statystyka
Kategorie: Wszystkie | and observation | ból głowy | notatki
RSS
poniedziałek, 13 czerwca 2011
początek

Straszne widmo egzaminu oddalone do września. Uff…. 

Noooo to się zaczęła Kobieta zamartwiać, czy to aby dobrze? 

Z głową coś Kobieta ma, ale... 

 póki co od piątku Kobieta rozpoczyna WAKACJE!!!  

23:54, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 października 2010
niepolitycznie

 

Obłęd. Tak można nazwać to co dzieje się dookoła. Świat wiruje za szybko. Kartki z kalendarza, co to go Nieprasująca nie posiada, spadają za szybko. Za szybko odjeżdżają i przyjeżdżają pociągi (chociaż ten, którym jechała ostatnio miał godzinę opóźnienia). Ludzie za szybo mówią, za wolno myślą. I za często wpadają w obłęd.
Hitler, Stalin, Czerwoni Khmerzy, mord w Srebrenicy, Rwanda,  masakra w Nankinie, Workuta, Kamczatka. To są symbole mordów politycznych.
Dziwne jak ludzie chętnie przypisują sobie cudze doświadczenia, nawet w tak tragicznej kwestii.
Obłęd jednego człowieka stał się obłędem dla wielu.

Obłęd. Tak można nazwać to co dzieje się dookoła. Świat wiruje za szybko. Kartki z kalendarza, co to go Nieprasująca nie posiada, spadają za szybko. Za szybko odjeżdżają i przyjeżdżają pociągi (chociaż ten, którym jechała ostatnio miał godzinę opóźnienia). Ludzie za szybko mówią, za wolno myślą. I za często wpadają w obłęd.

Hitler, Stalin, Czerwoni Khmerzy, mord w Srebrenicy, Rwanda,  masakra w Nankinie, Workuta, Kamczatka. To są symbole mordów politycznych.

Dziwne jak ludzie chętnie przypisują sobie cudze doświadczenia, nawet w tak tragicznej kwestii.

Obłęd jednego człowieka stał się obłędem wielu.

Nieprasująca wysiada.

 

17:00, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Rytuał

 

Nieprasująca wpadła w studnię. A chyba właściwie to jeszcze spada. Po ilości stęchlizny, mułu i zmniejszającego się światła sądzi, że jest już dość głęboko i coraz szybciej sięga dna. Przerażające? Nie. Nieprasująca zna na pewno jednego optymistę, który na jej sytuację patrzy z boku i twierdzi, że żeby się odbić trzeba sięgnąć dna.  Zobaczymy. Sprawy mają się tak.
Kobieta szuka pracy. Chwilowo utknęła z dwulatkiem na osiem godzin dziennie. Nie swoim. Po 6 godzinach kreskówek, zabawy we wszystko  i wszystkim Kobieta chce mieć własne dziecko. Chce poświęcać swój czas na rozwijanie własnego dziecka, chce ze swoim dzieckiem toczyć boje o miejsce przy umywalce i użerać się o jedzenie posiłków. Chce rano widzieć uśmiech i zaspane oczy swojego dziecka i biegać siedem razy dziennie z nocnikiem pełnych sików swojego dziecka. To jedyne konstruktywne przemyślenie z ostatniego czasu.
Nieprasująca w ostatnim czasie odwiedziła powiatowy urząd pracy i nie było to wcale traumatyczne przeżycie. Abstrahując od przerażającej ilości rejestrujących się bezrobotnych. Groza. Nieracu(su)jąka miała 46 numer w kolejce, a za nią było pewnie jakieś 20 osób. Nawet jeśli dziennie rejestruje się 50 osób, 5 dni w tygodniu, 20 dni w miesiącu przez 12 miesięcy w roku to wyszło Kobiecie na jej babski rozum 12 tysięcy !!!!!  osób w ciągu roku. I to w jednym mieście powiatowym. Po prostu groza. Niech Kobiecie jeszcze raz ktoś w telewizorze, albo jakimś Fm radiu powie, że w Polsce jest dobrze, to  Kobieta pawia puści intelektualnego i obrzuci jakiś budynek w stolicy. Podobno to teraz modne, żeby jeździć do stolicy i rzucać na Krakowskim Przedmieściu w tablice. Kobieta najchętniej posłałaby coś w stronę Ministerstwa Gospodarki.
W każdym razie Nieprasująca poznała w kolejce do rejestracji , a następnie odczekała w tejże kolejce 3 godziny z pięcioma uroczymi kobietami. Wszystkie z wykształceniem wyższym: dwie nauczycielki, fizjoterapeutka, inżynier środowiska i magister kształtowania terenu – czy coś w tym guście i Nieprasująca – stosunki międzynarodowe. Nic to, że każda znała język obcy, nic to że każda miała dyplom, nic to, że każda była miła, zgrabna, ładna i do tego uśmiechnięta. Oprócz tych cech łączyły je jeszcze ogromna nadzieja i zmęczenie po trzech, czterech miesiącach szukania pracy. Każda przeszła Biedronki, Tesco, pakowanie i układanie towaru, promocję i opiekę nad dzieckiem. Żadna jeszcze nie sięgnęła do telemarketingu. Kobieta była już blisko. I tak razem przegadały, prześmiały i przetrwały ten  fakt rejestracji i oficjalnego pasowania na bezrobotnego, w rytualne stania w kolejce na ulicy na pół godziny przed otwarciem urzędu.

Nieprasująca wpadła w studnię. A chyba właściwie to jeszcze spada. Po ilości stęchlizny, mułu i zmniejszającego się światła sądzi, że jest już dość głęboko i coraz szybciej sięga dna. Przerażające? Nie. Nieprasująca zna na pewno jednego optymistę, który na jej sytuację patrzy z boku i twierdzi, że żeby się odbić trzeba sięgnąć dna.  Zobaczymy. Sprawy mają się tak.

Kobieta szuka pracy. Chwilowo utknęła z dwulatkiem na osiem godzin dziennie. Nie swoim. Po 6 godzinach kreskówek, zabawy we wszystko  i wszystkim Kobieta chce mieć własne dziecko. Chce poświęcać swój czas na rozwijanie własnego dziecka, chce ze swoim dzieckiem toczyć boje o miejsce przy umywalce i użerać się o jedzenie posiłków. Chce rano widzieć uśmiech i zaspane oczy swojego dziecka i biegać siedem razy dziennie z nocnikiem pełnych sików swojego dziecka. To jedyne konstruktywne przemyślenie z ostatniego czasu.

Nieprasująca w ostatnim czasie odwiedziła powiatowy urząd pracy i nie było to wcale traumatyczne przeżycie. Abstrahując od przerażającej ilości rejestrujących się bezrobotnych. Groza. Nieracu(su)jąka miała 46 numer w kolejce, a za nią było pewnie jakieś 20 osób. Nawet jeśli dziennie rejestruje się 50 osób, 5 dni w tygodniu, 20 dni w miesiącu przez 12 miesięcy w roku to wyszło Kobiecie na jej babski rozum 12 tysięcy !!!!!  osób w ciągu roku. I to w jednym mieście powiatowym. Po prostu groza. Niech Kobiecie jeszcze raz ktoś w telewizorze, albo jakimś Fm radiu powie, że w Polsce jest dobrze, to  Kobieta pawia puści intelektualnego i obrzuci jakiś budynek w stolicy. Podobno to teraz modne, żeby jeździć do stolicy i rzucać na Krakowskim Przedmieściu w tablice. Kobieta najchętniej posłałaby coś w stronę Ministerstwa Gospodarki.

W każdym razie Nieprasująca poznała w kolejce do rejestracji , a następnie odczekała w tejże kolejce 3 godziny z pięcioma uroczymi kobietami. Wszystkie z wykształceniem wyższym: dwie nauczycielki, fizjoterapeutka, inżynier środowiska i magister kształtowania terenu – czy coś w tym guście i Nieprasująca – stosunki międzynarodowe. Nic to, że każda znała język obcy, nic to że każda miała dyplom, nic to, że każda była miła, zgrabna, ładna i do tego uśmiechnięta. Oprócz tych cech łączyły je jeszcze ogromna nadzieja i zmęczenie po trzech, czterech miesiącach szukania pracy. Każda przeszła Biedronki, Tesco, pakowanie i układanie towaru, promocję i opiekę nad dzieckiem. Żadna jeszcze nie sięgnęła do telemarketingu. Kobieta była już blisko. I tak razem przegadały, prześmiały i przetrwały ten  fakt rejestracji i oficjalnego pasowania na bezrobotnego, w rytualne stania w kolejce na ulicy na pół godziny przed otwarciem urzędu.

 

19:34, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 lutego 2010
grzęzawisko

Grzęźnięcie stan fatalny. Nie ma to jak zabrnąć po kolana, po pas,  po szyję.  Nagle znaleźć się w miejscu, z którego nie widać po co się w to wszystko człowiek pakował. A powody, dla których zaczął całą historię zdążyły się rozpuścić w nicości.  Człowiek tylko umęczy ł się, naciągnął mięśnie i nagiął kark. Nie ma to jak stanąć. Zatrzymać. Rozejrzeć i szczerze zdziwić się miejscu, w którym się jest. Poczuć jak cała wata życia zalepia pory skóry i wgryza się do wewnątrz. Stanąć jak wryty posąg i powiedzieć na głos: Ja tego nie chciałem. Nie tak sobie wyobrażałem siebie. I co wtedy z tym uczuciem począć? …

Jedyne to, pozostaje zanucić, za Kaczmarskim

Wejdźmy głębiej w wodę kochani
Dosyć tego brodzenia przy brzegu

Wejdźmy w wodę po pas i po szyję
Płyńmy naprzód nad czarną głębinę

Tam odległość brzeg oczom zakryje

 

wszystkim tym, z których uszło powietrze.

22:33, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 lutego 2010
enigmatycznie

Trwa realizacja postanowienia.

Jak długo? Miejmy nadzieję, że Kobioeta zepnie pośladki i za miesiąc odda pracę. Z powodu zaległości, maruderstwa, obrażania się na cały świat i całej hodowli własnych kompleksów, Nieprasująca utknęła w martwym punkcie.

Dwa dni temu powiedziała dość.

Dość filmom!

Dość serialom!

Dość audiobookom!

Dość rozpieprzaniu się na drobne kawałki!

Z rozrywek własnych zostawi sobie gotowanie - bo kocha babrać się w garach i kurs francuskiego, którym zaraził ją Szanowny Nacinacz. W końcu te sześć lat tłukła le français.

I pisze, pisze, pisze... poprawia, wyrzuca, przenosi... w końcu "oś" znalazła.

 

11:19, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 grudnia 2009
słowami mistrza

"Ja to nazwałbym błądzeniem na peryferiach w poszukiwaniu... Ciągle trudzenie sie na pograniczu, żeby coś... Próba budowania... Próba (nieudana jak zawsze, jak wszytskie) wzniesienia tam, dalej, ołtarza jakiegokolwiek, z czegokolwiek, w byle jakim miejscu... Ach, takie czepianie się byle czego! Ręki kelnera z Cafe Querandi!"

Witold Gombrowicz, Dziennik 1957-1961

No to tak właśnie.

09:58, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 października 2009
potrzeba
Natłok myśli i niemoc ciała. Bałagan w głowie. Kalejdoskop myśli, następujących jedna na drugą w kojce do pojawienia się pod powiekami. Słowa atakujące zewsząd. Niezrozumiałe. Słowa nieuchwytne, ciekawskie, naburmuszone, napuszone, puste, wszędzie. Jak złapać oddech? Wielka potrzeba ciszy.
10:03, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lipca 2009
poprzedni tydzień

- rodzinne zloty rodu Nieprasującej = plotki, historie, wspomnienia, wzruszenia, pamięć

- podróże po Polsce = mobilki, miśki, suszareczki, bociany, zboża, kukurydza

- rodzinne spotkania rodu Niezmywającego = plotki, historie, wspomnienia, wzruszenia, pamięć

- zmęczenie = jeden dzień snu

- praca = w końcu znalezione biuro

- dom = spokój, kawa, balkon z widokiem na niebo, Nabokov, Gombrowicz, Niezmywający

- uczelnia = rozczarowanie

- rodzinne najazdy = plotki, historie, wspomnienia, wzruszenia, pamięć

- poniedziałek = nowy tydzień, nowe wrażenia, nowy wpis

11:34, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 kwietnia 2009
pytania podchwytliwe

Nieprasująca chodzi odziana w bluzę Niezmywającego, mimo upału 25 stopniowego. Czy to coś znaczy?

A teraz z zupełnie innej beczki. 

Kobieta odkryła, że ma poczucie życia w zawieszeniu.  Od jakiegoś półtora roku czeka na zakończenie czegoś: jak nie pisania pracy, to na wykup mieszkania, jak nie na mieszkanie to na koniec albo początek projektu, na przelew albo etat, na wesele, święta, na przeprowadzkę biurową i prywatną. Na pociągi i samoloty już nie czeka.  Wszystko się Kobiecie porozciągało jak przysłowiowa guma z gaci. Strasznie Kobietę męczą sytuacje niesfinalizowane. Ciało całe boli od ciągłego czekania na jakiś koniec. Popadać zaczyna Nieprasująca w paranoję i apatię, a tu zaczęło słońce przygrzewać daszek i robi się duszno…
Ktoś mądry dzisiaj powiedział, że do każdego celu można dojść małymi etapami.
Tylko to cholernie męczące jest.
 

17:52, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
wspomnienia sentymentalne

Jakiś niecały rok temu Nieprasująca w celach służbowo-prywatnych udała się na Krym. Wymyśliły z Szefową wyjazd do Bachczysaraju. Na początku miała to być wyprawa urlopowa dla Szefowej. Siła inercji przygotowań wyjazdy zagarnęła na pokład samolotu z Berlina i Nieprasującą. 

Nie chciała Kobieta jechać, oj nie chciała. Przede wszystkim z powodów finansowych. Nawet Osobista Matkę, fikcyjnie wysłała do szpitala, żeby nie jechać. Niestety Szefowa nie chciała odpuścić Kobiecie i zabrała ją ze sobą.
Schody zaczęły się już na lotnisku w Berlinie. Torbę Nieprasującej nadano bezpośrednio do Symferopola, chociaż na bilecie wyraźnie stało „in inglisz”, że jest międzylądowanie w Rydze i wylot następnego dnia. Pan Niemiec był uprzejmy nieuprzejmie wszakże, przekierować bagaż tak, żeby podążał za Tylkiem Kobiety. W Rydze Nieprasującą dopadł przedsmak całego klimatu wyprawy. Szefowa wybiegła jak poparzona z samolotu i z sali odpraw na papierosa, bo nie paliła już ponad 3 godziny! A Nieprasująca została oddelegowana do odbioru bagażu. Z duszą na ramieniu i paniką w oczach stała przy taśmie i wypatrywała swojej , czarnej torby co ją Pan Niemiec raczył był wysłać w Stepy Akermańskie i zbierała w międzyczasie walizki Szefowej. Najpierw wytorba z ciuchami, potem torba z prezentami a w ręku już trzymała torbę z laptopem.  Kobieca torba wyjechała ostatnia i jakoś dało się słyszeć z jej wnętrza „Wpłynęłam na suchego przestwór oceanu…”.

Z lotniska Wysoki Urzędnik Państwowy (WUP) a zarazem przyjaciel  zabrał panie do centrum miasta. To był akurat dzień w którym Polska grała o coś z kimś w bardzo ważnym turnieju a może nawet w mistrzostwach. Chłopaki kopali piłkę bardzo wytrwale, ale jak Kobieta z Szefową wlazły do pokoju to jakoś zaczęli sromotnie przegrywać. A niby nie czarownice... Potem spacer, starówka, kolacja i pogaduchy.
Rano samochód, machnięcia WUPa na pożegnanie, bilet, odprawa i wio! W Symferopolu czekał na nie zaprzyjaźniony Tatar. Szefowa wpadła mu w oko od razu. A Nieprasująca z 4 torbami wlekła się za nimi w upale trzydziestostopniowym. Zlana potem wpakowała się do taksówki, która miała urocze siedzenia pokryte syntetycznym, tureckim pluszem z długim włosiem. Oj ciepło się Kobiecie zrobiło, ciepło. I nie tylko na sercu. Bo Nieprasująca na Krymie już 4 raz była. Pierwszy raz na studiach jeszcze, a potem to już indywidualne wycieczki uskuteczniała.

Dziewczyny pomknęły dalej ocieplaną, tatarską taksówką przez winnice do Bachczysaraju. W zaprzyjaźnionym pensjonacie przywitali je serdecznie i dali pokój. Z łożem małżeńskim! Upał, odparzenia od pluszu i 4 torby przytłumiły dziki jęk zachwytu Nieprasującej. Trudno. Za to widoki były przepiękne.

Potem spacer, kolacja, pogaduchy ze znajomymi i uroczy wieczór. Następnego dnia leniwy poranek. Na śniadanie lepioszka, pomidor, ogórek, krymskie sery i kefiry, pietruszka z ogródka, czereśnie. Tak zaczęły się urodziny szefowej. Gadanie, siedzenie trochę pracy w ogrodzie, bo znajomy pensjonat dopiero się rodzi. Po południu wyprawa na Czufut Kale. To takie średniowieczne miasto-twierdza Karaimów w skale. Godzina przyjemnej wspinaczki. Dotarli całą ekipą na szczyt. A na szczycie knajpa karaimska podająca specjały. Palce lizać! Na stół wjechały pierogi, pierożki, karmelowe słodkości i cza-pra-ksy (60-procentowy trunek). O jak fajnie było! A że to urodziny Szefowej, więc trzeba było wznosić toasty. Karaimki opowiedziały legendę o tym jak pędzi się to cudo, ale jakoś tak Nieprasującej film zaczął się zwężać z taśmy standardowej do 8 milimetrowej. I niektóre detale są jakby zamazane. O 20.00 zaczęła się wędrówka w dół. Towarzystwo odwiedziło jeszcze stary cmentarz i maszerowało dzielnie dalej.  Po 3 minutach marszu Szefostwo się normalnie w świecie wywaliło. Wiadomo teren górski, niełatwy, z kamieniami na drodze a i te 60% robi swoje. Kolano rozwalone, krew się leje, tamować trzeba. Przemyto ranę woda mineralną i popchnięto Szefową w dalszą drogę, a krew lała się dalej. 

W restauracji tatarskie, w której czekała na całą ekipę kolacja, kelner przywitał przybyłych wodą utleniona i bandażem. Ot taki chyba tatarski obyczaj.
Cdn.

19:32, kobieta_nieprasujaca , ból głowy
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3