statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
środa, 03 listopada 2010
gderanie

Nieprasująca mówiła, że staje się zrzędą? Mówiła.

Oto dowód, kilka dzisiejszych wystąpień:

- zlazła do sąsiada piętro niżej, żeby z łaski swojej ściszył radio, magnetofon czy cokolwiek co Rapuje jej od 7.00 rano i dudniącym basem wdziera się w sen błogi.

- zbeształa konkurencję, co jej w lumpeksie chciała  sukienkę wyrwać ze szponów – „Pani, co Pani! Ja sobie ją wybrałam. Dlaczego mi Pani z ręki wyrywa. I tak na Panią będzie za mała!”

- wyszła na balkon i wrzasnęła na całe podwórko – „Niech ktoś tego psa uciszy!!!! Do jasnej cholery!”

Ktoś inteligentnie przywiązał psa do kosza na śmieci, a zwierzak wyje i skomli od 30 minut. I nie jest to terier tylko Pit Bull, więc skowyt jest nieziemski.

- Niezmywający oberwał rykoszetem - "O której wrócisz? - O 20.00; - Jasne, do domu już nie chcesz wracać. Może Ci się znudziło? Odmiany potrzebujesz? Kryzys wieku średnigo przeżywasz i zaraz mi tu Porsche czerwonym przyjedziesz?  Z jakąś gówniarą,  Hę?!"

Nosz, dzisiaj wyjątkowy wk..r ma Nieprasująca. Dobrze, że nie musiała dziś korzystać z komunikacji miejskiej. Porażka. Sama za siebie Kobieta nie może. Chodzi po domu i gdera, gdera, gdera.

Starość nie radość, a upierdliwość.

15:50, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
daleko za ...

Kobieta weszła do sali. Pierwsze zajęcia poprowadzić miała. Nikt przez telefon nie był w stanie powiedzieć jej co prowadzi, bo plan jeszcze nie gotowy. No to pojechała w ciemno. W końcu 10 lat na uczelni siedzi , jako student  i doktorant. Da radę. Aha!

Zanim do tej sali weszła poszła do sekretariatu. Odebrała przydział obowiązków i zbladła. Przed oczami mroczki, mokre dłonie a przed nosem karta czynność. Siedem (7) przedmiotów do prowadzenia. !@#$%^&*(!!  - pomyślała w duchu i przycupnęła na brzeżku krzesła. No nic to. Popatrzyła, podumała i miała już oddalić się z miejsca zbrodni, ale przyszła nowa koleżanka, co to miała się Nieprasującą zająć. Z ucieczki nici.

Pierwsze zajęcia jak się okazało były Nieprasującej znane tylko z opowieści rówieśników. Nigdy sama nie miała takowych, a o prowadzeniu zapomnij. Weszła do sali zobaczyła 60 osób, zebrała się w sobie i wyszła na korytarz. Matko! Co robić? Co mówić? Panika!!!!!

Jasne przecież to tylko zajęcia organizacyjne. Mistrzem w organizowaniu Kobieta nie jest , ale opanowała się i opanowała salę. Jak się okazało studenty też nie wiedzieli co to za przedmiot, z czym się go je, i w ogóle to po co to wszystko. Przedmiot to proseminarium. Oświeciła dziatwę Kobieta i zobaczyła na 60 twarzach grymas paniki albo totalną ulgę. W zależności od tego czy ktoś już myślał o temacie pracy, czy dopiero go Nieprasująca oświeciła, że to już czas na obronę.  Poględziła trochę, poopowiadała z głowy czyli z niczego, a jak się zorientowała to minęła godzina. Skończyła zajęcia i udała się na kolejne.

Tam już nie było tak prosto. Wykład to wykład. Zajęcia organizacyjne odpadają, trzeba mówić. Mówiła, mówiła, mówiła. I o dziwo nikt nie zasnął. Tylko Nieprasującą lekko zdziwiło, że studenci robią jej zdjęcia. Tak się jej przynajmniej wydawało. Jęła poprawiać fryz, uśmiechać się, ściągać usta w ciup, żeby na zdjęciu korzystniej wyglądać. Starała się być jak ta top model. I nagle ją oświeciło – nie ona była główną atrakcją, tylko prezentacja rzucona na ścianę.

Kobieta mówiąc na zajęciach o rozwoju technologii, nowoczesnych metodach i sposobach komunikacji zdębiała. Zdębiała do tego stopnia, że nie mogła przez pół godziny spracować o co chodzi z robieniem zdjęć. Dopiero po 40 minutach zauważyła, że z 30 osób  tylko 2 robią notatki. Reszta zrzuci je sobie na pulpit z telefonu.

Wot Nieprasująca została w tyle daleko za studentami.

12:08, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 listopada 2010
Polski mężczyzna
Polski mężczyzna.
Zaczynać życie od nowa? Hmm.. Nieprasująca myśli nad tym intensywnie, ale postanowiła zamknąć wszystkie niezamknięte sprawy, a potem jak dostanie wiatru w skrzydła to kto wie. No chyba, że będzie to jak zawsze wiatr w oczy…  A na razie chciałaby  podzielić się pewną refleksją.
Kobieta zaczęła podróżować. Nie zaraz tam Paryż, Londyn, Nowy Jork. Tłucze się po naszym pięknym kraju, w drugiej klasie PKP, albo w pociągach osobowych i przypatruje się. Już tak drugi miesiąc gapi się na ludzi, a ludzie na nią. Po 25 przejazdach wte i wewte Kobieta doszła do wniosku, że nasze społeczeństwo ma braki. I to spore.
Polski mężczyzna w 2010 roku.  Jeśli młody to ogolony, jeśli po czterdziestce to koniecznie z wąsami, albo brodą. Jeśli młody to w dżinsach (najlepiej takich wytartych w różne wzory i z ćwiekami), jeśli starszy to spodzien garniturowy – stalowy w prążek koniecznie. Jeśli młody to w bluzie z kapturem typu kangur (ewentualnie  w polarze z obrzuconym misiem kapturem). Jeśli starszy to koniecznie w swetrze w serek i koszuli w kratę. Buty? Niezależnie od wieku brudne, zdeptane, zniszczone.  Czapka, jeśli w ogóle jest to z daszkiem, albo kaszkiet. W ręku plecak, ale częściej plastikowa reklamówka. Ogorzała twarz, przetłuszczone włosy, szczerbaty uśmiech,  pet w zębach , mętny wzrok i piwo w ręku.  Jeśli je to okruchy walają się wszędzie,  a najbardziej na brodzie. Pomidor zawsze sprawia problem i kapie na sweter. Piwo otwiera zaraz jak rzuci nogi na kanapę naprzeciwko,  a potem trzyma je za pazuchą, żeby konduktor nie wlepił mu mandatu.  Brudne ręce wyciera w spodnie.  Standard. Jasne są wyjątki, ale giną w takiej masie.  Smutny  to obraz.
Nieprasująca tęskni za mężczyznami którzy pachną, mają czyste skarpety i kołnierzyki , myją zęby i nogi. Nie śmierdzą piwem i papierosami. Nie wrzeszczą do siebie siedząc w jednym przedziale i ostentacyjnie nie komentują  rozmiaru biustu konduktorek i współpasażerek.  Nie biją się na korytarzach  i mówią  cokolwiek więcej niż chuj i kurwa, ten tego ten. I nie pierdolą non stop, gdy coś ich zachwyci, zdenerwuje , zdziwi, oburzy czy rozbawi.  Nie pizgają drzwiami i bagażami. Kobieta tęskni do męskiej szarmanckości, elegancji, delikatności i taktu. I wcale nie w wydaniu Wersal. Tęskni do zwykłej kultury osobistej, z domieszką nonszalancji i wyobraźni.
Jak tak se tęskni to niech se, k…wa film włączy. Tam se popatrzy na gogusiów z Hollywood i jej przejdzie. Feministka jedna jb…na.
Howk.
Ps. O polskich kobietach też będzie, więc bez linczowania Nieprasującej.

Zaczynać życie od nowa? Hmm.. Nieprasująca myśli nad tym intensywnie, ale postanowiła zamknąć wszystkie niezamknięte sprawy, a potem jak dostanie wiatru w skrzydła to kto wie. No chyba, że będzie to jak zawsze wiatr w oczy…  A na razie chciałaby  podzielić się pewną refleksją.


Kobieta zaczęła podróżować. Nie zaraz tam Paryż, Londyn, Nowy Jork. Tłucze się po naszym pięknym kraju, w drugiej klasie PKP, albo w pociągach osobowych i przypatruje się. Już tak drugi miesiąc gapi się na ludzi, a ludzie na nią. Po 25 przejazdach wte i wewte Kobieta doszła do wniosku, że nasze społeczeństwo ma braki. I to spore.

Polski mężczyzna w 2010 roku.  Jeśli młody to ogolony, jeśli po czterdziestce to koniecznie z wąsami, albo brodą. Jeśli młody to w dżinsach (najlepiej takich wytartych w różne wzory i z ćwiekami), jeśli starszy to spodzien garniturowy – stalowy w prążek koniecznie. Jeśli młody to w bluzie z kapturem typu kangur (ewentualnie  w polarze z obrzuconym misiem kapturem). Jeśli starszy to koniecznie w swetrze w serek i koszuli w kratę. Buty? Niezależnie od wieku brudne, zdeptane, zniszczone.  Czapka, jeśli w ogóle jest to z daszkiem, albo kaszkiet. W ręku plecak, ale częściej plastikowa reklamówka. Ogorzała twarz, przetłuszczone włosy, szczerbaty uśmiech,  pet w zębach , mętny wzrok i piwo w ręku.  Jeśli je to okruchy walają się wszędzie,  a najbardziej na brodzie. Pomidor zawsze sprawia problem i kapie na sweter. Piwo otwiera zaraz jak rzuci nogi na kanapę naprzeciwko,  a potem trzyma je za pazuchą, żeby konduktor nie wlepił mu mandatu.  Brudne ręce wyciera w spodnie.  Standard. Jasne są wyjątki, ale giną w takiej masie.  Smutny  to obraz.

Nieprasująca tęskni za mężczyznami którzy pachną, mają czyste skarpety i kołnierzyki , myją zęby i nogi. Nie śmierdzą piwem i papierosami. Nie wrzeszczą do siebie siedząc w jednym przedziale i ostentacyjnie nie komentują  rozmiaru biustu konduktorek i współpasażerek.  Nie biją się na korytarzach  i mówią  cokolwiek więcej niż chuj i kurwa, ten tego ten. I nie pierdolą non stop, gdy coś ich zachwyci, zdenerwuje , zdziwi, oburzy czy rozbawi.  Nie pizgają drzwiami i bagażami. Kobieta tęskni do męskiej szarmanckości, elegancji, delikatności i taktu. I wcale nie w wydaniu Wersal. Tęskni do zwykłej kultury osobistej, z domieszką nonszalancji i wyobraźni.

Jak tak se tęskni to niech se, film włączy. Tam se popatrzy na gogusiów z Hollywood i jej przejdzie. Feministka jedna.

Howk.


Ps. O polskich kobietach też będzie, więc bez linczowania Nieprasującej.

 

12:13, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 października 2010
da się?

A gdyby tak pojechać i już nie wrócić?

Zaczynać wszystko od nowa? Ułożyć życie tak jak do tej pory się nie udało. Zapomnieć o niesmaku jaki pozostawiły po sobie nie tak załatwione sprawy, nie tak ułożone stosunki z ludźmi, nie tak przeprowadzone rozmowy.  Zacząć żyć ostrożnie, rozważnie, przypatrywać się ludziom, nie skakać na głowę do pustego basenu, bo  najbliżsi tak robią. Zacząć życie od nowa. Da się?

11:07, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (9) »
wtorek, 12 października 2010
refleks-ja

Odkrycie dnia: Nieprasująca staje się zrzędą. Tylko patrzeć jak zacznie młodzież w autobusach ustawiać i marudzić pod nosem.
Weź się w garść ty babo Kobieto! Rzekła Nieprasująca do lustra a lustro coś mamrotać pod nosem zaczęło…

Bo cię zbiję!!!

19:57, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
anioły

 

Anioły
Życie pisze czasami dziwne scenariusze. Tak dziwne, że gdyby był taki ktoś kto miałby je oceniać pod kątem realności nie dał by wiary w nic co opisuje scenariusz. ¬¬¬¬¬¬A to przykład.
Nieprasująca nie jest osobą płochliwą. Zazwyczaj nie jest. Czasami jednak ogrom zmian jakim musi się poddać przytłacza ją i wyprowadza z równowagi. Tym bardziej, że równowagą ostatnich kilku miesięcy było regularne kopanie siebie, niewiara we własne możliwości i stopniowa, acz gwałtowna utrat sympatii do własnej osoby. I tu nagle jak grom z jasnego nieba spada wizja pracy. Kobieta nawet nie śmiała pląsać z radości. Opowiedziała kilku osobom czym będzie się zajmować, podzieliła się swoimi  spostrzeżeniami i obawami. No i dostała zaraz z boku kuksańca, że za bardzo i za głośno się cieszy. To cieszyć się przestała. Choć nawet nie zaczęła.  Zdołowana, przestraszona, z oczami pełnymi niedowierzania wsiadła do pociągu i pojechała stanąć oko w oko z tzw. posadą. Jechała pociągiem osobowym, w niedzielne popołudnie. Pociąg był wypchany po brzegi studentami zaocznymi. Nieprasująca przepraszając,  że żyje zawisła na ławce w przedziale dla rowerów niczym kura na grzędzie. Jedna noga na plecaku, łokieć na oknie, druga noga zarzucona za szyje, żeby młodzieży co to się na podłodze rozsiadła nie trącać. Naprzeciwko pies z właścicielami, trzy kobiety i trzech mężczyzn. Chłopy, jak to chłopy przy niedzieli nawalone. W sumie w przedziale 15 osób. Jeden z niepraktykujących abstynentów uwziął się na psa. Jego zawzięcie przypominało upór pięciolatka, który koniecznie musi pogłaskać zwierzę. Nie było trzech wolnych minut, żeby podchmielony pan nie nurkował co chwila pod ławkę i nie zaczepiał zwierzęcia. A to łapał go za uszy, a to głaskał, a to gadał, a to karmił i poił na przemian. Było widać jak właściciele wychodzą z siebie i stają obok. Jednak nie zwrócili mu uwagi, żeby przestał.   Przedstawienie ciągnęło się  w nieskończoność.
I tak trzy godziny… Jechała Kobieta i myślała, skoro taki początek, to co będzie dalej. Męczarnia, brak wygody, ścisk, duchota, zażenowanie, walka o kawałek własnego miejsca to raczej mało atrakcyjna perspektywa. Potem zmiana zestawu i zamiast pijanego pana, psa i chłopców hiphopowców pojawiła się grupa harcerzy. Nieprasująca będąc w wybitnie kiepskim nastroju patrzyła na nich i zastanawiała się jaka już stara jest. I tu nagle, na przedostatniej stacji do przedziału wbiła się grupka pięciu chłopaków. Mieli ze sobą dwie gitary i natychmiast zaczęli na nich grać. Cały przedział śpiewał Ridla. Nieprasująca najgłośniej darła japę przy Whiskey i Harleyu. Dobrze, że PKP nie dba o akustykę w pociągach. I tak oto nagle, w jednej chwili świat znowu stał się piękny, lekki, rytmiczny i energetyzujący. Kobieta znowu dotknęła życia. Jego sensu – radości, którą trzeba zarażać innych.
Są anioły na świecie i czasami podróżują PKP.

Życie pisze czasami dziwne scenariusze. Tak dziwne, że gdyby był taki ktoś kto miałby je oceniać pod kątem realności nie dał by wiary w nic co opisuje scenariusz. A to przykład.

Nieprasująca nie jest osobą płochliwą. Zazwyczaj nie jest. Czasami jednak ogrom zmian jakim musi się poddać przytłacza ją i wyprowadza z równowagi. Tym bardziej, że równowagą ostatnich kilku miesięcy było regularne kopanie siebie, niewiara we własne możliwości i stopniowa, acz gwałtowna utrat sympatii do własnej osoby. I tu nagle jak grom z jasnego nieba spada wizja pracy. Kobieta nawet nie śmiała pląsać z radości. Opowiedziała kilku osobom czym będzie się zajmować, podzieliła się swoimi  spostrzeżeniami i obawami. No i dostała zaraz z boku kuksańca, że za bardzo i za głośno się cieszy. To cieszyć się przestała. Choć nawet nie zaczęła.  Zdołowana, przestraszona, z oczami pełnymi niedowierzania wsiadła do pociągu i pojechała stanąć oko w oko z tzw. posadą. Jechała pociągiem osobowym, w niedzielne popołudnie. Pociąg był wypchany po brzegi studentami zaocznymi. Nieprasująca przepraszając,  że żyje zawisła na ławce w przedziale dla rowerów niczym kura na grzędzie. Jedna noga na plecaku, łokieć na oknie, druga noga zarzucona za szyje, żeby młodzieży co to się na podłodze rozsiadła nie trącać. Naprzeciwko pies z właścicielami, trzy kobiety i trzech mężczyzn. Chłopy, jak to chłopy przy niedzieli nawalone. W sumie w przedziale 15 osób. Jeden z niepraktykujących abstynentów uwziął się na psa. Jego zawzięcie przypominało upór pięciolatka, który koniecznie musi pogłaskać zwierzę. Nie było trzech wolnych minut, żeby podchmielony pan nie nurkował co chwila pod ławkę i nie zaczepiał zwierzęcia. A to łapał go za uszy, a to głaskał, a to gadał, a to karmił i poił na przemian. Było widać jak właściciele wychodzą z siebie i stają obok. Jednak nie zwrócili mu uwagi, żeby przestał.   Przedstawienie ciągnęło się  w nieskończoność.

I tak trzy godziny… Jechała Kobieta i myślała, skoro taki początek, to co będzie dalej. Męczarnia, brak wygody, ścisk, duchota, zażenowanie, walka o kawałek własnego miejsca to raczej mało atrakcyjna perspektywa. Potem zmiana zestawu i zamiast pijanego pana, psa i chłopców hiphopowców pojawiła się grupa harcerzy. Nieprasująca będąc w wybitnie kiepskim nastroju patrzyła na nich i zastanawiała się jaka już stara jest. I tu nagle, na przedostatniej stacji do przedziału wbiła się grupka pięciu chłopaków. Mieli ze sobą dwie gitary i natychmiast zaczęli na nich grać. Cały przedział śpiewał Ridla. Nieprasująca najgłośniej darła japę przy Whiskey i Harleyu. Dobrze, że kolej nie dba o akustykę w pociągach. I tak oto nagle, w jednej chwili świat znowu stał się piękny, lekki, rytmiczny i energetyzujący. Kobieta znowu dotknęła życia. Jego sensu, radości, którą trzeba zarażać innych.

Są anioły na świecie i czasami podróżują PKP.

 

18:35, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 października 2010
grajdoł

 

Praca na lokalnym uniwersytecie to jest frajda. Póki co Kobieta niewiele wie i ma słabe rozeznanie w zwyczajach społeczności dzikich, ale już jej się podoba. Na chwilę zmieniła się w Malinowskiego i bada. Kilka spostrzeżeń:
1. Na lokalnym uniwersytecie profesor znaczy więcej niż w dużej jednostce
2. Na lokalnym uniwersytecie doktor znaczy więcej niż profesor
3. Na lokalnym uniwersytecie sekretarka znaczy więcej niż doktor i profesor razem wzięci – w swoim mniemaniu niestety, co wiąże się z całkowitym brakiem współpracy.
4. Lokalny uniwersytet jest nadęty i małomiasteczkowy do bólu
5. Megalomania to choroba przeważającej większości. A może to tylko poczucie zawodu, jaki przeżywa się lądując na lokalnym uniwersytecie.
6. Koledzy z lokalnego uniwersytetu donoszą   - i nie kawę i nie ciastka.
7. Koledzy kopią dołki pod sobą. Pod nowymi nie, bo jeszcze nie wiedzą z kim mają do czynienia.
Nieprasująca lekko przerażona jest. Na razie przybrała taktykę „nie gadania” i „dziób na kłódkę”. Musi przedstawiać się wszystkim, a że nowa jest to każdy szepnie „miłe słówko” o koledze. O tym jaki to miernota intelektualny, że to z niego żaden specjalista, że nigdy nie wyjeżdżał na badania, że jest lokalną gwiazdą, że jest mało kreatywny i łasy na pieniądze, a poza tym sypia z profesorem i dlatego ma to stanowisko. A to Polska Uczelnia właśnie.

Praca na lokalnym uniwersytecie to jest frajda. Póki co Kobieta niewiele wie i ma słabe rozeznanie w zwyczajach społeczności dzikich, ale już jej się podoba. Na chwilę zmieniła się w Malinowskiego i bada. Kilka spostrzeżeń:

1. Na lokalnym uniwersytecie profesor znaczy więcej niż w dużej jednostce

2. Na lokalnym uniwersytecie doktor znaczy więcej niż profesor

3. Na lokalnym uniwersytecie sekretarka znaczy więcej niż doktor i profesor razem wzięci – w swoim mniemaniu niestety, co wiąże się z całkowitym brakiem współpracy.

4. Lokalny uniwersytet jest nadęty i małomiasteczkowy do bólu

5. Megalomania to choroba przeważającej większości. A może to tylko poczucie zawodu, jaki przeżywa się lądując na lokalnym uniwersytecie.

6. Koledzy z lokalnego uniwersytetu donoszą   - i nie kawę i nie ciastka.

7. Koledzy kopią dołki pod sobą. Pod nowymi nie, bo jeszcze nie wiedzą z kim mają do czynienia.


Nieprasująca lekko przerażona jest. Na razie przybrała taktykę „nie gadania” i „dziób na kłódkę”. Musi przedstawiać się wszystkim, a że nowa jest to każdy szepnie „miłe słówko” o koledze. O tym jaki to miernota intelektualny, że to z niego żaden specjalista, że nigdy nie wyjeżdżał na badania, że jest lokalną gwiazdą, że jest mało kreatywny i łasy na pieniądze, a poza tym sypia z profesorem i dlatego ma to stanowisko.

A to Polska Uczelnia właśnie.

 

00:00, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 października 2010
nowe

 

Czasami dopada nas wrażenie, że totalnie nie panujemy nad swoim życiem.  tempo w jakim zmienia się nasza rzeczywistość i my w nowej rzeczywistości przyprawiają nas o zawrót głowy. I jak to bywa na karuzeli tracimy grunt pod nogami. Nowe jest wyzwaniem. Nowe jest fascynacją. Nowe bywa też przerażające.
Nieprasującą dopadło egzystencjalne piekło „nowego”. Gania jak kot z pęcherzem między dwoma miastami wojewódzkimi. Pokonuje tygodniowo 500, a co drugi tydzień 1000 kilometrów.  Wynajmuje pokój, organizuje sobie posiłki, lekarstwa, komunikacje ze światem, próbuje wyczuć warunki i układy w nowej pracy, uczy się, przygotowuje do zajęć , redaguje swoje Dzieło życia i do tego prowadzi dotychczasowe życie. Czyli sprząta, pierze, robi zakupy, wtrąca się w życie innych, w stopniu w jakim inni wtrącają się w jej życie, podlewa kwiaty, przyjmuje gości. Do tego opiekuje się dwulatkiem. W tym wszystkim musi jeszcze zadbać  o relacje z innymi najbliższymi i dalszymi. Powinna nawiązać kontakty,  no i zadbać o siebie.
Nieprasująca odkryła, że w ciągu 24 godzin można wiele zrobić, tyle że na wszystko nie starcza sił.

Czasami dopada nas wrażenie, że totalnie nie panujemy nad swoim życiem.  tempo w jakim zmienia się nasza rzeczywistość i my w nowej rzeczywistości przyprawiają nas o zawrót głowy. I jak to bywa na karuzeli tracimy grunt pod nogami. Nowe jest wyzwaniem. Nowe jest fascynacją. Nowe bywa też przerażające.

Nieprasującą dopadło egzystencjalne piekło „nowego”. Gania jak kot z pęcherzem między dwoma miastami wojewódzkimi. Pokonuje tygodniowo 500, a co drugi tydzień 1000 kilometrów.  Wynajmuje pokój, organizuje sobie posiłki, lekarstwa, komunikacje ze światem, próbuje wyczuć warunki i układy w nowej pracy, uczy się, przygotowuje do zajęć , redaguje swoje Dzieło życia i do tego prowadzi dotychczasowe życie. Czyli sprząta, pierze, robi zakupy, wtrąca się w życie innych, w stopniu w jakim inni wtrącają się w jej życie, podlewa kwiaty, przyjmuje gości. Do tego opiekuje się dwulatkiem. W tym wszystkim musi jeszcze zadbać  o relacje z innymi najbliższymi i dalszymi. Powinna nawiązać kontakty,  no i zadbać o siebie.

Nieprasująca odkryła, że w ciągu 24 godzin można wiele zrobić, tyle że na wszystko nie starcza sił.

 

23:47, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 września 2010
początki

Kobieta łuczy, łuczy polskom młódź, żeby to nam polityki lepsze wyrosły.

Bilans po trzech godzinach ćwiczeń  - gardło zdarte, nerw nadszarpnięty, odcisk przydepnięty.

Krtań czerwona.  Antybiotyk wykupiony i trzy dni zwolnienia.

Rok akademicki należy uznać za rozpoczęty!!!

19:36, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 września 2010
nieświadomość

 

Nieprasująca nie wiedziała za co się złapać, więc złapała się za głowę.
Tempo akcji w końcowej części odcinka pt. „Poszukiwanie pracy” serialu Kobieta Niepsująca zmordowało aktorów niemiłosiernie, a widów wyrwało z konieczności oglądania depresji i wysłuchiwania biadolenia odtwórczyni głównej roli nad marnością losu.
Normalnie z Mody na sukces zrobiły się Kryminalne zagadki Nowego Miejsca Pracy.
Nieprasująca nie może powstrzymać się od opisania jak wygląda początek pracy na uczelni państwowej. Wygląda zaskakująco. Jeszcze przed konkursem i głosowaniem nad kandydaturą panie w sekretariacie naniosły nazwisko Nieprasującej na wszystkie plany i poustawiały Kobiecie godziny zajęć na pory okrutnie niedogodne. Potem nie zgodziły się na mailowe przesłanie dokumentów i zażądały natychmiastowego stawienia się w celu podpisania odbioru czynności. Pół godziny później dostała Kobieta maila, że nie ma świętować, bo jeszcze nic nie wiadomo. I że wcale a wcale pracować tam nie będzie. Plany nie zostały zmienione i jej nazwisko świeciło w siatce rozkładu zajęć przez następne 24 godziny. Następnego dnia, z częstotliwością godziny informowano ją na zmianę, że przeszła jej kandydatura, albo nie przeszła; że było głosowanie, i że jeszcze go nie było, że ma wypełniać kwestionariusz osobowy i że nie ma go wypełniać. Korespondencja była zdecydowanie jednostronna, bo Kobieta miała na głowie Dwulatka i gdy cały ten dramat się rozgrywał z Dwulatkiem radośnie zbierała liście w parku i podbijała zjeżdżalnie oraz serca ojców na placu zabaw.
Po spyleniu Dwulatka w ręce rodzica Nieprasująca przeanalizowała swoją pocztę mailową. Gdyby nie Dwulatek, to chyba by osiwiała od nadmiaru wrażeń a paznokcie u stóp byłyby zapewne zagrożone z powodu nerwowego dygotu szczęki.
Nieświadomość to czasami prawdziwe błogosławieństwo.

Nieprasująca nie wiedziała za co się złapać, więc złapała się za głowę.

Tempo akcji w końcowej części odcinka pt. „Poszukiwanie pracy” serialu Kobieta Niepsująca zmordowało aktorów niemiłosiernie, a widów wyrwało z konieczności oglądania depresji i wysłuchiwania biadolenia odtwórczyni głównej roli nad marnością losu.

Normalnie z Mody na sukces zrobiły się Kryminalne zagadki Nowego Miejsca Pracy.

Nieprasująca nie może powstrzymać się od opisania jak wygląda początek pracy na uczelni państwowej. Wygląda zaskakująco. Jeszcze przed konkursem i głosowaniem nad kandydaturą panie w sekretariacie naniosły nazwisko Nieprasującej na wszystkie plany i poustawiały Kobiecie godziny zajęć na pory okrutnie niedogodne. Potem nie zgodziły się na mailowe przesłanie dokumentów i zażądały natychmiastowego stawienia się w celu podpisania odbioru czynności. Pół godziny później dostała Kobieta maila, że nie ma świętować, bo jeszcze nic nie wiadomo. I że wcale a wcale pracować tam nie będzie. Plany nie zostały zmienione i jej nazwisko świeciło w siatce rozkładu zajęć przez następne 24 godziny. Następnego dnia, z częstotliwością godziny informowano ją na zmianę, że przeszła jej kandydatura, albo nie przeszła; że było głosowanie, i że jeszcze go nie było, że ma wypełniać kwestionariusz osobowy i że nie ma go wypełniać. Korespondencja była zdecydowanie jednostronna, bo Kobieta miała na głowie Dwulatka i gdy cały ten dramat się rozgrywał z Dwulatkiem radośnie zbierała liście w parku i podbijała zjeżdżalnie oraz serca ojców na placu zabaw.

Po spyleniu Dwulatka w ręce rodzica Nieprasująca przeanalizowała swoją pocztę mailową. Gdyby nie Dwulatek, to chyba by osiwiała od nadmiaru wrażeń a paznokcie u stóp byłyby zapewne zagrożone z powodu nerwowego dygotu szczęki.

Nieświadomość to czasami prawdziwe błogosławieństwo.

 

17:34, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20