej, bo nasypiesz sobie piasku w oczy.” Po tych słowach można zacząć już mówić: Ciocia już idzie. Nic się nie stało tylko piasku nasypałeś sobie w oczy. Tak tak, takie jest życie. Tu ewentualnie można pedagogicznie rzucić; Zapamiętaj dziecko, biednemu zawsze piach w oczy. Czy jakoś tak.

11.Nie należy pytać trzylatka czy chce pampersa do spania, a jak go zdejmie należy go założyć raz jeszcze i jeszcze raz, i jeszcze raz – bo na pewno potraktuje to jak zabawę. W każdym razie pampers do snu musi być. Chyba, że ktoś bardzo lubi prać, albo ma cały magazyn materacy, kołder i pościeli. To wtedy zamiast pampersa wymieniamy całe łóżko.

12. Dwulatek ma trzy  ulubione słowa:  malutkie – co znaczy, że robi dokładnie to samo co dorośli, tyle że w jego oczach  to jest malutkie ewentualnie malutkie są narzędzia, którymi to robi.. Jak Kobieta wyciera po raz pięćdziesiąty wylaną wodę od farbek, to dwulatek obok, skrawkiem ręcznika albo najlepiej kartki papieru rozciera po całej chacie tą że wodę i mówi: malutko sprzątam. Dwulatek bystry jest, bo sprzątaniem tego nazwać nie można. Fakt.

Drugie ulubione słowo to: Moje. Wszystko jest „moje”, a już najbardziej „moje” są zabawki innych dzieci. Zabawki innych cechuje wprost nieopisana ilość „mojości”. Są najbardziej moje z „mojszych”.  Podobnie jak gazety w sklepach, śmieci na chodniku i zdechłe żuczki w parku. Moje.

Trzecie ulubione słowo to: Nie. Chcesz? – Nie.; Zjesz? – Nie? Siku? – Nie, spacer? – Nie. Piaskownica?  - Nie, Baja? – Nie., Spać? – Nie. Pocałuj mnie w dupę! – Nie. No tu akurat ma dwulatek absolutną rację.

Kobieta podejrzewa, że to tylko przyspieszony, bardzo okrojony i elementarny kurs. A nawet w duchu sobie myśli, że to tylko wprowadzenie do wstępu, ale na głos na razie boi się to sobie powiedzieć.


Walka trwal.

 

19:37, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 sierpnia 2010
przymusowy urlop

brak pracy

brak Internetu

 

 

13:59, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »