statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
czwartek, 23 września 2010
dobre wieści
Nieprasująca dostała robotę!!! W zawodzie!!! 250 km od swojej metropolii, ale wiadomo darowanej pracy w kilometrówki się nie zagląda. Gawiedź będzie uczyć i na magister kształcić. O Matko Nauko Polsko co z tego będzie?! Jeśli Kobieta jeszcze nie wie jaki przedmiot będzie wykładać ;)
Będzie ogólnie zagajać o wschodzie i o zachodzie.
Motyle w brzuchu, pustka w głowie, mokre ręce i miękkie kolana. Diagnoza – stres. Leczenie – fryzjer! Poszła.

Nieprasująca dostała robotę!!! W zawodzie!!! 250 km od swojej metropolii!!! No ale wiadomo darowanej pracy w kilometrówki się nie zagląda. Gawiedź będzie uczyć i na magistrów kształcić. O Matko Nauko Polsko co z tego będzie?! Jeśli Kobieta jeszcze nie wie jaki przedmiot będzie wykładać ;)

Będzie ogólnie zagajać o wschodzie i o zachodzie.

Motyle w brzuchu, pustka w głowie, mokre ręce i miękkie kolana. Diagnoza – stres. Leczenie – fryzjer! Poszła.

Ciąg dalszy losów Nieprasującej na lokalnej uczelni prowincjonalnej wkrótce.


17:41, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
środa, 22 września 2010
kontakt

Nieprasująca w końcu ma Internet. Całe 4 MG w kablu. A właściwie to puszczone w powietrze, żeby mogło fruwać swobodnie. Kobieta jak to kobieta zmienną jest, więc nigdy nie wiadomo ile razy będzie się przenosić z tyłkiem osobistym i takim że laptopem w poszukiwaniu weny.  A wena jest potrzebna.
Żeby ciągle przebywający pod okiem Nieprasującej Dwulatek lubił przychodzić do cioci
Żeby nie oszaleć przy 20 odcinku Reksia albo Krecika
Żeby odwiecznie wlokące się Dzieło Życia zostało w końcu zakończone
Żeby nie umrzeć z nudów przy redagowaniu Dzieła Życia
Żeby obiady smakowały
No i żeby te 4 MG w pełni użytkować.
Fajnie znowu mieć kontakt ze światem.

Nieprasująca w końcu ma Internet. Całe 4 MG w kablu. A właściwie to puszczone w powietrze, żeby mogło fruwać swobodnie. Kobieta jak to kobieta zmienną jest, więc nigdy nie wiadomo ile razy będzie się przenosić z tyłkiem osobistym i takim że laptopem w poszukiwaniu weny.  A wena jest potrzebna.

Żeby ciągle przebywający pod okiem Nieprasującej Dwulatek lubił przychodzić do cioci

Żeby nie oszaleć przy 20 odcinku Reksia albo Krecika (bo tyle razy Dwulatek potrafi tę samą bajkę oglądać)

Żeby odwiecznie wlokące się Dzieło Życia zostało w końcu zakończone

Żeby nie umrzeć z nudów przy redagowaniu Dzieła Życia

Żeby obiady smakowały

No i żeby te 4 MG w pełni użytkować.


Fajnie znowu mieć kontakt ze światem.

14:44, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Kolonie
Kolonie.
Nieprasująca stała się posiadaczem dziecka. Nie  swojego, ale dziecko ma pod opieką. Jedyna praca jaką udało się jej złapać. Marnie, ale darowanemu dziecku się w zęby nie zagląda. Chyba, że wpakuje sobie do paszczy garść pisaku. No więc Kobieta przeszła szybki kurs macierzyństwa w dwa tygodnie. I już wie, że:
W parku nie daje się dwulatkowi kija i nie proponuje się mu: To co? Pobijemy się na kije?”  Nie tego robić nie można, w żadnym wypadku. Chyba, że ktoś lubi mieć sine pręgi na nogach.
Nie zostawia się dwulatka z plasteliną i włosami sam na sam. Podobnie jak z nożyczkami, plastikowymi, z zaokrąglonymi czubami, obudowanymi do granic możliwości specjalnie dla dzieci przeznaczonych i włosami sam na sam nie zostawia się. Nie i już.
Nie pokazuje się jak fajnie rozwija się papier toaletowy. Chyba, że ma się hurtownię papieru i zniżkę u hydraulika i przepychacza kibla, to wtedy można.
Nie daje się dwulatkowi wyboru: Może pogramy tą piłeczką? A może taką? Nie. Błąd! Przy tak postawionych pytaniach na spacer idą dwie piłki i dwoma trzeba na raz rzucać, obie łapać jednocześnie  i obie wyławiać ze stawu.  To tylko podwójna robota na głowie.
Przy alternatywie: A może pomalujesz pieska farbkami? A może pisaczkami? W efekcie otrzymujemy pomazane do niemożliwości  farbami pisaki i nietkniętego żadnym kolorem psa. O dziecku lepiej nie wspominać.
Alternatywa: Zjesz jogurcik czy ogórka, kończy się jak wiadomo, rozmazanym po całym dziecku i połowie mieszkania pasztecie, bo ten akurat miał najbardziej atrakcyjne opakowanie, ze wszystkiego co było w lodówce.
Nie mówi się  do dwulatka: „Uważaj jak rzucasz piłeczką na balkonie. Zaraz może nam wypaść”. Oczywiście po tych słowach piłeczka wpada.  A Nieprasująca z trzeciego piętra pogina na parter za piłeczką (oczywiście z dwulatkiem, bo odpowiedzialna jest i samego go nie zostawi. Na pewno za piłeczką poleciałaby reszta wyposażenia).
Nie mówi się dwulatkowi ; „Nie rzucaj piłeczki w stronę ulicy”. Po tych słowach w oczach staje nam piłeczka odbijająca się o koła samochodów na środku ruchliwej dwupasmówki.
Jak się opowiada dwulatkowi o świecie i możliwościach np. malowania farbkami, to trzeba najpierw wypowiedź starannie przemyśleć. Nie można powiedzieć: „Tak to są farbki, którymi można namalować wszystko. Kwiatki, motylki, autka, słoneczko (i inne duperele w zależności co kto umie malować). A dorośli mają inne farbki, którymi malują domy, ściany”. Po tak skonsturowanej opowiastce na ścianach mamy próbkę całej palety plakatówki. Bo przecież dwulatek też może malować jak dorośli bo ma malutkie farbki.
Przy dwulatku nie mówi się do siebie: „Tylko nie krzycz głośniej bo Cie uduszę”. Po tych słowach dziecko wrzeszczy trzy razy głośniej.
Nie daj boże powiedzieć do dwulatka: Trzymaj łopatkę niżej, bo nasypiesz sobie piasku w oczy.” Po tych słowach można zacząć już mówić: Ciocia już idzie. Nic się nie stało tylko piasku nasypałeś sobie w oczy. Tak tak, takie jest życie. Tu ewentualnie można pedagogicznie rzucić; Zapamiętaj dziecko, biednemu zawsze piach w oczy. Czy jakoś tak.
Nie należy pytać trzylatka czy chce pampersa do spania, a jak go zdejmie należy go założyć raz jeszcze i jeszcze raz, i jeszcze raz – bo na pewno potraktuje to jak zabawę. W każdym razie pampers do snu musi być. Chyba, że ktoś bardzo lubi prać, albo ma cały magazyn materacy, kołder i pościeli. To wtedy zamiast pampersa wymieniamy całe łóżko.
Dwulatek ma trzy  ulubione słowa:  malutkie – co znaczy, że robi dokładnie to samo co dorośli, tyle że w jego oczach  to jest malutkie ewentualnie malutkie są narzędzia, którymi to robi.. Jak Kobieta wyciera po raz pięćdziesiąty wylaną wodę od farbek, to dwulatek obok, skrawkiem ręcznika albo najlepiej kartki papieru rozciera po całej chacie tą że wodę i mówi: malutko sprzątam. Dwulatek bystry jest, bo sprzątaniem tego nazwać nie można. Fakt.
Drugie ulubione słowo to: Moje. Wszystko jest „moje”, a już najbardziej „moje” są zabawki innych dzieci. Zabawki innych cechuje wprost nieopisana ilość „mojości”. Są najbardziej moje z „mojszych”.  Podobnie jak gazety w sklepach, śmieci na chodniku i zdechłe żuczki w parku. Moje.
Trzecie ulubione słowo to: Nie. Chcesz? – Nie.; Zjesz? – Nie? Siku? – Nie, spacer? – Nie. Piaskownica?  - Nie, Baja? – Nie., Spać? – Nie. Pocałuj mnie w dupę! – Nie. No tu akurat ma dwulatek absolutną rację.
Kobieta podejrzewa, że to tylko przyspieszony, bardzo okrojony i elementarny kurs. A nawet w duchu sobie myśli, że to tylko wprowadzenie do wstępu, ale na głos na razie boi się to sobie powiedzieć.
Walka trwa nadal.

Nieprasująca stała się posiadaczem dziecka. Nie  swojego, ale dziecko ma pod opieką. Jedyna praca jaką udało się jej złapać. Marnie, ale darowanemu dziecku się w zęby nie zagląda. Chyba, że wpakuje sobie do paszczy garść pisaku. No więc Kobieta przeszła szybki kurs macierzyństwa w dwa tygodnie. I już wie, że:

1.W parku nie daje się dwulatkowi kija i nie proponuje się mu: To co? Pobijemy się na kije?”  Nie tego robić nie można, w żadnym wypadku. Chyba, że ktoś lubi mieć sine pręgi na nogach.

2.Nie zostawia się dwulatka z plasteliną i włosami sam na sam. Podobnie jak z nożyczkami, plastikowymi, z zaokrąglonymi czubami, obudowanymi do granic możliwości specjalnie dla dzieci przeznaczonych i włosami sam na sam nie zostawia się. Nie i już.

3.Nie pokazuje się jak fajnie rozwija się papier toaletowy. Chyba, że ma się hurtownię papieru i zniżkę u hydraulika i przepychacza kibla, to wtedy można.

4.Nie daje się dwulatkowi wyboru: Może pogramy tą piłeczką? A może taką? Nie. Błąd! Przy tak postawionych pytaniach na spacer idą dwie piłki i dwoma trzeba na raz rzucać, obie łapać jednocześnie  i obie wyławiać ze stawu.  To tylko podwójna robota na głowie.

Przy alternatywie: A może pomalujesz pieska farbkami? A może pisaczkami? W efekcie otrzymujemy pomazane do niemożliwości  farbami pisaki i nietkniętego żadnym kolorem psa. O dziecku lepiej nie wspominać.

Alternatywa: Zjesz jogurcik czy ogórka, kończy się jak wiadomo, rozmazanym po całym dziecku i połowie mieszkania pasztecie, bo ten akurat miał najbardziej atrakcyjne opakowanie, ze wszystkiego co było w lodówce.

6.Nie mówi się  do dwulatka: „Uważaj jak rzucasz piłeczką na balkonie. Zaraz może nam wypaść”. Oczywiście po tych słowach piłeczka wpada.  A Nieprasująca z trzeciego piętra pogina na parter za piłeczką (oczywiście z dwulatkiem, bo odpowiedzialna jest i samego go nie zostawi. Na pewno za piłeczką poleciałaby reszta wyposażenia).

7.Nie mówi się dwulatkowi ; „Nie rzucaj piłeczki w stronę ulicy”. Po tych słowach w oczach staje nam piłeczka odbijająca się o koła samochodów na środku ruchliwej dwupasmówki.

8.Jak się opowiada dwulatkowi o świecie i możliwościach np. malowania farbkami, to trzeba najpierw wypowiedź starannie przemyśleć. Nie można powiedzieć: „Tak to są farbki, którymi można namalować wszystko. Kwiatki, motylki, autka, słoneczko (i inne duperele w zależności co kto umie malować). A dorośli mają inne farbki, którymi malują domy, ściany”. Po tak skonsturowanej opowiastce na ścianach mamy próbkę całej palety plakatówki. Bo przecież dwulatek też może malować jak dorośli bo ma malutkie farbki.

9.Przy dwulatku nie mówi się do siebie: „Tylko nie krzycz głośniej bo Cie uduszę”. Po tych słowach dziecko wrzeszczy trzy razy głośniej.

10.Nie daj boże powiedzieć do dwulatka: Trzymaj łopatkę niżej, bo nasypiesz sobie piasku w oczy.” Po tych słowach można zacząć już mówić: Ciocia już idzie. Nic się nie stało tylko piasku nasypałeś sobie w oczy. Tak tak, takie jest życie. Tu ewentualnie można pedagogicznie rzucić; Zapamiętaj dziecko, biednemu zawsze piach w oczy. Czy jakoś tak.

11.Nie należy pytać trzylatka czy chce pampersa do spania, a jak go zdejmie należy go założyć raz jeszcze i jeszcze raz, i jeszcze raz – bo na pewno potraktuje to jak zabawę. W każdym razie pampers do snu musi być. Chyba, że ktoś bardzo lubi prać, albo ma cały magazyn materacy, kołder i pościeli. To wtedy zamiast pampersa wymieniamy całe łóżko.

12. Dwulatek ma trzy  ulubione słowa:  malutkie – co znaczy, że robi dokładnie to samo co dorośli, tyle że w jego oczach  to jest malutkie ewentualnie malutkie są narzędzia, którymi to robi.. Jak Kobieta wyciera po raz pięćdziesiąty wylaną wodę od farbek, to dwulatek obok, skrawkiem ręcznika albo najlepiej kartki papieru rozciera po całej chacie tą że wodę i mówi: malutko sprzątam. Dwulatek bystry jest, bo sprzątaniem tego nazwać nie można. Fakt.

Drugie ulubione słowo to: Moje. Wszystko jest „moje”, a już najbardziej „moje” są zabawki innych dzieci. Zabawki innych cechuje wprost nieopisana ilość „mojości”. Są najbardziej moje z „mojszych”.  Podobnie jak gazety w sklepach, śmieci na chodniku i zdechłe żuczki w parku. Moje.

Trzecie ulubione słowo to: Nie. Chcesz? – Nie.; Zjesz? – Nie? Siku? – Nie, spacer? – Nie. Piaskownica?  - Nie, Baja? – Nie., Spać? – Nie. Pocałuj mnie w dupę! – Nie. No tu akurat ma dwulatek absolutną rację.

Kobieta podejrzewa, że to tylko przyspieszony, bardzo okrojony i elementarny kurs. A nawet w duchu sobie myśli, że to tylko wprowadzenie do wstępu, ale na głos na razie boi się to sobie powiedzieć.


Walka trwal.

 

19:37, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 sierpnia 2010
przymusowy urlop

brak pracy

brak Internetu

 

 

13:59, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 lipca 2010
Urlop na żądanie

Kobieta żąda kilku stopni mniej! I to zaraz. Jeśli nie to padnie trupem ze skutkiem natychmiastowym. Po prostu zejdzie w najbliższym cieniu. Bez strajku ostrzegawczego, głodówki, palenia opon i rzucania jajami.  Podpisała petycję , tylko nie bardzo wie do kogo ją wysłać.

W związku z tym ostentacyjnie nie poszła dzisiaj do pracy, w której nie płacą jej od trzech miesięcy. Nie poszła mimo tego, że w biurze ma dwa stopnie mniej.

12:42, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 lipca 2010
Ile można dowiedzieć się o sobie w jeden weekend

Kobieta w ciągu dwóch dni weekendowych, a żeby pozostać w zgodzie z prawdą dwóch dni i jednego piątkowego popołudnia, dowiedziała się o sobie kilku nowych rzeczy i potwierdziła kilka, które już o sobie wiedziała.

Kobieta lubi podróże. Każde. Długie i krótkie, nad morze i w góry, nad jeziora i w kamieniołomy. Pod warunkiem, że w tych kamieniołomach nie robi za zwierze pociągowe albo kopalne. Aczkolwiek patrząc na oś czasu życia Nieprasującej niedługo wejdzie w krąg zainteresowań archeologów i do kopalnych może zostać zliczona.

Kobieta lubi pomidory. W ciągu weekendu zjadła ich 3 kilogramy w postaci żywych i 3 litry w postaci przetworzonej.

Kobieta lubi spirytus. Tego o sobie nie wiedziała. Tylko, żeby nie było -  nie lubi czystego spirytu. Nie jest Jerofiejewem i nie jeździ na linii Moskwa- Pietuszki. Lubi z herbatą, cytryną i cukrem, i koniecznie w Dolinie Pięciu Stawów albo innym zakątku w Tatr tudzież innych gór. Byle były skały, dużo ludzi i daleko od miasta.

Kobieta lubi jeździć wolno. Nie wiedzieć czemu włącza jej się hamulec w głowie i na autostradzie umiera przy 180 km/h. I chwała Bogu.

Kobieta lubi czystych mężczyzn. Typ macho o prawdziwym zapachu obory odpada. Kobieta lubi zapach wody po goleniu, albo minimum antyprespirantu i pasty do zębów. Lubi skarpety, które wydzielają woń proszku do prania i płynu do płukania ewentualnie bawełny, a nie zastygniętego bagna, które dopiero co ktoś kijem ruszył , a fetor zbuka wybił wszystko w promieniu 50 metrów. I proszę Szanownych Panów ten zapach nie działa odstraszająco na komary. To jest mit.

Kobieta uwielbia chodzić po górach. Tego też o sobie nie wiedziała. Pod warunkiem, że jest psychicznie przygotowana na dźwiganie plecaka od Zawratu przez Szpiglas, Morskie Oko, Kozi Wierch do Roztoki. I w związku z tym Nieprasująca nie bierze ze sobą pól litra szamponu, całej tubki pasty do zębów, pięciu kiecek, ośmiu koszulek i dobranych do nich kolorystycznie sześciu  szalików, apaszek i czterech sznurów korali. Nie bierze też trzech par butów, sreber rodowych i porcelanowych kubków, suszarki do włosów i wielkiego ręcznika kąpielowego.  Jest w stanie zrezygnować z bransolet, kilku pęków kluczy, laptopa i innych szalenie potrzebnych  na szczytach rzeczy. A jeśli Kobieta chodzi swoim tempem i nikt jej nie pogania, nie naciska, nie rzuca fochów  w kierunku  opóźniających marsz to Kobieta może chodzić i 14 godzin. Nawet Orlą Percią.

Kobieta lubi Amerykanów na szlakach górskich. Pod warunkiem, że występują pojedynczo, są cywilami, pracują dla NASA ,mają na imię Adam i władają jeżykiem rosyjskim.  Takiego spotkała i okazał się bardzo miłym człowiekiem.

Kobieta lubi hot dogi ze stacji Orlenu. Statoil też może być.

I ostanie odkrycie Kobieta lubi chodzić do biura. Bo tam jest chłodniej niż w jej mieszkaniu.

 

 

A tak było:

 

 

 

 


11:57, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
wtorek, 06 lipca 2010
Powroty

Negocjacje w końcu zakończyły się zadawalającym wynikiem dla obu stron. Ostatni spacer pod ostrą bramę po prezent dla Niezmywającego i  Wilno wypluło Kobiety czwartego dnia. Udało im się bezbłędnie wyjechać na trasę na Varsuvę. Po trzech  godzinach wpadły na Polską S8. Zmiana kierowcy nastąpiła pod lokalnym sklepem dla lokalnej ludności. Nieprasująca usiadła za ster i od razu zaczęły się czary. Podszedł starszy pan i poprosił o podwiezienie. Dojechali do skrzyżowania, od którego  Lokalny Staruszek miał jeszcze 3 kilometry marszu. Postanowiły zostać Aniołami Lokalnego Staruszka i powieźć go do domu.

Skręciły w boczną, polną drogę. Po 200 metrach Nieprasująca walnęła z całej siły miską olejową w podłoże typu kamień nietłuczony. Szef mało nie dostała zawału, Lokalny Staruszek nagle wpadł w zadowolenie. Miał plan, żeby którąś z Kobiet wydać za swojego syna, który dwa dni wcześniej wrócił z Niemiec, ale bez żony. Odmówiły wykręcając się posiadaniem męża i narzeczonego. Droga stawała się coraz bardziej kręta i nierówna. Prowadziła przez wzgórza i piaszczyste połacie nieurodzaju. Z każdej strony pasły się krowy. Jedna nawet zaczęła szarżować na samochód i Nieprasująca myślała, że zaraz zatrzymają je siłą i każą odpracowywać zabitą krowinę. W końcu dojechały do końca świata i dowiedziały się, że to miejsce zamieszkane w całości przez starowierców. Spadł deszcz. Mistycznie. Wyjechały nie wiedząc czy to spotkanie to znak.

Bez większego sensu wybrały trasę na Łomżę, na której Nieprasująca tłukła się 170 km za cysternami. Szef spała. Nagle cysterny zaczęły oddalać się zdecydowanie za szybko a krajobraz  zdecydowanie za bardzo zwolnił. Usterka układu silnika dała o sobie znać. Krótka narada, zjazd z głównej trasy i szukanie stacji benzynowej. Łomża raczej pod tym względem nie jest najlepszym miejscem na jakiekolwiek awarie. Wyjechały na Zambrów. Znowu usterka. Samochód nie jedzie. Zaczęło się nerwowe obdzwanianie wszystkich świętych. Kolejna próba. 50 km i powtórka z rozrywki. Tankowanie i po 20 km to samo.  Nic to, że Szef ma pełne ubezpieczenie z każdy wariantem pomocy drogowej. Jechały tak skokami do przodu z przerwą co 20 kilometrów. W tym czasie Nieprasująca zorganizowała na własnych kolanach biuro, które wyspecjalizowało się w szukaniu serwisu i mechanika w Warszawie. Pomocnikiem był Niezmywający, który zamiast odpoczywać po pracy  szukał w Internecie ratunku. Zanim dotoczyły się do Warszawy Kobieta miała listę 15 warsztatów i obdzwoniła połowę z nich, bez efektu niestety.  W końcu samochód przestał fiksować  i spokojnie znosił warszawską bonanzę. Dojechały do serwisu, którego pracownicy chcieli je obrabować z 300 zł za podniesienie maski. Wymęczone, znękane  i głodne zrezygnowały z usług i pojechały spać do koleżanki Szefa.  Czasami naprawdę warto skorzystać z usług holowania, tym bardziej, że wariant ubezpieczenia to zapewnia….

Następnego dnia Kobieta wsiadła w pociąg i wróciła do swojej metropolii. 24 km przez miastem pociąg stanął w szczerym polu i stał w nim przez godzinę. Czyżby znak, żeby nie wracać???

09:43, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 lipca 2010
Zemsta

Kobiety, Nieprasująca z Szefem, wyjechały w delegację. Udały się nieco sentymentalną podróż. Cel: zakończyć to, co zaczęły kilka lat temu. Oddać prawowitym właścicielom  ich dziedzictwo. Pojechały w Białostockie, suwalskie, augustowskie. Zjadły po sielawie, szczupaku, kartaczy i cepelinów nie ruszywszy. Prawie spotkały się z drugą brygadą, która też jechała do miasta Konrada, ale dały spokój w ściganiu się i postanowili solidarnie spotkać się w hotelu, w którym zarezerwowali hurtowo miejsce.

Kobiety przebojem przez supermarket Maksima zdobyły Mariampol i ruszyły na Kowno. Bociany latały im nad głowami, a słońce świeciło w plecy. Po drodze obgadały wszystko i wszystkich. Sprzedały sobie wszystkie plotki, wysłuchały nawzajem swoich historii starych i nowych. Szef nie chciała oddać kierownicy Nieprasującej, więc Kobieta korzystała z okazji i odpoczywała i podziwiała krajobrazy. Nagle krajobraz zaczął przed jej oczami gwałtownie zwalniać. Na kontrolce pojawił się uroczy komunikat: „usterka układu silnika”. Drogowskaz pokazał 26 km Vilnius. Kobiety struchlały. Nie straciły zimnej krwi, zajęły miejsce na poboczu, zapaliły papierosa, przeanalizowały wszystkie znane im sytuacje awaryjne. Doszły do wniosku, że to chwilowe i postanowiły ruszyć dalej. Ruszyły. Dojechały. Szef wykonała kilka karkołomnych manewrów i wjechała na wewnętrzne podwórko. Chwilę później dotarła „brygada numer dwa”. Wkrótce potem Hotel okazał się domem z serii „B&B”, a nie bogatym w apartamenty przybytkiem dla turystów.  Kobiety dostały we władanie piękne poddasze. Niedrogo, solidnie i przytulnie. Później kolacja, marsz po ulubionych zaułkach, winko w knajpce i ustalenie strategii na dzień następny. Jednym słowem robota w przyjemnych warunkach. Spotkanie biznesowe okazało się trudne i zaskakujące. Bez jasnego zakończenia i rozwiązania problemu, co równało się z przedłużeniem pobytu. Uff f i fuck. Miał być szybki set. No to co?

Kolejny wieczór i przedpołudnie spędzone na ustalaniu planu, strategii, propozycji i ofert. Stres, i strasznie dużo gadania. Nieprasująca gada to fakt, któremu zaprzeczyć trudno, ale Szef gada jeszcze więcej i do tego uwielbia każdy problem analizować w każdą stronę, a czasami nawet dwa razy. Może właśnie dlatego jest szefem. Kobieta czasami nie może zdzierżyć tego gadania. Szefowi wydaje się, że Nieprasująca jest w takim stopniu zmęczona, że wręcz przygłupia. Narastające komentarze o braku koncentracji , niekonsekwencji, braku profesjonalizmu i roztrzepaniu doprowadzały Kobietę do szału. Najprawdziwszego. Ponieważ, nie mogła rzucić się z pazurami na adwersarza i autorkę „uwag w zbożnym celu” Kobieta podjęła cichą zemstę.  Zaczęła korzystać z kosmetyków Szefa oczywiście bez jej zgody. Tak, tak. Lepiej nie denerwować Nieprasującej, bo może w odwecie może wypaćkać cały krem nawilżający, połknąć tubkę pasty do zębów i zużyć cały szampon  oraz inne dobra  zostawione we wspólnej łazience. Kobieta tak miała od zawsze. Wchodziła do czyjeś łazienki i wąchała kosmetyki gospodarzy. Nie używa perfum, bo głupia nie jest. Każdy swój zapach rozpozna, ale krem już niekoniecznie. Nieprasująca podejrzewa, że nie jest odosobniona w tym procederze.

Raz zemściło się to na niej, jak w twarz wklepała sobie ekskluzywny kosmetyk przeciw skręcaniu się włosów pod wpływem wilgoci. Flakonik do złudzenia przypominał bardzo dobry krem… No ale za to broda i wąs już się Kobiecie nie skręcą.

09:00, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 lipca 2010
Wilno.com

Kiedyś  miasto polskie. Kiedyś miasto rosyjskie. Kiedyś miasto radzieckie. Kiedyś miasto wielokulturowe. Kiedyś duchowa stolica Białorusinów, Polaków, Żydów. Dzisiaj miasto litewskie. To właśnie zmieniło się od czasu, kiedy Nieprasująca była tam poprzednio.  Wskazówkę jak trafić pod Ostrą Bramę coraz częściej człowiek uzyskuje w języku angielskim. Oczywiście nie ma  gigantycznego problemu z polskim czy rosyjskim, ale dzisiaj jest to bardziej odczuwalne. Litewski wyszedł z krużganków uniwersytetu na ulice. I bardzo dobrze. Nieprasująca obserwuje to miasto od 1998 roku, więc to tylko wrażenia z ostatnich 12 lat.

A tak poza tym… Nowe biurowce, więcej rowerów, więcej skandynawskości, więcej polskich wycieczek, więcej pustych kafejek, które wykończył kryzys, więcej kebabów, więcej centów handlowych, ale ciągle piękne, malownicze, ciepłe, przytulne, z odgłosem końskich kopyt stukających o bruk, którym przechadzali się Filareci, Promieniści, Filomaci, …… Nadal warto obudzić się na poddaszu i usłyszeć bicie dzwonów wileńskich kościołów.

14:15, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 czerwca 2010
widok

­­Poddasze starego domu, za oknem klon, czerwone dachówki  i widok na kościół św. Anny i Górę Trzech Krzyży. Tak. Kobieta jest w Wilnie. Od trzech dni próbuje zakończyć to co zaczęła trzy lata temu. Jest na finiszu. To bardzo przyjemne uczucie. Teraz idzie na ulice żeby zobaczyć co się zmieniło w tym mieście.

 


11:52, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20