statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
czwartek, 24 czerwca 2010
wsparcie

Kobieta  nie radzi sobie.

Nie korzysta z dobrych rad, których udzielają fachowcy i ludzie o idealnym życiu.

Szuka dziury w całym.

Tkwi w martwym punkcie i nic nie robi, żeby to zmienić.

To się nazwa wsparcie ze strony najbliższych osób.


08:28, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 czerwca 2010
sennie

Kobieta stoi w bramie. Przerzuca rzeczy w torbie. Szuka parasola. Nie zabrała go dzisiaj z domu. Wybiegała w pośpiechu. Zdenerwowana. Musiała wcześnie rano jechać do szpitala. Ojciec złamał nogę i trzeba było odwieźć go do poradni.  Potem wróciła do domu, szybkie śniadanie w nieprzyjemnej atmosferze. Kanapki i kawa miały zapach wczorajszej, wieczornej kłótni. W właściwie to mają taki zapach od tygodni. Tak to już jest jak w związku przychodzi etap rozczarowania swoimi wymarzonymi partnerami. Kobieta też przeszła do kolejnego poziomu związku:  „jak to jest nie sprostać wymaganiom i oczekiwaniom”.  Właściwie to nie chciała przechodzić do następnego levelu, wepchnięto ją tam i już.  Dławiąc się chlebem wyszła do pracy. W biurze awantura o kolejne zawalone sprawy. Nie Kobieta je zawaliła, ale Szef. Nie chce się do nich przyznać, więc jest na nią. Pokój nie został wynajęty przez Nieprasującą – bo nie ma znajomych, którzy chcieli by wynająć pomieszczenie na własną działalność gospodarczą (?!). Przesyłka nie dotarła  – bo Nieprasująca zdalnie i telepatycznie nie zmusiła Partnera  z Wilna, który od dwóch tygodni nie może dojść na pocztę,  do wysłania paczki(?!).  Materiały nie są skopiowane, konwertowane i pocięte – bo Niepasująca nie potrafiła przyspieszyć magnetowidów w Warszawie, żeby kopiowały szybciej (?!). Itd.  Pojechała nadać przesyłkę kurierską. Po drodze zepsuł się jej samochód. Padła chłodnica. Nieprasująca wyglądała jak Szewczyk Dratewka dosiadający zdychającego Smoka Wawelskiego. Jechała przez miasto dymiąc i wypluwając kłęby pary. Zjawisko zapewne czarujące. Zaparkowała na jednym z podwórek i poczłapała pieszo do sklepu nabyć wodę i ziemniaki. Obiecała Matce osobistej, która po operacjach licznych nie może dźwigać, że zrobi zakupy. Doszła na czwarte piętro wzięła listę i poszła do marketu. Przyniosła na własnych plecach 20 kg. Nie zająknęła się nawet słowem  o zepsutym samochodzie. Po co ludziom jeszcze dodatkowe zmartwienia. Starczy noga w gipsie i szwy pooperacyjne. Wysłuchała jaką to niewdzięczną córką jest, bo nie pieli i nie jeździ na ogródek. Uwag nie rzucano wprost. Wszystko między wierszami, skrzętnie ukryte i zawoalowane własnym poświęceniem i cierpieniem roślin. W międzyczasie zadzwonił adresat przesyłki z informacją że nie dotarła, bo po drodze nawałnica i pociąg nie dojechał. Papiery do ambasady szlag trafił. Trudno. I tak będzie na Kobietę, bo nie przewidziała nagłego załamania pogody na trasie Berlin – Warszawa. Poczuła się kiepsko. Zmierzyła temperaturę. 38 stopni. Matka odesłała ją do domu. Kobieta po drodze do zepsutego samochodu  rozmyślała o tym jak tu znaleźć pieniądze na spłatę kredytu i jak znaleźć pracę w miarę szybko. Telemarketer albo pakowacz. Tyle przyszło jej do głowy. Siłą woli zmusiła samochód do tego, żeby dowiózł ją do domu. Miejsce do parkowania znalazła po 15 minutach jeżdżenia wokół osiedla. W końcu je znalazła  trzy ulice dalej. Zabrała rzeczy i poszła do domu. W połowie drogi złapał ją deszcz. Stanęła w bramie. Nie znalazła parasola. Ruszyła dalej. Doszła do domu. Mokra, zziębnięta weszła do mieszkania. Rzuciła rzeczy na podłogę. Przywitała się ze świnką morską.  Świnka nie żyła.

Kobieta zamknęła oczy. Wzięła głęboki oddech, wypuściła powietrze powoli, przez nos, jak najwolniej tylko się da. Otworzyła oczy. Rozejrzała się dookoła. Siedzi balkonie w wygodnym, rustykalnym fotelu. Na jej  kolanach leży otwarta  książka, w ręku trzyma szklankę z sokiem żurawinowym.  Nie czyta. Nie pije. Siedzi z wzrokiem wbitym w jeden punkt. Małą plamkę  na ścianie. Liszaj wyrwanego z elewacji tynku. Jak dobrze, że to tylko sen.

13:10, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (3) »
czas

Przyszedł czas, kiedy Kobieta zaczęła odliczać mijające dni liczbą CVałek, a ilość proponowanych przez serwisy internetowe ofert stała się wyznacznikiem jej wartości.  Ciężkie czasu nastały w królestwie. Bida z nędzą już nie siedzą w kątach tylko panoszą się po całym zamku. A wtóruje im panika i strach o wielkich oczach. Trudno. Raz na wozie, a raz na bezrobociu.  Frustracja? A jakże.

A do tego otępienie, ogłupienie, osłupienie,

Oooo!

12:01, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
środa, 02 czerwca 2010
jak to Kobieta pracy zaczęła szukać

Ha!!

Przyszła kryska na Matyska.

Nieprasująca ma kolejny profil. Po Naszej.Klasie i Facebooku przyszedł czas na Goldenline i Pracuj.pl. Od wczoraj Kobiecie udało się znaleźć 9 ofert pracy, wysłała tyle samo sztuk własnego CV i czeka.   Musi tylko jeszcze coś z własną głową zrobić, żeby przestać myśleć, że już pracuje w tych firmach! Kobieca wyobraźnia kiedyś ją zabije.

Innym odkryciem ostatnich kilku dób jest list motywacyjny. Nieprasująca myślała, że ta instytucja już wymarłą jest niczym Pterodaktyl i inne gady. A tu masz. Trzeba dołączać. Kobieta tylko nadmieni, że nie starała się o pracę od jakiś dobrych 6 lat, więc nie w kursie dziewczyna. Nic to. Teraz musi usiąść , wyprodukować motywację, rozebrać ją na czynniki pierwsze i opisać. I to jeszcze tak, żeby ludzie, którzy będą to czytać nie uwalili jej zaraz po zwrocie „Szanowni państwo”.  A nie wystarczy powiedzieć prawdy: mam raty do spłacenia, musze jeść i żyć, nie jestem psychopatką, szybko łapie i  potrzebuje pracy, a wy akurat macie wakat?

Nieprasująca ma tylko nadzieję, że mimo tak licznych profili, jej osobisty profil psychologiczny pozostaje niezmiennie jeden. Bo to by dopiero było…

08:55, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 31 maja 2010
zaginiona

Powódź, mimo tego że Nieprasująca żyje w krainie, którą corocznie nęka susza, w końcu dotknęła także i ją.
Do tej pory radziła sobie z podtopieniami samochodu, wybierając na miejsce parkowania wzgórza i tereny położne nieco wyżej niż przeciętny poziom ulicy. Z gracją celtyckiej Morgany opanowała zacieki na balkonie, oknach i parapetach. Ze stoickim spokojem  i cierpliwością godną Benedyktyna wynosiła wiadrami wodę z ogródka  i  piwnicy. Jak pszczółka zatykała silikonem wszelkie możliwe szpary, pęknięcia i najdrobniejsze szczeliny w domostwie swym.  Worków z piaskiem nie sypała bo za wątła jest i na zdrowiu ostatnio zapada. Wielka fala przeszła przez jej miasto i udała się w dół swego biegu zostawiając Kobiece domostwo w spokoju.
Do czasu…
Bóg wody Posejdon, Knum, Okeanos, Czalcziutlikue czy bardziej swojski Perepłut postanowił (abo razem na jakimś tajnym posiedzeniu uzgodnili), że każdemu kapkę wody się należy. Nieprasującej też.
Nadała Kobieta wczoraj przesyłkę konduktorską w pociągu relacji  Berlin-Warszawa. Zapłaciła 25 zł, zabrała pokwitowanie i pomknęła z Niezmywającym na urodziny do znajomych. W trakcie imprezy, której główną atrakcją był trzylatek, zadzwonił adresat przesyłki i oznajmił,  że nawałnica, powódź i zerwany wiadukt unieruchomiła pociąg, a przez półtorej godziny nic nie  powiedziano na temat dalszego opóźnienia. PKP, cóż chcieć więcej. Adresat skapitulował przy błogosławieństwie Nieprasującej i wrócił do hotelu, bo obcokrajowcem był i w stolicy tylko przejazdem gościł.
Dzisiaj od rana Kobieta rzuciła się na poszukiwanie przesyłki. Ustalenie tego gdzie ona jest zajęło jej  cztery i pół godziny. Obdzwoniła punkty przesyłek kurierskich Warszawy Centralnej i Wschodniej. Na tej ostatniej nikt nie odbierał. 60 minut Nieprasująca spędziła na nieustannym wybieraniu numeru i wsłuchiwaniu się w sygnał niepodnoszonej słuchawki. Oszaleć można! Potem napadła na Biuro skarg i zażaleń. Nie uzyskała innego numeru niż ten ogólnodostępny i nie odpowiadający. Dzwoniła do skutku. W międzyczasie postawiła na nogi kilka osób w PKP, żeby jej pomogło w poszukiwaniach. W trzeciej godzinie wybierania numeru w słuchawce odezwał się damski głos. Początkowo Nieprasująca wzięła go za halucynację słuchową, ale szybko pozbierała się w obliczu widma kolejnej godziny buczenia w słuchawce.  Ogarnęła się mentalnie i wyjaśniła sprawę.
Przesyłka jest!  Co prawda ważne dokumenty nie przejadą przez granicę, ale przynajmniej ocalały z powodzi. Podobnie jak obcokrajowiec, któremu chwała za cierpliwość i dwie godziny niedzielnego popołudnia spędzone na Warszawie Centralnej.
Howgh!

Powódź, mimo tego że Nieprasująca żyje w krainie, którą corocznie nęka susza, w końcu dotknęła także i ją.

Do tej pory radziła sobie z podtopieniami samochodu, wybierając na miejsce parkowania wzgórza i tereny położne nieco wyżej niż przeciętny poziom ulicy. Z gracją celtyckiej Morgany opanowała zacieki na balkonie, oknach i parapetach. Ze stoickim spokojem  i cierpliwością godną Benedyktyna wynosiła wiadrami wodę z ogródka  i  piwnicy. Jak pszczółka zatykała silikonem wszelkie możliwe szpary, pęknięcia i najdrobniejsze szczeliny w domostwie swym.  Worków z piaskiem nie sypała bo za wątła jest i na zdrowiu ostatnio zapada. Wielka fala przeszła przez jej miasto i udała się w dół swego biegu zostawiając Kobiece domostwo w spokoju.

Do czasu…

Bóg wody Posejdon, Knum, Okeanos, Czalcziutlikue czy bardziej swojski Perepłut postanowił (abo razem na jakimś tajnym posiedzeniu uzgodnili), że każdemu kapkę wody się należy. Nieprasującej też.

Nadała Kobieta wczoraj przesyłkę konduktorską w pociągu relacji  Berlin-Warszawa. Zapłaciła 25 zł, zabrała pokwitowanie i pomknęła z Niezmywającym na urodziny do znajomych. W trakcie imprezy, której główną atrakcją był trzylatek, zadzwonił adresat przesyłki i oznajmił,  że nawałnica, powódź i zerwany wiadukt unieruchomiła pociąg, a przez półtorej godziny nic nie  powiedziano na temat dalszego opóźnienia. PKP, cóż chcieć więcej. Adresat skapitulował przy błogosławieństwie Nieprasującej i wrócił do hotelu, bo obcokrajowcem był i w stolicy tylko przejazdem gościł.

Dzisiaj od rana Kobieta rzuciła się na poszukiwanie przesyłki. Ustalenie tego gdzie ona jest zajęło jej  cztery i pół godziny. Obdzwoniła punkty przesyłek kurierskich Warszawy Centralnej i Wschodniej. Na tej ostatniej nikt nie odbierał. 60 minut Nieprasująca spędziła na nieustannym wybieraniu numeru i wsłuchiwaniu się w sygnał niepodnoszonej słuchawki. Oszaleć można! Potem napadła na Biuro skarg i zażaleń. Nie uzyskała innego numeru niż ten ogólnodostępny i nie odpowiadający. Dzwoniła do skutku. W międzyczasie postawiła na nogi kilka osób w PKP, żeby jej pomogło w poszukiwaniach. W trzeciej godzinie wybierania numeru w słuchawce odezwał się damski głos. Początkowo Nieprasująca wzięła go za halucynację słuchową, ale szybko pozbierała się w obliczu widma kolejnej godziny buczenia w słuchawce.  Ogarnęła się mentalnie i wyjaśniła sprawę.

Przesyłka jest!  Co prawda ważne dokumenty nie przejadą przez granicę, ale przynajmniej ocalały z powodzi. Podobnie jak obcokrajowiec, któremu chwała za cierpliwość i dwie godziny niedzielnego popołudnia spędzone na Warszawie Centralnej.

Howgh!

14:22, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 maja 2010
Utknąć

To się nazywa utknąć. Nieprasująca tkwi. Tkwi w rzeczywistości, tak mocno, że nie wiadomo co z tym zrobić.

Co do naiwności to sprawa wyglądała następująco. Jakiś czas temu do Nieprasującej zadzwonił Kolega z propozycją pracy. Ale jakiej pracy, żeby to była zwyczajna posada telemarketerki, to By Kobieta go na drzewo posłała. Nieprasująca miała stać się z dnia na dzień specjalistką od rynków wschodnich.  Z tematu pamięta tyle o ile, co na wykładach było. A było wiele, najwięcej z ust doktora, prawdziwego znawcy realiów wschodu, a szczególnie Pribałii – absolwenta ASP, dyrektora muzeum i ekonoma. Przypadku beznadziejnego roztargnienia, które przydarza się tylko profesorom z prawdziwego zdarzenia. Tylko on jeden potrafił wpaść 15 minut po czasie rozpoczęcia zajęć i z nieudawaną zadyszką powiedzieć: „Chłopaki, dobrze, że nie wiecie jeszcze co to kwadrans akademicki i jeszcze tu  jesteście. Samochód mi padł. Stoi na środku skrzyżowania. Ja, tu zajęcia, tu tramwaj, musiałem go zostawić. Przybiegłem do was, rybeńki moje kochane. Zajęć nie będzie. To co pomożecie?”. Pewnie, że chłopaki pomagały. W sumie z całorocznego wykładu i ćwiczeń odbyło się raptem pięć zajęć. Tyle Kobieta liznęła ekonomii wschodniej na  studiach. Potem była praktyka. Łapówki, łapówki, łapówki. Po konsultacjach z Kolegą uznali, ze podstawy posiada i się nadaje.

Tak naprawdę to chodziło o prawie 9 letni kontakt ze wschodem. Żywy, nieudawany kontakt z ludźmi, instytucjami i realiami. No i umiejętności organizacji biura i temu pochodnych. No i się zaczęło. Spotkania, uzgadniania, koncepcje, plany. Wrzało, kipiało, intelektualnie i sprawczo. Kobieta miała przed oczami wizje siebie przechadzającej się wśród grubych ryb Łukoil i Gazpromu. Obdarzającą uśmiechem kolejne delegacje rządowe, które musiałyby przejść przez jej biurko zanim pojawią się na jakiejkolwiek wystawie międzynarodowej. Targi w Szanghaju, Mediolanie, Singapurze, Berlinie. Kobieta jeździła już BMW X1 albo podobnymi  Volkswagenami czy Volvo. Mimo zachowywanej zimnej kalkulacji, którą miała dla wszystkich dookoła, uległa własnej wyobraźni. W chwilach, gdy było źle uciekała w swoje marzenia o spłacie kredytu, lepszym samochodzie i kupowaniu ciuchów nie w lumpeksach. Bez sensu!

Niepotrzebnie uśpiła własną czujność. Życie w iluzji dało jej poczucie pewności. Zamiast sumiennie, uczciwie pracować nad rzeczywistością pobiegła jak głupie źrebię na łączkę obietnic.  I tym sposobem jest w życiu o jakieś dwa miesiące „do tyłu”.

Nie zrobiła tego co miała zrobić, , nie zaczęła finalizować swoich zobowiązań, nie postarała się o nową pracę.

Obudziła się z tzw. ręką w nocniku. Właśnie ją wyjęła, utknęła i nie bardzo wie gdzie jest łazienka.

Ku pokrzepieniu serc!


ps. kto grzebał przy czcionkach?! 
02:33, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 maja 2010
frajer

Oj naiwna Kobieta jest naiwna.

 

cdn.

10:04, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 maja 2010
ucieczka

Straszny ten maj. Bez klimatu twórczego i bez polotu.

A Pegaz to już na pewno uciekł do ciepłych i suchych krajów.

 

 

18:06, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 kwietnia 2010
Mata Hari

Resztę dnia Kobieta spędziła na odwiedzaniu znajomych miejsc w Mińsku. Zanim jednak udała się na sentymentalny spacer postanowiła zostawić bagaż w przechowalni na dworcu.

Znowu zeszła do metra. Tym razem  nie jechała do centrum, więc tłum na po tej stronie peronu nie był przerażający. Wsiadła spokojnie do wagonu i nawet znalazła miejsce siedzące. Naprzeciwko niej siedziało pięć osób. Wszystkie jednakowo smutne. Jednakowo zmęczone i jednakowo zrezygnowane.  Metro to dla Kobiety przegląd nastrojów społecznych, taki barometr. To też coś więcej. Nieprasująca odkąd pamięta uwielbiała metro. Do końca życia będzie jej się kojarzyło ze wschodem. Może dlatego, że pierwszy raz w życiu zeszła do niego w Kijowie, przy dworcu kolejowym. Największe wrażenie zrobiła na niej jego głębokość. Schody w dół, które wydawały się nie mieć końca. Potem zaczęła jeździć po całej Europie i przestała tak bardzo się dziwić. Ale do dziś  pozostał w niej jakiś swoiście nabożny stosunek do tego środka transportu. Sentyment pomieszany z uznaniem. Wejście do metra to zawsze małe święto.

Skończyła świętować i labiryntem tuneli i przejść podziemnych trafiła na dworzec. Miejsca, które tego dnia stało się dla niej centrum świata. Krążyła wokół niego jak satelita. Nie chciała się od niego uwolnić. Nigdy tak nie było. Zawsze wysiadała, biegła do miasta, żyła i dopiero dzień, dwa przed powrotem do Polski przypominała sobie, że istnieje takie miejsce jak dworzec. Może intensywność więzi jest odwrotnie proporcjonalna do długości pobytu.

W każdym razie Kobieta zaczęła się dzielnie rozglądać za przechowalnią bagażu. Najpierw zlokalizowała upragnioną toaletę. Zapłaciła 800 rubli i weszła do wielkiej hali. Wdarła się do pierwszej toalety i jęła zmieniać odzież. Bo Nieprasująca zapomniała dodać, że była odziana jak na Sybir. Tylko jej uszanki brakowało. Musiała się przebrać i zrzucić z siebie 10 kilo ubrań, żeby choć trochę przypominać tubylca. Do tego miała nowe buty i jak to bywa z nowym obuwiem, obcierało jak diabli. Nic to! Kobieta przeliczyła ilość plastrów, doszła do wniosku, że do Polski powinno starczyć, a w Warszawie nie będzie dużo łazić, więc przeżyje. Przepakowała się z torby do torby, zabrała ze sobą dokumentację tajną /łamane/przez/poufną, rzuciła na twarz trochę pudru, podmalowała oko i pełna optymizmu ruszyła.

Jako doświadczona Mata Hari wybrała automatyczną kamerę chranienia  (dla nie wtajemniczonych przechowalnię bagażu). Stanęła w kolejce, wykupiła „jaczejkę na sutki” (schowek na dobę) za oszałamiającą kwotę 850 rubli, dostała dwa żetony i rzuciła się chować swój bagaż. W drodze do skrytki zobaczyła, że dwa żetony to stare 15 kopiejki z wybitym SSSR . Rozczulenie ją ogarnęło jakby sama żyła w czasach Związku Radzieckiego. Prawda, żyła 10 lat, ale raz, że w państwie bloku, dwa, że nie była  obywatelem ZSRR, trzy na wschód zaczęła jeździć dopiero w 1998 roku. Co nie przeszkodziło jej poczuć ciepła na sercu. Pomyślała, że wykupi jeszcze raz schowek dla samych tych kopiejek. I będzie miała na pamiątkę. Tak myśląc o kopiejkach doszła do schowka, który wybrała. Stanęła przed wielką metalową szafą podzieloną na 60 mniejszych szafek  (prawie jak na pływalni),  wpakowała swoją torbę i zaczęła szukać wzrokiem instrukcji.  Znalazła. Pismo techniczne wyryte gwoździem na metalowej tabliczce. Rozszyfrowała treść i zabrała się do roboty.

  1. Włożyć rzeczy  - zrobiła
  2. Wybrać osobisty szyfr, składający się z litery i trzech cyfr, zapamiętać go i wprowadzić za pomocą pokrętła w drzwiach - wybrała, zapamiętała.
  3. Wrzucić otrzymane 15 kopiejek  i zamknąć drzwiczki- wrzuciła, zamknęła
  4. Sprawdzić czy zamknięte.

Proste? Jak drut! Zamknęła, sprawdziła czy trzyma i pobiegła do miasta.

W holu Nieprasująca zorientowała się, że w torbie, którą właśnie zamknęła na trzy spusty zostawiła portfel z całą gotówką. Przeszukała kieszenie, żadnego rubla. Zaczęła intensywnie myśleć co zrobić? Przytomnie miała kartę do bankomatu przy sobie. Pobrała gotówkę i wróciła do przechowalni. Po drodze olśniło ją jaka jest durna. Zamiast zatrzymać jedną z dwóch monet, wrzuciła obie do szafki!!!! Bezmózg totalny. Wykupiła kolejną dobę, dostała dwa żetony i poszła odzyskiwać portfel.  Gwoździem napisane było:

  1. Żeby odzyskać rzeczy, należy wprowadzić swój  szyfr, wrzucić monety, odczekać 2-3 sekundy i otworzyć drzwiczki.

Tak zrobiła i…. i nic. Raz, drugi, trzeci. W końcu poprosiła Panią z obsługi o pomoc. Kobieta w średnim wieku podeszła i zapytała o dowód wpłaty. Dobrze, że Nieprasująca jeszcze raz wykupiła schowek, bo dowód za poprzedni raz leżął uwięziony w portfelu. Potem podeszły razem o szafki i Pani zapytała o szyfr. Nieprasująca podała zgodnie z prawdą:

- A siem, siem, siem (A777).  Pani wprowadziła i nic. Drzwi trzymały. Pani zapytała ponownie

- Wy wwieli szyfr wnutri? (czy wprowadziła Pani szyfr wewnątrz? )

–  Da, kanieszna,  (Tak, oczywiście;  ) – zeznała Nieprasująca

-  Szyfr  wnutri wy wieli? A kakoj?  – dalej w zaparte pani z obsługi;

- A siem, siem, siem  (A777 ) – zełgała Nieprasująca, bo  w głowie zaczynało jej coś majaczyć, że źle przeczytała. Zrobiła zeza na instrukcję, tak,  żeby Pani nie zorientowała się w kłamstwie Kobiety.

- Wy uwierieny?  (jest pani pewna)

- Da – Nieprasująca pokiwała przecząco głową.

Pani wzięła jakiś wichajster, pomajstrowała nim przy zamku, w hali rozległ się przerażająco głośny dzwonek i wszyscy zaczęli przyglądać się Kobiecie. W tym huku przepytano Nieprasującą na okoliczność zawartości torby. Kobieta wyznała: szary sweter, czerwony portfel, parasol w żółte kwiaty, książka, bielizna, kosmetyczka w niebieską kratkę.  Pani zgodziła się zawartość z opisem i na koniec Kobieta odzyskała swoją torbę. Taka  z niej Mata Hari.

Hala przechowalni bagażu od tego czasu jest obowiązkowym miejscem zwiedzania.

A Nieprasująca mogła sobie trzymać torbę w skrytce przez kolejne 3 doby ....

12:41, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 27 kwietnia 2010
kolaż

Nieprasująca wysiadła na „warszawskim boku” dworca kolejowego Mińsk Pasażerski. Ser wysiadł z nią. Czekał na niego dziadek weteran. Kobieta, zanim zniknęła w otchłani miasta widziała jeszcze tylko jak torba z nabiałem spoczęła w rękach jubilata i ser na zawsze zniknął z jej życia.

Mińsk o 8 rano jest bardzo przyjemny. Jeszcze ruch na dobre się nie zaczął, a pierwsza fala ludzi śpieszących się do pracy i szkoły odpłynęła w stronę swoich biurek. Słońce, czyste niebo, chłodny przyjemy wiatr i Nieprasująca w płaszczu zimowym, bo przecież na wschodzie jest zimno. Pół dnia pluła sobie w brodę, że jednak nie wzięła wiosennej kurteczki. Przynajmniej pasowałaby do reszty mińszczan. A tak przypominała kogoś komu pomyliły się pory roku.  Zanim kupiła w kasach międzynarodowych, które mieszczą się w oddzielnym budynku, za 39 tysięcy rubli białoruskich miejscówkę na pociąg do Warszawy, musiała odstać swoje w kantorze. Swoją drogą, kantor to bardzo ciekawa instytucja na Białorusi. To małe kioski, przypominające nasze budki z kwiatami, tyle, że jakieś trzy razy mniejsze, zasłonięte ze wszystkich stron aluminiowymi, cienkimi żaluzjami i obite blachą z każdej strony. Z zewnątrz przypominają prowizoryczne bunkry, albo kasy pancerne, z  których co chwilę wychodzą ludzie. Obsługa to z reguły kobiety. Pani siedzi wewnątrz takiej budki, jest ledwo widoczna zza mini kontuaru , a od reszty świata dzieli ją szyba.  Być może jest nawet  kuloodporna, ale na pewno dźwiękoszczelna. Kasjerki zawsze są paniami sytuacji. One dyktują warunki. One wiedzą jaki jest kurs i one drukują potwierdzenia. One dotykają dewiz, i  przede wszystkim one decydują o godzinach otwarcia i zarządzają przerwy. I tak właśnie Nieprasująca utknęła przed kantorem na 15 minut. W ciągu tego kwadransa zdążyła poczuć, że nie jest stąd. Inny język, inny dreskod, inne dodatki. Była za bardzo awangardowa ze swoimi botkami i jeansami wpuszczonymi w cholewki i apaszką w ludyczne kwiaty, a reszty dopełniły (za) krótkie włosy Kobiety. Takie apaszki, które na zachód od Buga robią karierę, w Mińsku noszą tylko i wyłącznie babuszki sprzątające ulice, albo kobieciny na targu. Tak więc Nieprasująca objawiła się Mińskowi jako kolaż kowboja i przekupy ze stadionu Dynama.

Gdy była już szczęśliwą posiadaczką tysięcy rubli i miejscówki pognała w teren. W całym swoim zażenowaniu niepasowania przegapiła zejście do Metra na Placu Lenina. Następne jest dobry kilometr dalej. Przeczłapała więc przez Prospekt Skaryny, co to się teraz zwie Niezależności czy jakoś tak, i podziwiała. Pierwszy raz zobaczyła efekty kryzysu. Z głównej ulicy miasta zniknęło kilka ekskluzywnych – jak na Mińsk – butików. W sumie może było ich kilkanaście. Nie ma też jadłodajni Kristal (chyba tak się nazywała), w każdym razie baru, w który działał na zasadzie wolnego bufetu, jak prawie wszystkie stołówki na zachodzie. Ostały się jeno sklepy państwowe. „Łakomka”  - wielki sklep z cukierkami, tortami bezowymi, czekoladą i innymi słodyczami; ichnia cepelia, księgarnia Centralna, GUM, Milavitsa – salony bielizny made in Belarus i nieśmiertelny McDonalds. Smutno jakoś się Kobiecie zrobiło. Potem weszła do metra. Zaskoczył ją tłum. Może nie sam tłum, ale jego zestawienie z pustką na powierzchni. Kupiła różowy żeton i została wepchnięta do wagonu. Tam to dopiero poczuła, że nie pasuje.

Po czterech godzinach załatwiania spraw służbowych okazało się, że jest wolna i  z resztą dnia może zrobić co zechce. No i zrobiła….

23:12, kobieta_nieprasujaca , notatki
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20