statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
czwartek, 21 października 2010
da się?

A gdyby tak pojechać i już nie wrócić?

Zaczynać wszystko od nowa? Ułożyć życie tak jak do tej pory się nie udało. Zapomnieć o niesmaku jaki pozostawiły po sobie nie tak załatwione sprawy, nie tak ułożone stosunki z ludźmi, nie tak przeprowadzone rozmowy.  Zacząć żyć ostrożnie, rozważnie, przypatrywać się ludziom, nie skakać na głowę do pustego basenu, bo  najbliżsi tak robią. Zacząć życie od nowa. Da się?

11:07, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (9) »
wtorek, 12 października 2010
refleks-ja

Odkrycie dnia: Nieprasująca staje się zrzędą. Tylko patrzeć jak zacznie młodzież w autobusach ustawiać i marudzić pod nosem.
Weź się w garść ty babo Kobieto! Rzekła Nieprasująca do lustra a lustro coś mamrotać pod nosem zaczęło…

Bo cię zbiję!!!

19:57, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
anioły

 

Anioły
Życie pisze czasami dziwne scenariusze. Tak dziwne, że gdyby był taki ktoś kto miałby je oceniać pod kątem realności nie dał by wiary w nic co opisuje scenariusz. ¬¬¬¬¬¬A to przykład.
Nieprasująca nie jest osobą płochliwą. Zazwyczaj nie jest. Czasami jednak ogrom zmian jakim musi się poddać przytłacza ją i wyprowadza z równowagi. Tym bardziej, że równowagą ostatnich kilku miesięcy było regularne kopanie siebie, niewiara we własne możliwości i stopniowa, acz gwałtowna utrat sympatii do własnej osoby. I tu nagle jak grom z jasnego nieba spada wizja pracy. Kobieta nawet nie śmiała pląsać z radości. Opowiedziała kilku osobom czym będzie się zajmować, podzieliła się swoimi  spostrzeżeniami i obawami. No i dostała zaraz z boku kuksańca, że za bardzo i za głośno się cieszy. To cieszyć się przestała. Choć nawet nie zaczęła.  Zdołowana, przestraszona, z oczami pełnymi niedowierzania wsiadła do pociągu i pojechała stanąć oko w oko z tzw. posadą. Jechała pociągiem osobowym, w niedzielne popołudnie. Pociąg był wypchany po brzegi studentami zaocznymi. Nieprasująca przepraszając,  że żyje zawisła na ławce w przedziale dla rowerów niczym kura na grzędzie. Jedna noga na plecaku, łokieć na oknie, druga noga zarzucona za szyje, żeby młodzieży co to się na podłodze rozsiadła nie trącać. Naprzeciwko pies z właścicielami, trzy kobiety i trzech mężczyzn. Chłopy, jak to chłopy przy niedzieli nawalone. W sumie w przedziale 15 osób. Jeden z niepraktykujących abstynentów uwziął się na psa. Jego zawzięcie przypominało upór pięciolatka, który koniecznie musi pogłaskać zwierzę. Nie było trzech wolnych minut, żeby podchmielony pan nie nurkował co chwila pod ławkę i nie zaczepiał zwierzęcia. A to łapał go za uszy, a to głaskał, a to gadał, a to karmił i poił na przemian. Było widać jak właściciele wychodzą z siebie i stają obok. Jednak nie zwrócili mu uwagi, żeby przestał.   Przedstawienie ciągnęło się  w nieskończoność.
I tak trzy godziny… Jechała Kobieta i myślała, skoro taki początek, to co będzie dalej. Męczarnia, brak wygody, ścisk, duchota, zażenowanie, walka o kawałek własnego miejsca to raczej mało atrakcyjna perspektywa. Potem zmiana zestawu i zamiast pijanego pana, psa i chłopców hiphopowców pojawiła się grupa harcerzy. Nieprasująca będąc w wybitnie kiepskim nastroju patrzyła na nich i zastanawiała się jaka już stara jest. I tu nagle, na przedostatniej stacji do przedziału wbiła się grupka pięciu chłopaków. Mieli ze sobą dwie gitary i natychmiast zaczęli na nich grać. Cały przedział śpiewał Ridla. Nieprasująca najgłośniej darła japę przy Whiskey i Harleyu. Dobrze, że PKP nie dba o akustykę w pociągach. I tak oto nagle, w jednej chwili świat znowu stał się piękny, lekki, rytmiczny i energetyzujący. Kobieta znowu dotknęła życia. Jego sensu – radości, którą trzeba zarażać innych.
Są anioły na świecie i czasami podróżują PKP.

Życie pisze czasami dziwne scenariusze. Tak dziwne, że gdyby był taki ktoś kto miałby je oceniać pod kątem realności nie dał by wiary w nic co opisuje scenariusz. A to przykład.

Nieprasująca nie jest osobą płochliwą. Zazwyczaj nie jest. Czasami jednak ogrom zmian jakim musi się poddać przytłacza ją i wyprowadza z równowagi. Tym bardziej, że równowagą ostatnich kilku miesięcy było regularne kopanie siebie, niewiara we własne możliwości i stopniowa, acz gwałtowna utrat sympatii do własnej osoby. I tu nagle jak grom z jasnego nieba spada wizja pracy. Kobieta nawet nie śmiała pląsać z radości. Opowiedziała kilku osobom czym będzie się zajmować, podzieliła się swoimi  spostrzeżeniami i obawami. No i dostała zaraz z boku kuksańca, że za bardzo i za głośno się cieszy. To cieszyć się przestała. Choć nawet nie zaczęła.  Zdołowana, przestraszona, z oczami pełnymi niedowierzania wsiadła do pociągu i pojechała stanąć oko w oko z tzw. posadą. Jechała pociągiem osobowym, w niedzielne popołudnie. Pociąg był wypchany po brzegi studentami zaocznymi. Nieprasująca przepraszając,  że żyje zawisła na ławce w przedziale dla rowerów niczym kura na grzędzie. Jedna noga na plecaku, łokieć na oknie, druga noga zarzucona za szyje, żeby młodzieży co to się na podłodze rozsiadła nie trącać. Naprzeciwko pies z właścicielami, trzy kobiety i trzech mężczyzn. Chłopy, jak to chłopy przy niedzieli nawalone. W sumie w przedziale 15 osób. Jeden z niepraktykujących abstynentów uwziął się na psa. Jego zawzięcie przypominało upór pięciolatka, który koniecznie musi pogłaskać zwierzę. Nie było trzech wolnych minut, żeby podchmielony pan nie nurkował co chwila pod ławkę i nie zaczepiał zwierzęcia. A to łapał go za uszy, a to głaskał, a to gadał, a to karmił i poił na przemian. Było widać jak właściciele wychodzą z siebie i stają obok. Jednak nie zwrócili mu uwagi, żeby przestał.   Przedstawienie ciągnęło się  w nieskończoność.

I tak trzy godziny… Jechała Kobieta i myślała, skoro taki początek, to co będzie dalej. Męczarnia, brak wygody, ścisk, duchota, zażenowanie, walka o kawałek własnego miejsca to raczej mało atrakcyjna perspektywa. Potem zmiana zestawu i zamiast pijanego pana, psa i chłopców hiphopowców pojawiła się grupa harcerzy. Nieprasująca będąc w wybitnie kiepskim nastroju patrzyła na nich i zastanawiała się jaka już stara jest. I tu nagle, na przedostatniej stacji do przedziału wbiła się grupka pięciu chłopaków. Mieli ze sobą dwie gitary i natychmiast zaczęli na nich grać. Cały przedział śpiewał Ridla. Nieprasująca najgłośniej darła japę przy Whiskey i Harleyu. Dobrze, że kolej nie dba o akustykę w pociągach. I tak oto nagle, w jednej chwili świat znowu stał się piękny, lekki, rytmiczny i energetyzujący. Kobieta znowu dotknęła życia. Jego sensu, radości, którą trzeba zarażać innych.

Są anioły na świecie i czasami podróżują PKP.

 

18:35, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 października 2010
grajdoł

 

Praca na lokalnym uniwersytecie to jest frajda. Póki co Kobieta niewiele wie i ma słabe rozeznanie w zwyczajach społeczności dzikich, ale już jej się podoba. Na chwilę zmieniła się w Malinowskiego i bada. Kilka spostrzeżeń:
1. Na lokalnym uniwersytecie profesor znaczy więcej niż w dużej jednostce
2. Na lokalnym uniwersytecie doktor znaczy więcej niż profesor
3. Na lokalnym uniwersytecie sekretarka znaczy więcej niż doktor i profesor razem wzięci – w swoim mniemaniu niestety, co wiąże się z całkowitym brakiem współpracy.
4. Lokalny uniwersytet jest nadęty i małomiasteczkowy do bólu
5. Megalomania to choroba przeważającej większości. A może to tylko poczucie zawodu, jaki przeżywa się lądując na lokalnym uniwersytecie.
6. Koledzy z lokalnego uniwersytetu donoszą   - i nie kawę i nie ciastka.
7. Koledzy kopią dołki pod sobą. Pod nowymi nie, bo jeszcze nie wiedzą z kim mają do czynienia.
Nieprasująca lekko przerażona jest. Na razie przybrała taktykę „nie gadania” i „dziób na kłódkę”. Musi przedstawiać się wszystkim, a że nowa jest to każdy szepnie „miłe słówko” o koledze. O tym jaki to miernota intelektualny, że to z niego żaden specjalista, że nigdy nie wyjeżdżał na badania, że jest lokalną gwiazdą, że jest mało kreatywny i łasy na pieniądze, a poza tym sypia z profesorem i dlatego ma to stanowisko. A to Polska Uczelnia właśnie.

Praca na lokalnym uniwersytecie to jest frajda. Póki co Kobieta niewiele wie i ma słabe rozeznanie w zwyczajach społeczności dzikich, ale już jej się podoba. Na chwilę zmieniła się w Malinowskiego i bada. Kilka spostrzeżeń:

1. Na lokalnym uniwersytecie profesor znaczy więcej niż w dużej jednostce

2. Na lokalnym uniwersytecie doktor znaczy więcej niż profesor

3. Na lokalnym uniwersytecie sekretarka znaczy więcej niż doktor i profesor razem wzięci – w swoim mniemaniu niestety, co wiąże się z całkowitym brakiem współpracy.

4. Lokalny uniwersytet jest nadęty i małomiasteczkowy do bólu

5. Megalomania to choroba przeważającej większości. A może to tylko poczucie zawodu, jaki przeżywa się lądując na lokalnym uniwersytecie.

6. Koledzy z lokalnego uniwersytetu donoszą   - i nie kawę i nie ciastka.

7. Koledzy kopią dołki pod sobą. Pod nowymi nie, bo jeszcze nie wiedzą z kim mają do czynienia.


Nieprasująca lekko przerażona jest. Na razie przybrała taktykę „nie gadania” i „dziób na kłódkę”. Musi przedstawiać się wszystkim, a że nowa jest to każdy szepnie „miłe słówko” o koledze. O tym jaki to miernota intelektualny, że to z niego żaden specjalista, że nigdy nie wyjeżdżał na badania, że jest lokalną gwiazdą, że jest mało kreatywny i łasy na pieniądze, a poza tym sypia z profesorem i dlatego ma to stanowisko.

A to Polska Uczelnia właśnie.

 

00:00, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 października 2010
nowe

 

Czasami dopada nas wrażenie, że totalnie nie panujemy nad swoim życiem.  tempo w jakim zmienia się nasza rzeczywistość i my w nowej rzeczywistości przyprawiają nas o zawrót głowy. I jak to bywa na karuzeli tracimy grunt pod nogami. Nowe jest wyzwaniem. Nowe jest fascynacją. Nowe bywa też przerażające.
Nieprasującą dopadło egzystencjalne piekło „nowego”. Gania jak kot z pęcherzem między dwoma miastami wojewódzkimi. Pokonuje tygodniowo 500, a co drugi tydzień 1000 kilometrów.  Wynajmuje pokój, organizuje sobie posiłki, lekarstwa, komunikacje ze światem, próbuje wyczuć warunki i układy w nowej pracy, uczy się, przygotowuje do zajęć , redaguje swoje Dzieło życia i do tego prowadzi dotychczasowe życie. Czyli sprząta, pierze, robi zakupy, wtrąca się w życie innych, w stopniu w jakim inni wtrącają się w jej życie, podlewa kwiaty, przyjmuje gości. Do tego opiekuje się dwulatkiem. W tym wszystkim musi jeszcze zadbać  o relacje z innymi najbliższymi i dalszymi. Powinna nawiązać kontakty,  no i zadbać o siebie.
Nieprasująca odkryła, że w ciągu 24 godzin można wiele zrobić, tyle że na wszystko nie starcza sił.

Czasami dopada nas wrażenie, że totalnie nie panujemy nad swoim życiem.  tempo w jakim zmienia się nasza rzeczywistość i my w nowej rzeczywistości przyprawiają nas o zawrót głowy. I jak to bywa na karuzeli tracimy grunt pod nogami. Nowe jest wyzwaniem. Nowe jest fascynacją. Nowe bywa też przerażające.

Nieprasującą dopadło egzystencjalne piekło „nowego”. Gania jak kot z pęcherzem między dwoma miastami wojewódzkimi. Pokonuje tygodniowo 500, a co drugi tydzień 1000 kilometrów.  Wynajmuje pokój, organizuje sobie posiłki, lekarstwa, komunikacje ze światem, próbuje wyczuć warunki i układy w nowej pracy, uczy się, przygotowuje do zajęć , redaguje swoje Dzieło życia i do tego prowadzi dotychczasowe życie. Czyli sprząta, pierze, robi zakupy, wtrąca się w życie innych, w stopniu w jakim inni wtrącają się w jej życie, podlewa kwiaty, przyjmuje gości. Do tego opiekuje się dwulatkiem. W tym wszystkim musi jeszcze zadbać  o relacje z innymi najbliższymi i dalszymi. Powinna nawiązać kontakty,  no i zadbać o siebie.

Nieprasująca odkryła, że w ciągu 24 godzin można wiele zrobić, tyle że na wszystko nie starcza sił.

 

23:47, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »